Zawsze jeszcze pozostaje wy¿aliæ siê autorowi

W miejscowoœci Poraj, gmina Jaros³aw, istnieje podobno ciekawy zwyczaj ludowy.

W Poniedzia³ek Wielkanocny po porannej Mszy Œw. przed koœcio³em wystawia siê wielk¹ kuk³ê Judasza.

Judasz zostaje os¹dzony i skazany na œmieræ.

Nastêpnie wlecze siê go za miasto poœr˘d gradu kamieni i kopniak˘w, przy akompaniamencie kociej muzyki.

Za miastem Judasz zostaje spalony na stosie.

_____________________________

_ Co masz czyniæ, czyñ szybciej _

_ ____________________________________

Pod ekranem pojawia siê miejsce na napis: wieœ Zaletovice, powiat PoraŸ. Ekran wype³nia pejza¿ z romantycznym bajorem w œrodku, otoczonym lewicowo przegiêtymi wierzbami. U ich st˘p dziewczêta w strojach ludowych zbieraj¹ gruszki do haftowanych zapasek.

Nie ma ekranu, nie ma wierzb, nie ma krowieñc˘w. Jest œwiêto. Zjecha³y aktory! ludziska ryj¹ siê jeden przez drugiego, zapadaj¹c siê w zaletowickich drogach i polach.

Drabiniasty w˘z z czas˘w zakrawaj¹cych na co najmniej trzy okupacje wstecz pêdzi koleinami polnej drogi, bluzgaj¹c sztucznymi ogniami na wsze strony. Zatrzymuje siê na placyku za wsi¹, u rozstaju dr˘g. To bêdzie tam.

Powiedzmy to sobie od razu, wyje¿d¿anie, gdzie diabe³ m˘wi dobranoc, by tam odperformowaæ coœ, co mo¿e ³atwo sobie wyobraziæ ka¿dy, kto ogl¹da³ chocia¿ raz przegl¹d teatr˘w ulicznych, by³o w onych czasach pojmowane przez artyst˘w jako skrzy¿owanie

czynu spo³ecznego z mêkami Syzyfa, czy raczej Tantala; artysta nie by³by artyst¹, gdyby nie wyrasta³ tam, gdzie go nie posiali, ju¿ szczeg˘lnie przy czynnym poparciu mecenasa. A przecie¿ nie w ka¿dej gminie zdarza siê w˘jt, kt˘ry ma gest i od Kupa³y czy

innej nocy Walpurgii lubi rzuciæ papierem.

Gdy resztki dymu prochowego i œwiecowego jeszcze siê nie rozp³ynê³y w ksiê¿ycowej poœwiacie, œwiat jest, jak zwykle, œwiatem, wieœ wsi¹, a krowa, kt˘r¹ trzeba wydoiæ, zwl˘k³szy siê skoro œwit, czyli za dwie i p˘³ godziny,...

no c˘¿, nietrudno przewidzieæ koniec zdania.

A gdziezez ³on siê podzio³, sakra potwora?

Nidzie go ni mo! matka, twoja by³a rzec go na ³oku miæ!

Znowu siê dzieœ zawa³ensa³, ³odmienic. Tera, p³o n³ocy, bydzies

go sukoæ!.

Szukaæ przecie¿ trzeba. Do rannego udoju przynajmniej nie

trzeba bêdzie budziæ siê i przyodziewaæ.

Pierwsze æwierkania kolejnego dnia zastaj¹ poszukiwania w stadium wcale zaawansowanym. Do przeszukania pozosta³o tylko rozlatuj¹ce siê cha³upsko - te¿ na koñcu wsi, tyle, ¿e nie tym. Tam kiedyœ podobno mieszka³ przyby³y z daleka kowal, kt˘ry...

w ka¿dym b¹dŸ razie nikt z mieszkañc˘w nie przyzna siê nigdy, ¿e tam by³, nawet na szabrunek. I, oczywiœcie, gdzie¿ indziej mogliby zatrzymaæ siê panowie artyœci?

W du¿ej izbie na polepie rozbili dla pewnoœci namioty. Przed najwiêkszym zasiada aktor o d³ugich w³osach, br˘dce i bez w¹s˘w.

Lecz to nie on staje siê centrum uwagi doprowadzonych do kresu wytrzyma³oœci rodzic˘w.

On... pali trawê!

W rzeczy samej, aktor zaci¹ga siê skrêtem ku ekstremalnemu nabo¿eñstwu zaginionej i odnalezionej pociechy.

Parê sekund ciszy.

£o ty, Karol!

Czterostopowe biczysko przeœmiguje p˘³ cala nad g³ow¹ ch³opca.

£a do kr³˘w, do ³owiec! i spr³˘buj mi trawê na pastwisku zapoliæ, to ciê wskrzese inocej!

S³oñce jest ju¿ ca³kiem na roboczo po d³u¿szej o tej porze roku bumelce. Oboje wlok¹ siê drog¹ ku chacie... w³aœnie przechodz¹ przez k³adkê na gnoj˘wce s¹siada.

Matka, co by z tym nasym ³odmieñcem zr³obiæ. Nic nie gada, przy tych kr³owach siedzi i g³owê sobie ³amie.

A do kamienio³omu z nim, niech tam sobie ³amie. Albo lepiej, na ten ich tam, jak mu tam, ³uniwersytet!

Ojciec zatrzymuje siê jak wryty. Biczysko powoli wyœlizguje mu siê z rêki.

Matka. A moze by go tak - na ksiendza.

Aaale!

Biczysko przeœlizguje siê o w³os nad jego kapeluszem. Ciêcie.

Parafia Zaletovice, prze³om tysi¹cleci. Dzwony s³ychaæ

wszêdzie, nawet w budce suflera.

Dzwony miotaj¹ siê na szczycie wie¿y. Pod wie¿¹ jest sklepienie

wielkiego koœcio³a. Pod sklepieniem dzieje siê rzecz.

Strzelisty, ascetyczny mê¿czyzna po czterdziestce (z rzadka czasami mo¿na pomyœleæ, ¿e i po dw˘ch) szybkim krokiem przechodzi w poprzek koœcio³a, lekko tylko pochylaj¹c g³owê przed obrazami w nawach. M˘g³by go graæ Sean Connery, gdyby zrzuci³ 50 kg.

Ale

to te¿ nie jest pewne.

Pewne jest tylko jedno. To w³aœnie on. Kardyna³ Butz.

Jeszcze siê nie odezwa³. Co gorsza, nie ma na razie takowego zamiaru. Po prostu przechodzi w g³¹b i niknie w zakrystii.

Sznur pielgrzym˘w nie zauwa¿a go. Ci¹gn¹, jad¹ na w˘zkach, czo³gaj¹ siê na kolanach, jak najwolniej dochodz¹ przed oblicze obrazu, by niechêtne ust¹piæ miejsca nadci¹gaj¹cym zza plec˘w.

Nawy s¹ dwie, lecz obowi¹zuje specjalizacja. Jeden obraz jest od spraw chor˘b takich, jak melancholia, ob³êd, wiara w charyzmatyczne osobowoœci. Drugi leczy z³amania koœci i schorzenia narz¹d˘w ruchu. Oba - ca³¹ resztê.

Jedni wierz¹, inni mniej. Przywleczeni przez krewnych,

odczo³guj¹ swoje na kolanach lub w˘zkach inwalidzkich, by opuœciæ z westchnieniem ulgi tchn¹c¹ stearyn¹ niszê.

Wcale nierzadko zdarza siê, ¿e czyni¹ to ju¿ o w³asnych si³ach albo bez bia³ych lasek. I to tym czêœciej, im rzadziej w to wierz¹.

Tak, Eminencjo. To jego pismo. To znaczy nie jego, tylko tego

jego niby sekretarza, K., takiego, jak i on sam.

Po jakiemu to?

Nno... w ka¿dym razie adresatem jest ten francuski biskup na G.

Aahaaaaaaaaa!

Podobno to jego najlepszy przyjaciel.

Zasmuca nas. Bardzo nas zasmuca. Co z nim zrobiæ?

A zapowiada³ siê. Kiedyœ nawet, przezwyciê¿aj¹c wrodzone lenistwo, wybiera³ siê na sp³ywy kajakowe, na biwakach odprawia³ msze. Nawet przezywali go: wujek chrzestny. Ale to niekt˘rzy. A potem... Trawiarze, p˘Ÿniej hifowi. On sam podobno...

I jeszcze to najnowsze: duszpasterstwo dzieci z prob˘wki.

I gadali, ¿e ma swojego guru w Chameryce. I... i co z takim

zrobiæ? By trzeba...

Decyzjê podejmie Kongregacja. tobie dziêkujê. Jeszcze podpisz.

Ja ju¿ tego nie pamiêtam.

Owszem, skoñczy³em seminarium i on skoñczy³ to samo seminarium.

Nawet spa³ przez pewien okres w tej samej sali, co ja.

A m˘wili o nim - r˘¿nie.

Jeszcze ta jego teatromania. W seminarium mia³ byæ teatr.

Wiêc by³a grupa teatralna i on siê zg³osi³. bo wszyscy m˘wili, ¿e nic nie pracuje spo³ecznie.

Wiêc mia³o byæ przedstawienie i on nagle siê upar³, ¿eby to by³a Antygona.

I jeszcze chcia³, ¿eby Antygona chodzi³a z pastora³em i ¿eby Kreon w koronie.., i ¿eby...

I co z tego wynik³o?

No i wybili mu to z g³owy.

W koñcu skoñczy³ siê na tym, ¿e zrobili jak¹œ bardzo cudaczn¹ adaptacjê sztuki.

Wszystkie postacie by³y poprzebierane za roboty.

Chyba nie wszystkie...

Ale wiêkszoœæ by³a.

I nawet dostali tam jak¹œ nagrodê za nowoczesn¹ adaptacjê klasyki..

Potem ju¿ nigdy ani on, ani nikt z jego tej niby trupy nie pr˘bowa³ bawiæ siê w teatr.

Na szczêœcie.

Na szczêœcie, powiadasz..

wystarczy. Zobaczymy, czy siê przyda.

Kto? A tak! Oczywiœcie! To on napacykowa³ te dwa ohydne

bohomazy! Jezus rozche³stany, spity, tañcz¹cy na weselu,

opieraj¹cy siê o dzban wina i r¿¹cy niczym Dionizos do sera.

Porno! Chyba nimi inspirowane by³o ¯ycie 0'Briana... A jak ja

mu

raz. .. to on mi. ..

Co? Podpisaæ? Jak ka¿ecie. ..

K.? Ten ksi¹dz doktor K.? Znam, znam... jak on teraz stoi?

aaaach, tak... no pewnie, pewnie, tak...

Widzia³em, widzia³em. w tamtym roku sta³em niedaleko, kiedy Jego Œwi¹tobliwoœæ by³ w kraju. I widzia³em ten transparent. Na g˘rze pisa³o, 0jcze, czekamy. A potem odwinêli doln¹ czêœæ i tam pisa³o: na Vaticanum III. Ludzie z pocz¹tku nie zauwa¿yli.. a

potem to ju¿ porz¹dkowi...

A to, ¿e wtedy krzyczeli: Ratzinger do nieba, to ja nie s³ysza³em. Mo¿e Ÿle s³ucha³em.

Tak. Dowiadywa³em siê. Wiec owszem s¹ i tacy, co wspominaj¹ go dobrze. JeŸdzi³ na te sp³ywy, potem mieszka³ z tamtymi po ich spelunach, msze im odprawia³. Z gar˘w, w kt˘rych kompot gotowali, w g˘rê dnem odwr˘conych, o³tarz ustawia³. Ale zawsze uwa¿a³,

¿eby op³atka we kompocie nie maczaæ.

Chocia¿ gadali, ¿e komunia ma byæ pod obiema postaciami. Nawet niekt˘rzy, co obkutsi, zwracali siê do niego: ojciec Tymoteusz z Leary.

A kiedyœ, ale to zupe³nie dawniej, to JeŸdzi³ æwiczyæ zen.

Wtedy by³y zamkniête odosobnienia i nie mo¿na by³o iœæ w niedzielê na mszê. To on wtedy co niedziela odprawia³ msze. dla siebie i paru, co chcieli; ale wejœæ m˘g³ ka¿dy. Na tym samym o³tarzu, na kt˘rym sta³a figura Buddy. I na tacê w og˘le nie zbiera³.

On chyba w og˘le nigdy na tacê nie zbiera³! Ale to by³o zupe³nie dawniej, kiedy w³aœciwie prawie w og˘le nie by³o jeszcze u nas zenu chrzeœcijañskiego. Tak, ¿e s¹ i tacy, co o nim m˘wili kiedyœ dobrze.

Dziêkujemy ci. Jak siê naprawdê dowiesz czegoœ na niego, to mo¿esz siê zg³osiæ. Wtedy pomyœlimy o czymœ dla ciebie.

To co robiæ? Jechaæ tam, czy zapisaæ siê do Urbana, albo co?

Jest faks; znowu pisz¹, ¿e to ostatni.

Pisz¹, ¿e nawet maj¹ podstawiæ samoch˘d. niedaleko st¹d. Prosto tam.

Coœ m˘wi³eœ? bo by³em po pocztê.

Jest coœ?

Ken odpisa³.

WeŸ otw˘rz, przeczytaj.

Gdzie jest s³ownik... Pisze ci, ¿e trzeba, ¿ebyœ ty teraz tam pojecha³. I posy³a ci dwie swoje ksi¹¿ki z autografem. ¿eby ci by³o raŸniej. Po prostu musisz to wypiæ do dna.

I ksi¹¿ki. Jedna po angielsku, druga ju¿ przet³umaczona na w³oski. Pouczymy siê na niej jêzyka. Mo¿e ci siê wreszcie zechce..

Co to jest... B˘g socjalista?

No nie. B˘g przyjacielem cz³owieka.

Tak by to mo¿na przet³umaczyæ. Sociable God. To na p˘Ÿniej.

Mo¿e sobie to przet³umaczê i wydamy na dziko... Z czegoœ w koñcu trzeba ¿yæ, jak nas wypierdol¹?

Nas? przecie¿ ciebie....

Tak, m˘g³bym siê zes³aæ gdzieœ na zadupie, chodziæ wok˘³ pasieki i agitowaæ kmiot˘w, ¿eby dali za œlub jeden procent tego, co wydaj¹ na poprawiny.

Pewnie m˘g³bym. Nawet na pewno.

S³uchaj, z¿y³em siê z tob¹ i Chocia¿ m˘j tata na uniwersytecie

nie takich oblewa³, to kim by³by Butz bez K. i K. bez Butza... no, powiedz sam? Razem wyrzucili nas za strajki z unibudy, jak wtedy j¹ nazywali - Puta Mater, razem ganialiœmy za paulistkami, nawracaliœmy trawiarzy i razem samiœmy w koñcu nawr˘cili siê na trawê, w koñcu owieczki trawy

potrzebuj¹?

Przebiliœmy nawet Galota.

A w³aœnie, do niego by nie da³o siê napisaæ? On by na pewno coœ doradzi³. Klasa jest goœæ.

Pr˘bowa³em dostaæ adres. W ca³ej Firmie traktuj¹ go jako osobê nie¿yj¹c¹. A tamto to co?

Poczekaj... nowe przygody... czyje? G³owy? Czekaj.. Jak?

Ja te¿ nie wiem. Zobacz, jak jest tytu³ w oryginale...

Nowe przygody... szefa?

ja te¿ nie rozumiem. To zobaczymy po drodze. trzeba jechaæ.

Tak, trzeba jechaæ.

Tylko s³uchaj. Czy oni st¹d w og˘le nas wypuszcz¹?

Widzisz, jak jest. Oni maj¹ wiarê. Nie patrz¹, nie myœl¹, tylko stoj¹ za tob¹ murem. Opaski, flagi, styropian, i ju¿. Po prostu wierz¹. Obwarowali siê w parafii, powiesili transparenty, pal¹ ogniska, na zmianê trzymaj¹ stra¿. Nie wpuszczaj¹ ¿adnej

w³adzy, ani milicji, ani urzêdnik˘w z gminy stolica, ani nikogo z Centrali. Kontakt mamy przecie¿ tylko przez fax, telefon i imejla. No i listonosza puszczaj¹ jak z ³aski. Waruj¹ przy nas, ¿e bez kija ni przyst¹p. Wszystko dla nas?

Wszystko dla ciebie?

Mo¿e wszystko dla tego poczucia, ¿e walcz¹ o prawdê. ¿e kiedy do niej d¹¿¹, to po prostu ni¹ s¹, nawet, jeœli czasami odrobinê sami siebie szkl¹... zreszt¹, to bardzo porz¹dni i dobrzy ludzie.

Naprawdê. ka¿dy ma prawo do duchowego dzieciñstwa.

Nawet my?

Oj, proszê ciê.

To co zrobimy? Wykradniemy siê noc¹..

Ale ty zostañ. Nic nie zrobi³eœ.

Nic nie zrobi³em? wychodzi, ¿e ma³o o mnie wiesz. Ale nie szkodzi. Mo¿e jeszcze zd¹¿ê ci opowiedzieæ przed stosem. Byle nie traciæ czasu. W ka¿dym razie.. w ka¿dym razie jestem doktorem praw obojga i jadê teraz z tob¹ do Centrali broniæ

ciê przed Kongregacj¹. W koñcu ktoœ nawet przy Jezusie pozosta³ do koñca.

powiedzmy, rabbi Johanan.

Zabraniam ci. s³yszysz?

A czy ty kiedykolwiek uznawa³eœ jakiekolwiek autorytety?

Dobrze. Czas ucieka.

Kardyna³ po raz ostatni przechodzi przed pusty ju¿ koœci˘³; klêka przed o³tarzem, sk³ania siê przed dwoma obrazami.

Chwyta w przelocie spojrzenie Jezusa; zdaje siê m˘wiæ: kto ciê tak namalowa³?

Jest ciemno; t¹ sam¹ œcie¿k¹ kiedyœ kardyna³ pêdzi³ owce. Teraz obok wybudowano asfalt; œcie¿ka zaros³a i zb³otnia³a.

Kardyna³ odgarnia ga³êzie.

Pochwalony!!! nie ruszaæ siê. zaraz siê wyjaœni..

To Eminencja...... nie wiedzieliœmy. o, jeœli ³aska...

Szeœciu barczystych ch³op˘w ustawia siê w kolejce

do pierœcienia kardyna³a. Droga wolna.

Minivan czeka pod lasem, na brzegu szosy.

A to kto? Mia³o byæ w pojedynkê!

To m˘j sekretarz. Bez niego nie jadê. Moja eskorta jeszcze nie

zd¹¿y³a odejœæ daleko. To jak?

A niech wam bêdzie - szarpie siê z baga¿nikiem ostrzy¿ony przy

sk˘rze dominikanin w koloratce, przy nim trzeci.

Zaci¹³ siê, cholera. Dobra. Z baga¿ami do œrodka.

Jedziemy?

Ano jedziemy. Masz kompas przy zegarku?

Wychodzi, ¿e na po³udnie.

Mo¿e uda siê ich nam˘wiæ, ¿eby zrobiæ ma³y postoik w Asy¿u.

Asy¿? By³em tam dok³adnie tyle razy, ile musia³em.

Te stosy tandety na straganach.. Wierzy³em g³êboki i nadal wierzê, ¿e gdyby Jezus zst¹pi³ na Ziemiê, to od pierwszego zomowca po¿yczy³by pa³kê, i...

Kupcz¹ wszystkim, nie koñcz¹c bynajmniej na kopii tego m¹drego krucyfiksa, kt˘ry do Franka to owszem i przem˘wi³, ale do lampy w postaci.. no, wiesz, kogo...

Jasne, ¿e potem, jak by³o teremoto, trochê mi by³o przykro. Ale te¿ ciekawe by³o, ¿e te wszystkie ciê¿kie, szacowne bazyliszcza pierwsze pada³y, grzebi¹c ¿ywych ludzi pod szacownymi bry³ami kamienia. A ci, kt˘rych to nie spotka³o, jeszcze im zazdroœcili...

I te¿ zosta³ mi w oczach ten kawa³ek wideo.

Ludzie w bazylice ogl¹daj¹ straty. Nagle coœ siê zaczyna dziaæ. Wszyscy nagle zaczynaj¹ biec ku jednemu miejscu.

Kamera podnosi siê do g˘ry i pokazuje, jak w³aœnie nad tym miejscem sklepienie zaczyna drgaæ, a¿ siê rozpada, by run¹æ w d˘³. W tym miejscu, gdzie oni w³aœnie dobiegli.

Widok smutny, lecz pouczaj¹cy.

Podzielam. Ale..

Ale co?

Znam tam aœramik...

Dobry?

Taki sobie. nawet bardzo.

Rano zrywaj¹ ciê o czwartej. Masz godzinê na medytacjê. Jest tam rezydentny mistrzu, kt˘ry nikogo nie widuje, to ciê nauczy.

Potem jest praca na roli. Maj¹ du¿e, stosunkowo nowoczesne gospodarstwo rolne. Po czternastu godzinach zn˘w medytacja i dobranoc. W œrodku obiad.

A kto tam rz¹dzi?

Dwie baby. Ostre jak turecki pieprz.

Jak przyjdziesz pierwszy raz, nie puszczaj¹ ciê za bramê. Ka¿¹

przyjœæ za tydzieñ. Jak w ojczystym urzêdzie!

I jeszcze, jak siê pojawiasz pierwszy raz, to pierwsze, co pytaj¹, to czy nie jesteœ od konkurencji.

Potem jeszcze... no.

repertuar autoprezentacji i dzia³añ zniechêcaj¹cych maj¹ niew¹ski.

Nastêpnym razem mo¿esz wejœæ, potem nawet zobaczyæ siê z mistrzem.

Oczywiœcie, rezydentem nie zostaje siê od razu, ale przecie¿ jak siê kopie kartofle pamiêtasz; jeszcze mnie korepetycje dasz.

Za mieszkanie do tego trzeba rzecz jasna jeszcze p³aciæ, ale jak ktoœ z takich kraj˘w, jak nasz, to umarzaj¹.

I gdzie to jest?

Jak jesteœ ju¿ w Asy¿u, to musisz pi¹æ siê uliczkami do g˘ry, i wysoko, ponad zamkiem jest szosa numer 444.

T¹ szos¹ ci¹gle do g˘ry, do g˘ry, robisz osiem kilometr˘w.

Potem niestety musisz zejœæ w lewo, na d˘³. i zostaje ci ich jeszcze tylko dalszych kilka.

M˘wisz, ¿eby tam drapn¹æ?

Czemu nie? Jakoœ wytrzymamy..

W ostatecznoœci wytrzymamy tam miesi¹c, a potem...

Potem co?

Nie jest to jedyny aœram nad AsyŸem. He he..

Samoch˘d nie staje. Kiedy stanie, byæ Mo¿e oka¿e siê, ¿e za przyparkingowy wucet ju¿ nie trzeba p³aciæ, a napisy s¹ w paru jêzykach, wœr˘d kt˘rych nie ma ju¿ tego, w kt˘rym kardyna³ od dzieciñstwa zwyk³ ¿o³¹dkowaæ siê na trzodê, kiedy czasem wybra³a

drogê na bli¿sze. Gdzieœ po drodze podzieje siê te¿ czêœæ asysty.

P˘ki co, obaj mê¿czyŸni robi¹ to, co zwykle robi¹ mê¿czyŸni podczas przerw w akcji, szczeg˘lnie tych nieco d³u¿szych.

To znaczy, wariant˘w sensu largo jest wiele. Natomiast, kiedy mê¿czyzna mia³by znaleŸæ czas, ¿eby nadrobiæ wieloletnie, ba, prawiekowe zaleg³oœci w rozklejaniu siê, je¿eli nie pomiêdzy jednym a drugim gromem z jasnego nieba, kt˘rych to grom˘w zapewne

nie posk¹pi zad³u¿ony we wszelkich mo¿liwych bankach wszelkiego mo¿liwego rozwoju scenarzysta?

Dopiero od dw˘ch lat jesteœ kardyna³em. I ju¿ czujesz siê stary?

S³uchaj. Ja mia³em moich hippis˘w. Chodzili po rynku, œpiewali kurwa alleluja, jak to oni. Grzali, strzykali, nazywali to zreszt¹ r˘¿nie. Potem umierali; w˘wczas gadali z udawanym smutkiem, ¿e narkoman ¿yje tylko dwa lata. I najœmieszniejsze, ¿e tak

wtedy by³o.

Czêœæ z nich udawa³o siê nawr˘ciæ. Pewnie teraz w niebie Œwiêty £ukasz, patron drag˘w, ma z nich po¿ytek.. A ja mogê powiedzieæ ci tyle: oni jednak coœ siê przejmowali.

Pamiêtasz ten film...

to by³y czasy! mia³o siê wide³ko na plebanii, mo¿na by³o...

A pamiêtasz te scenê, kt˘r¹ tyle razy ogl¹da³em?

Aha, pamiêtam, ¿e w k˘³ko puszcza³eœ sobie jak¹œ jedn¹ scenê.

Co to by³o?

To by³a w³aœnie ta scena fina³owa. Rzecz dzieje siê na Golgocie. Jak okiem siêgn¹æ, ludzie wisz¹ na krzy¿ach. I nagle poœr˘d lasu krzy¿y rozbrzmiewa piosenka. Po chwili skazañcy jak jeden nuc¹ ch˘rem: zawsze patrz na ¯ycie od jasnej strony. Po prostu

keep smiling.

Na pocz¹tku uwa¿a³em ca³y pomys³ za idiotyzm. Powinienem by³ zmazaæ kasetê i nagraæ sobie.. powiedzmy Jezusa z Montrealu.

Ale ogl¹da³em to w k˘³ko, sam nie wiem czemu. Za kt˘rymœ razem dotar³o do mnie, ¿e to bardzo trafne ujêcie.

I nieraz ¿al mi by³o Pi³ata, kt˘ry mia³ przecie¿ racjê.

Przywlekli znienacka przed niego goœcia, kt˘rego widzia³ po raz pierwszy w ¿yciu i o kt˘rym m˘g³ powiedzieæ na pewno jedn¹ rzecz - by³ to goœæ cholernie k³opotliwy. Czegoœ chcia³, o coœ mu chodzi³o. Przejmowa³ siê tym, nawet bardziej, ni¿ w³asnym ¿yciem.

A on nie chcia³ k³opotu. on po prostu by³ dzisiejszy. Czy to jego wina, ¿e siê urodzi³ dzisiejszy? Powiedz sam.

Coraz bardziej jestem do dzisiaj przekonany o tym, ¿e gdyby Jezus mia³ choæ trochê dzisiejszej subtelnoœci, stan¹³by na wysokoœci zadania i chyba sam by siê ukrzy¿owa³.

Potem czasami patrza³em jad¹c tramwajem na kobiety o przetlenionych w³osach, ze zdebilowanymi do cna udami, œwiec¹cymi na po³y widoczn¹, zamasowan¹ w³aœciwym mazid³em gêsi¹ sk˘rk¹. udami, opalonymi tak r˘wniuœko i czekoladowo, bez kawa³ka zlaz³ej sk˘ry,

kt˘ra by sugerowa³a, ¿e one naprawdê opala³y siê pod prawdziwym s³oñcem i na prawdziwej pla¿y, choæby nad gliniank¹. o ods³oniêtych brzuchach, nie p³askich, jak u dziewcz¹t w Zaletovicach, ale t³ustych i pofa³dowanych od sok˘w, spageti, czekoladowych

batonik˘w tak ma³ych, ¿eby mo¿na je by³o jeden po drugim jeœæ w t³umie, na przystanku, w sali wyk³adowej, nie musz¹c w ¿adnym wypadku i pod ¿adnym pozorem z nikim siê dzieliæ. o g³adkawej cerze, lœni¹cej od kilogram˘w krem˘w Always, Oreal, czy inne

Osram Tungsram na lampie. O.... Dawniej do kupienia by³y odpusty, ale nie uroda, jak wzglêdn¹ by nie by³a ona wartoœci¹.

Moi trawiarze jednak uwa¿ali, ¿e pieni¹dze to nie wszystko, i ¿e s¹ rzeczy, kt˘rych za nie siê nie kupi. Mieli odwagê czuæ siê zagubieni w œwiecie, gdzie ka¿dy zachowuje siê, jakby by³ bilboardem z reklam¹ samego siebie. I Chocia¿ wiem, ¿e moim obowi¹zkiem jest zajmowaæ siê wszystkimi, tak¿e tymi, kt˘rzy o to nie prosz¹, to mam takie uczucie, ¿e do nich B˘g akurat

mnie mniej powo³a³. ktoœ powie, ¿e jestem niedoskona³y i na pewno bêdzie mia³ racjê.

Gdybym przez dziesiêæ lat pomy³ sobie bidety w jakimœ ¿eñskim klasztorze zen, albo po prostu zaj¹³ siê powa¿nie traw¹... albo Mo¿e i grzybkami, Mo¿e zagoœci³by we mnie na dobre Meskalito, czy jak to nazywaj¹ u siebie ¿˘³tki.

Jeszcze niewykluczone, ¿e mnie to nie minie, jak mnie wypierdol¹ ad maiorem diavoli gloriam. To tak nawiasem.

Oczywiœcie, jak bêd¹ mieli jakikolwiek k³opoty, ja nikogo nie opuszczê. jestem dla ludzi, tak jak uwa¿am, ¿e dla ludzi jest Firma, przynajmniej teoretycznie.

A praktycznie?

c˘¿, Firma to my. Cokolwiek zrobimy, ludzie spytaj¹: to wyœcie wszyscy tacy? o kurwa, przyœni³o mi siê, ¿e siê napatoczy³ ¿urnalista z interwju. Taki siê zrobi³em m¹dry, jak na egzaminie z teologii komputerowej.

No, i k³opoty, to teraz mamy my..

My.. dobrzeœ to powiedzia³.

Trawy lepiej przed granic¹ nie wyjmowaæ.. to spr˘bujê sobie pomedytowaæ, potem brewiarz, siusiu.. te¿ jak dadz¹, paciorek i spr˘bujê zasn¹æ. Do zobaczenia w baju hippis˘w.

W˘dz biegnie swoim zwolnionym biegiem. Syn wodza indiañskiego nie umie nawet porz¹dnie biec! Oddala siê w g³¹b ekranu... ale za ekranem dalej istnieje œwiat i zawsze jest jakieœ potem, zawsze bêdzie nastêpne ujêcie. A on nauczy³ siê nieŸle ¿yæ w tej

firmie, jak nikt nie nazywa oddzia³u psychuszki... a John Rambo z niego ¿aden.

Policja zaraz otrzyma meldunek, puszcz¹ psy, Gwardiê Narodow¹.... Mo¿e nawet jakiœ prezydent z jakiejœ Afryki po¿yczy im swojej gwardii prezydenckiej, albo jakiœ specjalny Srom czy inny oddzia³ terrorystyczny bez twarzy....

Suspens jest raczej niegodny Alfreda H. Wszyscy wiemy, co musi byæ dalej.

Wszystko to dzieje siê w ksi¹¿ce. Ksi¹¿ka jedzie w baga¿u kardyna³a obok sekretnego schowka, gdzie drzemie awaryjny zapasik trawy. Baga¿, kardyna³a i K. unosi pojazd, ka¿dego ku jego w³asnemu Nieznanemu, kt˘re zawsze Mo¿e okazaæ siê wsp˘lnym, Chocia¿

nigdy tak staæ siê nie musi. Jedno jest pewne: kardyna³ zdrzemniêty w pozycji zgo³a niemedytacyjnej jeszcze nie zd¹¿y³ nawet ksi¹¿ki otworzyæ.

Ty, gdy dwa lata ubieg¹, mia³eœ siê udaæ do Centrali, by ciê

tam porwaæ jak swego....

To tera gdzie?

My mamy siê zatrzymaæ.. przy via Pfeiffer.

Dwie przecznice od samej Centrali.

I kiedy?

Na dywanik... wychodzi, ¿e jutro rano.

Ale zemsta, choæ leniwa... Do kogo w koñcu? kongregacji,

papie¿a?

Myœlê, ¿e wiadomoœæ ju¿ bêdzie na nas czeka³a.

A nie, to siê zadzwoni. ChodŸmy.

To ChodŸmy. S³uchaj...

Co?

Nie wiem co. Chocia¿.... chyba tym razem masz racjê. Dobra.

bêdziemy mieli chatê, to pogadamy.

Chocia¿ jednak myœlê, ¿e siê doigra³em. Cholera pieprzona, Co

to bêdzie, no co to bêdzie?

S³uchaj, pamiêtasz jeszcze, co nam powtarza³ mistrz: ty tylko

teraz przypadkiem nie zacznij myœleæ.

Usi¹dŸ sobie, pomedytuj. ja p˘jdê siê dowiem wszystkiego.

Kurna, z tego wszystkiego zapomnieliœmy o trawie. gdzie to tu

mo¿na dostaæ?

Dowiem siê od siostrzyczek. To idê.

S³uchaj, medytujesz jeszcze?

Tak. Zaraz skoñczê i chyba p˘jdziemy spaæ, ju¿ bez trawy, bo

tej, co wzi¹³em, nie chce mi siê wyci¹gaæ z mojego elektrycznego kropid³a.. A jutro bêdzie to, co bêdzie.

Jutro bêdzie futro. Papie¿ w niebie!

Nare... cooo takiego? Eee, wszystko jest marnoœci¹.

To kiedy ten dywanik?

Dywanik? Na razie zaraz zaczyna siê konklawe i masz byæ! Bo taki najgorszy ten Papie¿ nie by³ i chyba tylko dlatego oficjalnie nie wisisz. to jeszcze sobie chwilê pomedytuj.

Scena znowu chyba jest akcj¹ wsteczn¹. Rzecz dzieje siê znowu w p˘³mroku i znowu w koœciele. niestety.

Taka Ksi¹¿ka.

W du¿ym, wiejskim koœciele po bokach o³tarza t³ocz¹ siê ministranci. spoœr˘d ich t³umu wyziera znajoma twarz. R˘wnie¿ i twarz celabransa wydaje siê znajoma na analogicznej zasadzie.

R˘wnie¿ i spoœr˘d t³umu wiernych.. i mo¿na jeszcze to ci¹gn¹æ.

Choæ nigdzie nie ma pewnoœci. Jak zwykle w ¿yciu, nie m˘wi¹c o takich powieœciach.

Ewangelia czytana jest z podzia³em na role.

Rzecz dzieje siê w Wieczerniku. Dzisiaj chcia³oby siê us³yszeæ wiêcej o osobie, kt˘ra nie ¿¹daj¹c wiele w zamian co wiecz˘r zapewnia³a tuzinowi ch³opa bezp³atn¹ kantynê. By³by to niew¹tpliwie idealny patron wszystkich sponsor˘w.

M˘wi¹c szczerze, to czytelnika nie czeka tutaj wiele wiêcej, ni¿ to, co znamy z ka¿dej reprodukcji Leonarda.

Darujmy te¿ sobie aluzje do Œw. Jana, kt˘rego niekt˘rzy przedstawiciele niekt˘rych mniejszoœci uwa¿aj¹ za swego patrona...

Sprawa jest, i nie Mo¿e przecie¿ do koñca œwiata czekaæ na encyklikê papiesk¹, kt˘ra nareszcie ³askawa bêdzie j¹ potraktowaæ po prostu powa¿nie. Ale o tym patrz jednak o wiele, wiele ni¿ej, a ja naprawdê, proszê mi wierzyæ na s³owo, nie jestem

skandalistka Manuela G.

Jest Niedziela Palmowa, s³uchamy Ewangelii.

Dochodzimy do momentu, gdy Jezus powiadamia uczni˘w, ¿e jeden z

nich Go zdradzi.

W dzisiejszych czasach naprawdê ma³o kto zwraca uwagê ma s³owa.

Co kto ma zrobiæ, to robi, i c˘¿ Mo¿e pom˘c nazywanie rzeczy po imieniu; przecie¿ rzecz to rzecz, a imiê to imiê.

Natomiast rzecz dzieje siê jednak odpowiedni¹ iloœæ wiek˘w wczeœniej, i pojawia siê pytanie: kto ciê zdradzi.

Piotr i Jan na swoich miejscach pierwszej kategorii pe³ni napiêcia czekaj¹, a¿ padnie odpowiedŸ. Co robi reszta aposto³˘w, sam chcia³bym wiedzieæ. W sumie wieczorny posi³ek pod dachem po dniu, spêdzonym w upale na doœæ intensywnym udzielaniu siê,

jest okazj¹

raczej do relaksu, ni¿ koncentracji. Wiêc naturaln¹ rzecz¹ jest, ¿e nie mo¿na spodziewaæ siê zbyt wiele.

Padaj¹ te s³owa. Obraz znika z ekranu i na ciemnym, nier˘wnym tle pozostaj¹ tylko te litery, wymalowane w zgodzie ze wszystkimi zasadami komputerowego liternictwa. Co masz czyniæ, czyñ szybciej.

Po pewnym czasie, raczej d³u¿szym, ni¿ kr˘tszym, dziarski kuksaniec przywo³uje najm³odszego ministranta do szarej rzeczywistoœci. Z jakichœ przyczyn zabrak³o wina w ampu³ce. Mo¿e to koncelebra, a mo¿e...

Z twarzy znika ca³a metafizyka. Ministrant zrywa siê i wypryskuje w kierunku miejsca, gdzie powinien byæ koœcielny. Koniec ujêcia.

A w³aœciwie... nie jest to ¿aden koniec, tym mniej ¿adnego ujêcia.

Tylko... czy tak niez³omny medytator, jak kardyna³ Butz przyzna³by siê kiedykolwiek, ¿e zasn¹³ podczas medytacji?

Eminencjo. Takie s¹ wyniki. G³osowanie wykaza³o, ¿e dwoma g³osami zaj¹³ eminencja pierwsze miejsce. Nie ukrywam, ¿e milcz¹ca wiêkszoœæ g³osuj¹cych chcia³aby g³osowanie powt˘rzyæ.

Oczywiœcie, do abdykacji nikt ksiêdza kardyna³a nie namawia.

W ka¿dym razie, moim obowi¹zkiem jest przypomnieæ, ¿e dla wybranego przygotowaliœmy kamizelkê z kevlaru dobrej jakoœci.

Na wszelki wypadek.

Jak ten superjezuita zwija oz˘r w tr¹bkê, ¿eby nie u¿yæ s³owa: Papie¿.

Papie¿, czyli - ja?

Chcê zadzwoniæ. I wezwijcie mi tu mojego sekretarza.

Niechby ju¿ przyszed³... mam nadziejê, ¿e on zd¹¿y³ ju¿ tê trawê za³atwiæ...

Oddech galopuje na wyœcigi z têtnem.. uczyli mnie, ¿e kto panuje nad oddechem, panuje nad sytuacj¹, no i odwrotnie.

Dobrze cholera uczyli. To siê chyba nazywa high-beta. Jak po du¿ym kuflu czaju, i Mo¿e jeszcze œrednim speedzie.

K. wreszcie przychodzi.

Jesteœ? S³uchaj, nie mogê siê dodzwoniæ do tej Hameryki.

Czekaj... spoko, zaraz spr˘bujemy jeszcze raz.

....

O jest! Czekaj... jest, jest! prosiæ Kena?

No tak...

Czekaj, czekaj, czekaj...

o kurwa....

Co?

Ken nie ¿yje

Tak w g³owie nie wirowa³o mi po najsilniejszym haszyszu.

Zosta³ jeszcze jeden skrêt. Wêdruje z rêki, do rêki, z ust do ust.

No, w koñcu tak wiele tych ust i r¹k nie ma; mo¿na by³o sobie spokojnie to zadêcie darowaæ.

Jest bez smaku; w tych W³oszech chyba nawet trawê podrabiaj¹.

I koñczy siê ani szybko, ani wolno; po prostu ju¿ go nie ma.

Dok³adnie tak, jak wszystko, co jest ostatnie; Mo¿e z wyj¹tkiem b³yskotliwych refleksji.

W g³owie wiruje ani mniej, ani bardziej. Mog³em usi¹œæ, przymkn¹æ oczy i by³bym w tej chwili w po³owie medytacji. Teraz ju¿ nie ma czasu. Teraz ju¿ siê nie skupiê. Teraz, jak zawsze, za p˘Ÿno. mo¿na tylko wetkn¹æ niedopa³ek za podobiznê Œw. Karola

Boromeusza i otworzyæ okno.

Ken nie ¿yje. S³oñce na niebie idzie swoj¹ drog¹.

Okno nie jest du¿e, a s³oñce ma ju¿ za sob¹ p˘³metek. Butz wietrzy pok˘j i sam oddycha. S³oñce przyci¹ga jego wzrok. Powoli, stopniowo kieruje na nie oczy, by mocno przywrzeæ doñ wzrokiem, kt˘rego nie spuszcza przez parê d³u¿szych moment˘w.

K. zna go stosunkowo najlepiej, ale chyba i on nigdy jeszcze nie widzia³ ani jego, ani nikogo, wpatruj¹cego siê w s³oñce tak nieustêpliwym, natarczywym wzrokiem.

W koñcu kardyna³ powraca. Zaczyna zrzucaæ z siebie...

d³ugo by opowiadaæ, w ka¿dym razie zostaje w koszulce i kr˘tkich majtkach. Chyba dobrze, ¿e zrezygnowa³, tylko szkoda, ¿e przy okazji sczubkowa³. A w³aœciwie to wprost przeciwnie. £atwiej bêdzie go zawiesiæ. Teraz coœ pr˘buje z siebie wyb¹kaæ..

Dajcie no tu tê kamizelkê.

Oczywiœcie. Kamizelkê nak³ada siê pod sp˘d.

Jak ka¿dy g³upi by zgad³, na placu nie wsadzi³byœ szpilki.

Kardyna³ staje w oknie. Zaraz w³¹cz¹ mikrofon. Najgorsze, ¿e teraz trzeba coœ powiedzieæ.

ju¿ nie trzeba. Z t³umu porywa siê okrzyk. Powtarzaj¹ wszyscy jedno s³owo. Kardyna³ po raz pierwszy chyba w ¿yciu cieszy siê, ¿e nie zna ¿adnego jêzyka obcego. Ktoœ na dole chwyta w obie rêce mikro-UZI.

Karabinierzy cierpliwie czekaj¹, a¿ skoñczy magazynek, ale on ostatnie kule kieruje w t³um... wiêc ju¿ musz¹ wyrwaæ mu rozpylacz i zapud³owaæ.

Kamizelka rzeczywiœcie dobra. Ani kropli krwi. Tylko jakby Tyson uraczy³ dubeltow¹ seri¹ cios˘w.

K. pochyla siê nad Butzem.

Co oni krzyczeli?

To po ichniemu znaczy: Judasz.

WeŸcie mnie pod rêce.

Masz d³ugopis..

Napisz mi po w³osku na kartce... dyktujê ci.

Ja jestem Papie¿ Judasz II. Napisa³eœ? Dobrze. To teraz w³¹cz mikrofon i przeczytaj tak, ¿eby ciê nie by³o widaæ.

Nad placem niemilkn¹ca cisza. Mysz nie pierdnie.

¯egnaj trawo.

I co, masz go?

ju¿, zaraz... czekaj, o, o, zg³osi³ siê. Co mu powiedzieæ?

Ja ju¿ siê trochê poduczy³em. daj mi s³uchawkê, spr˘bujê sam.

Galot? Poznajesz m˘j g³os. Œwietnie. Co u ciebie s³ychaæ?

Co u mnie s³ychaæ? W³aœciwie mi siê upiek³o. A prawie ju¿ zrobili mi to samo, co tobie.

Ale wywin¹³em siê.. Z deszczu pod rynnê, hehehe! To teraz

s³uchaj.

Informacja dla ciebie jest taka. mo¿esz wr˘ciæ do ostatniej swojej rezydencji. Papie¿ ciê odwiesza. Ale: z jednym zastrze¿eniem. Do dw˘ch miesiêcy masz pojechaæ do Rzymu. Nie do Kongregacji Do Spraw. Do papie¿a.

Tak zdecydowa³ Papie¿. Czyli ja. Judasz II, tak. Dobrze

s³ucha³eœ dziennika. To siê trzymaj ciep³a.

Aha, zapomnia³em, Martini ciê pozdrawia. te¿ nieŸle, Chocia¿ trochê prze¿uwa, bo siê odrobinê napali³ na sto³eczek.

Szanse mia³, ale stary by³. Zreszt¹, paru dobrych ludzi go podpuœci³o, nie ma co ukrywaæ. Dojdzie do siebie, to te¿ go wezmê do galopu. Batiolli, niestety, nie doczeka³. To teraz ju¿ naprawdê trzymaj siê ciep³a. Papie¿ te¿ cz³owiek i nie

lubi siê powtarzaæ.

I tak za³atwi³em pierwsz¹ sprawê bie¿¹c¹ w historii mego

pontyfikatu.

I jak prezentuje siê Firma od œrodka? Najlepiej zacznij od kondycji finansowej.

Niestety, okazuje siê chyba, ¿e faktycznym Ÿr˘d³em utrzymania Firmy s¹ de facto datki. Przemyœlik by³, robili tam nawet gumki... Ale dziœ daje to straty i nic wiêcej.

I co dalej?..

Zosta³y datki, ofiary i tak dalej. W sumie najwiêkszy problem w tym, ¿e to Ÿr˘d³o dochod˘w, ongiœ ca³kiem obfite, od prawie æwieræ wieku wysycha sukcesywnie. Niestety, wi¹¿e siê to z fluktuacj¹ popularnoœci Firemki.

W wiadomym kierunku.

To ja ju¿ siê tym zajmê.

Wywiad, udzielony przez kardyna³a Butza w parê dni po wyborze

na papie¿a.

Co Wasza Œwi¹tobliwoœæ czuje?

Chyba mleko przypalili. Ale to wszystko z radoœci.

Czy wyobra¿a³ sobie Wasza Œwi¹tobliwoœæ taki w³aœnie fina³

konklawe?

Nie ca³kiem. Ale B˘g mia³, jak zwykle, inne plany.

Czy prawd¹ jest, ¿e na kardyna³˘w pad³ blady strach, i nawet podobno namawiano Wasz¹ Œwi¹tobliwoœæ do abdykacji?

A ja im: long way to Stuperery; kochani, to dopiero pocz¹tek.

Jak wiêc wyobra¿a sobie Wasza Œwi¹tobliwoœæ sw˘j pontyfikat?

No c˘¿, wszystko jest w rêku Boga.

Czy bêdzie Wasza Œwi¹tobliwoœæ pisywaæ encykliki?

O taaak, caaa³e mn˘stwo.

Czy przewiduje Wasza Œwi¹tobliwoœæ reformy?

Dlaczeg˘¿by? Zajmê siê sprawami bie¿¹cymi, no i normalizacj¹.

Nie bêdzie zatem papieŸa-reformatora?

Bêdzie papieŸ-normalizator.

A w³aœnie. 0 to od dawna chcia³am zapytaæ.

Czy dalej nie bêdzie siê dawa³o zwolnieñ ze œwiêceñ?

Czy kap³an, kt˘ry siê zakocha w kobiecie i zapragnie ju¿ jako osoba œwiecka œlubowaæ jej mi³oœæ i wiernoœæ przy o³tarzu, dalej bêdzie otrzymywaæ w nagrodê za szczeroœæ do¿ywotni zakaz przystêpowania do sakrament˘w?

Sytuacja bêdzie znormalizowana.

To znaczy?

Wr˘ci do stanu sprzed lat dwudziestu. Czy to dla pani postêp?

No dobrze... A odwieczny problem gumowy?

Czy pokolenia kobiet dalej bêd¹ mrzeæ wskutek nielegalnych

skrobanek?

Sytuacja bêdzie znormalizowana. nic ponadto.

Dzieci z prob˘wki zostan¹ zalegalizowane. Dziecko to jest

dziecko, ono po prostu niczemu nie jest winne. Aborcji nie uznamy nigdy. Do tego stopnia, ¿e jesteœmy gotowi zalegalizowaæ te œrodki antykoncepcyjne, kt˘re nie zabijaj¹ zygoty po po³¹czeniu gamet, no, i oczywiœcie nie szkodz¹ zdrowiu, a to z czystego

pragmatyzmu.

Wiêc za aborcjê dalej bêd¹ wyklinaæ?

I jak d³ugo tak bêdzie?

Nie jesteœmy dzieæmi.

Ja wiem, ¿e ¯ycie p˘jdzie swoj¹ drog¹. Ludzie bêd¹ rodziæ siê i umieraæ, i ju¿ wiadomo, ¿e bêd¹ dalej zabiegi i dalej bêd¹ ekskomuniki. Ktoœ Mo¿e to tak uog˘lniæ, ¿e i jedno, i drugie jest dla ludzi.. Z t¹ ma³¹ r˘¿nic¹, ¿e ekskomunikê mo¿na cofn¹æ.

M˘wiê tu o tych osobach, kt˘re jeszcze siê ni¹ przejmuj¹.

Natomiast, bêdziemy popieraæ rozwi¹zania, polegaj¹ce na urodzeniu dziecka i szybkim oddaniu go do adopcji. Tym siê zajmuj¹ ju¿ od pewnego czasu pewne oddolne organizacje, z tym ¿e maj¹ one doœæ du¿e trudnoœci w pokonaniu bariery obyczajowej, a czasami i

formalnej.

To ju¿ s¹ zreszt¹ kwestie szczeg˘³owe.

Co do tej i paru innych, zapewne o wiele ciekawszych i bardziej inspiruj¹cych duchowo spraw, polecam lekturê moich bulli oraz najbli¿szej encykliki.

Bêdzie siê nazywa³a: Laudetur Iesus Christus, pani sobie zapisze, ¿eby nie zapomnieæ, Laudetur Iesus Christus.

Wywiad, jakoby udzielony przez Jego Œwi¹tobliwoœæ Judasza II w kolejn¹ rocznicê pontyfikatu; rozpowszechniany bez autoryzacji.

Dlaczego kobieta nigdy nie dost¹pi kap³añstwa?

Hm, to jest z³o¿ona sprawa. Do dziœ krzy¿uje siê wiele argument˘w ideowych, czêsto te¿ argumenty ideowe krzy¿uj¹ siê z merytorycznymi.

Zwykle wychodzi siê z za³o¿enia, ¿e Jezus by³ mê¿czyzn¹. Ktoœ m˘g³by odrzec, ¿e w tych czasach ktoœ, kto chcia³ byæ wys³uchany, musia³ byæ mê¿czyzn¹. Gdyby dajmy na to, Jezus ¿y³ w czasach matriarchatu, musia³by z ca³¹ pewnoœci¹ przyjœæ nas œwiat jako kobieta.

Zaœ sam B˘g, nie posiadaj¹c cia³a, jest istot¹ transgendrow¹, i kategoria p³ci do Niego siê po prostu w og˘le nie odnosi.

Wreszcie, kap³ani nie s¹ nastêpcami Jezusa, lecz aposto³˘w, kt˘rych towarzyszk¹ by³a Maryja.

Wiêc bêdziemy tutaj stanowiæ wedle naszych sumieñ, maj¹c na wzglêdzie dobro wiernych.

Czy trudno jest przemawiaæ w Bo¿ym imieniu?

Tak m˘wi³o siê dawniej. Dzisiaj ju¿ wiemy, do czego zdolni byli w³adcy, mieni¹cy siê Bo¿ymi pomazañcami, i w³adze wykonawcze pañstw, dzia³aj¹ce z mocy konstytucji, zaczynaj¹cych siê od s³˘w W imieniu Boga. Ja sam mawiam, ¿e to, co robimy i m˘wimy,

miejsce ma w obliczu Boga. To znaczy bardzo du¿o. Nie jesteœmy sami ani przez sekundê. B˘g na nas patrzy. Widzi wszystko, i za wszystko jesteœmy przed Nim odpowiedzialni. Polecam zawsze tê refleksjê ludziom, pe³ni¹cym jakikolwiek urz¹d. W³adza nie musi

pochodziæ od Boga, je¿eli w og˘le mo¿e, ale dokonuje siê w Jego obliczu i ma³o by³o do dzisiaj mê¿˘w stanu tak uczciwych, aby mieli odwagê wpisaæ to do swej konstytucji.

To tyle na ten temat. Czy na pewno z tym w³aœnie pytaniem

do mnie dziœ pani przysz³a?

Ja pani¹ pamiêtam z pierwszego wywiadu, i wiem, jaka jest

pani.. orientacja.

Tak. Chcia³am zapytaæ... Jaki jest Waszej Œwi¹tobliwoœci idea³

osobowy?

Co do samego, Boga, to do koñca ¿ycia Bogiem siê nie stanê; wiêc B˘g nie jest moim idea³em.

Choæ mo¿e i szkoda. Jeœli przeœledzimy, jak zmienia siê Bo¿a postaæ od Ksiêgi Rodzaju po wizje Boga w ukazaniu dzisiejszej, ¿ywej tradycji, to mo¿emy zobaczyæ, jak olbrzymi¹ pracê nad Sob¹ wykona³a ta Istota.

Ale to zupe³nie na marginesie.

Wiêc B˘g nie jest moim idea³em.

Gdybym uznawa³ jakiekolwiek ziemskie autorytety, by³by nim biskup Tutu.

No c˘¿, jego synowi te¿ przytrafi³o siê nieszczêœcie; bardzo mu w˘wczas wsp˘³czu³em..

Oczywiœcie, gdyby moja ¿ona z synkiem nie zginêli w wypadku, nie by³oby mnie tu teraz.

By³a to dobra kobieta i czêsto wracam do niej myœlami.

Na pewno te¿ fakt, ¿e j¹ spotka³em, zawa¿y³ na moim ¿yciu.

Pamiêtam jeszcze ten dzieñ. By³o to bardzo dawno...

Tak... Nigdy nie uznawa³em ¿adnych autorytet˘w.

¿adnych ziemskich autorytet˘w.

Opowiadaj¹ o dziennikarce, ¿e potem, wracaj¹c z wywiadu, kaza³a kierowcy skrêciæ w boczn¹ uliczkê; by³ tam jakiœ koœci˘³. Przy wejœciu sta³ goryl; w³aœnie jakaœ dystyngowana zreszt¹ para chcia³a wejœæ, bo by³ œlub. Goryl by³ nieugiêty; suknia wieczorowa

pani nie siêga³a kolan!

Wtedy ona w swojej mikrosp˘dniczce i dekolcie po kolana wbi³a mu siê znienacka pod pachê, wtran¿oli³a do koœcio³a i poza kolejk¹ chlup na kolanka do konfesjona³u!

Œmiszna historia.

r˘¿nie te¿ m˘wili o tym, co potem siê z ni¹ sta³o.

Faktem jest natomiast, ¿e wzmiankê o podobnym wydarzeniu

znajdujemy w ¿yciorysie za³o¿ycielki ¿eñskiej ga³êzi zakonu

judait˘w.

Akcja wsteczna

Rzecz dzieje siê w Medjugorje.

Butz jest o wiele m³odszy. Wygl¹da na kleryka, czy diakona.

Z przystojn¹ animatork¹ pod rêkê oprowadza po miejscach,

upamiêtnionych objawieniami, grupê mumink˘w.

Dochodz¹ do krzy¿a, wystawionego w jednym z tych miejsc.

Grupa zatrzymuje siê, Butz, z trudem oderwawszy uwagê od animatorki, objaœnia, dlaczego krzy¿ zbudowano w³aœnie tutaj.

Ktoœ z grupy pyta: co oznacza ten krzy¿?

Butz z westchnieniem rezygnacji powtarza: Kiedyœ w³aœnie w tym miejscu objawi³a siê Matka Boska.

-A po co œwieczki?

Jeszcze g³êbsze westchnienie.

Butz, oczy wznosz¹c do nieba, t³umaczy nastêpnie "jak komu dobremu", ¿e œwieczki przynosz¹ nabo¿ni p¹tnicy z ca³ego œwiata, stawiaj¹ tu i zapalaj¹.

W Jugos³awii nie jest ³atwo o wodê i wszêdzie widaæ tabliczki, ¿eby zapalonych œwiec nie stawiaæ. Jak widaæ, nie ka¿dy umie czytaæ.

-A po co gaœnica?

Faktycznie, w drzewce krzy¿a wbity jest solidny gw˘ŸdŸ, na gwoŸdziu wisi gaœnica.

Butz wyjaœnia raz jeszcze, ju¿ z min¹ obdzieranego ze sk˘ry mêczennika.

Tak jak m˘wi³em, ludzie, wbrew zakazom, z wdziêcznoœci pal¹ takich miejscach œwieczki dla Matki Boskiej. Sami widzicie, ¿e krzy¿ jest w wielu miejscach popalony; tutaj jest susza, zreszt¹ w ca³ej Jugos³awii trudno jest o wodê, i krzy¿ parê razy ju¿ siê

pali³.

Dlatego w³aœnie ktoœ pomyœla³ i zamiast kolejnej partii œwieczek ufundowa³ gaœnicê do gaszenia ognia, ¿eby ten krzy¿ siê ju¿ nie pali³.

Ktoœ z grupy, wygl¹daj¹cy na szczeg˘lnie typowego muminka, w tym momencie wystêpuje z odkrywczym pytaniem: Co znaczy krzy¿?

Animatorka, trzymaj¹c Butza pod rêkê, przychodzi mu w sukurs, rzucaj¹c przez ramiê: a ty co, na religiê nie chodzi³eœ?

Butz szybko, odruchowo, wyjaœnia, ¿e krzy¿, pami¹tka mêki Chrystusa i znak sprzeciwu, dzisiaj oznacza Firmê. Na sekundê milknie, niejako zdezorientowany, po czym, usi³uj¹c ukryæ zmieszanie, og³asza czas wolny do obiadu.

Kamera oddala postaæ Butza, stoj¹cego nieruchomo pod krzy¿em.

Nastêpnie klêka przed krzy¿em, siada na piêtach, nie pochylaj¹c siê; tak nieruchomieje.

Mowa obroñca kardyna³a Butza przed Kongregacj¹

(nigdy nie wyg³oszone; przewidziana do wyg³oszenia po przyjeŸdzie do Centrali, prawdopodobnie niedokoñczone).

autorstwo: doktor prawa kanonicznego K.

Przeœwiêta Kongregacjo!

Stawiam siê pos³usznie przed Waszym obliczem jako wierny

poddany Firmy i dzieciê Bo¿e.

Od dw˘ch lat z ³aski Ojca Œwiêtego jestem kardyna³em.

Stanu duchownego nie wybra³em od razu. Kszta³ci³em siê, by³em artyst¹. Malowa³em, by daæ ludziom radoœæ i wytchnienie. Moje obrazy cieszy³y siê wziêciem prawie takim, jak niejakiego Adama Chmielowskiego.

Potem jednego dnia zniszczy³em je wszystkie, pozostawiaj¹c tylko dwa; te dwa ofiarowa³em mojej parafii, w kt˘rej by³em ochrzczony.

Oba przestawiaj¹ Jezusa na weselu w Kanie Galilejskiej.

Nie jest prawd¹, ¿e Jezus ubrany jest jak hippis. Nosi d³ugie w³osy, lecz nie odbiega to od sposobu przedstawiania Jezusa w ikonografii. Tañczy, poniewa¿ tak w³aœnie zachowywa³ siê na weselu, o czym zaœwiadcza Ewangelista.

Wysuwanie tezy, ¿e Jezus podczas wesela zachowa³ wstrzemiêŸliwoœæ od œmiechu i tañca jest niezgodne z Pismem Œwiêtym.

Co prawda nie jest to wykluczone, ale by³oby to samo w sobie na tyle godnym uwagi cudem, ¿e Ewangelista z ca³¹ pewnoœci¹ o tym by³by wspomnia³. Twierdzenie zatem, ¿e Jezus nigdy nie tañczy³ ani siê nie œmia³ nie tylko jest dowodem braku rozumienia, ale

jest samo herezj¹ i zas³uguje na potêpienie.

R˘wnie¿ i drugi obraz, Jezus Rozeœmiany, nie r˘¿ni siê a¿ tak wiele od popularnego w naszej ikonografii Jezusa frasobliwego.

Dlaczego poszczeg˘lni Papie¿e, rozdzielaj¹c b³ogos³awieñstwo Piotrowe, darz¹ œwiat uœmiechem, a Jezus mia³by byæ tego prawa pozbawiony?

Nie jestem i nigdy nawet w u³amku nie bêdê tak doskona³y, jak Jezus. Dlatego nigdy nie przestawa³em z celnikami. Natomiast opiekowa³em siê narkomanami, hippisami, ludŸmi, kt˘rzy dali siê skrzywdziæ losowi, gdy¿ im R˘wnie¿ nale¿y siê od Boga to, co

ka¿demu, z t¹ jedynie r˘¿nic¹, ¿e czasami Mo¿e zabrakn¹æ r¹k, przez kt˘re to i do tych ludzi trafi. A przecie¿ nie s¹ oni dzieæmi Bo¿ymi w mniejszym stopniu, ni¿ ci, kt˘rzy wstawszy co rano, kupuj¹ gazetê i przegl¹daj¹ kursy akcji......

Ludzie tacy s¹, ¿e po prostu dbaj¹ o siebie, a przecie¿ ktoœ musi przegrywaæ, marzn¹æ, g³odowaæ i znosiæ ludzkie odrzucenie.

Tak jest zbudowany œwiat; i takim rozezna³em moje powo³anie.

Mamy jeszcze chwilê czasu..

Tak. Za chwilê bêdzie spotkanie z kombatantami.

A to kto? aha..

Koœci˘³ to my. oczywiœcie. nale¿y im siê.

I s¹ ca³y czas potrzebni. I trzeba im powiedzieæ...

W³aœnie, co?

Od razu og³osi siê amnestiê - dla ksiê¿y, kt˘rzy nie mogli uzyskali zwolnienia od œlubowañ, zamê¿nych rozwodnik˘w, i kogo jeszcze...i tak zreszt¹ trzeba pogodziæ siê i przeprosiæ, z kim siê da.

By³ czas, ¿e siê m˘wi³o: non possumus.

Wtedy by³ na to czas. I s³ysza³eœ od m¹drych, dobrych ludzi: wy to chcielibyœcie wszystko od razu.

W najlepszym razie. bo jeszcze lepsi i m¹drzejsi to..

No tak.

I w koñcu oni nawet mieli tê racjê, wiêc ³yka³eœ ¿abê, uœmiecha³eœ siê, dyg i w ty³ zwrot, a w duchu: kochani, je¿eli od razu to dla was znaczy trzy dekady, czyli prawie dwa pokolenia, a wszystko dla was znaczy traktowanie ludzi po ludzku, tak ¿eby

chocia¿by ten nieszczêsny ksi¹dz, kt˘ry siê zakocha³, m˘g³ ju¿ nie tak, jak chcieli oni, ale przynajmniej uzyskaæ zwolnienie ze œlub˘w, jak przez pierwsze dwa tysi¹ce lat, no powiedzmy bez dwudziestu dwu, zamiast s³awetnego owczego biletu, je¿eli to tak

jest, to zaprawdê, Ÿle siê dzieje w pañstwie Bo¿ym. Zreszt¹, po co siê przejmowaæ; zawsze jest jeden znakomity system alarmowy: kamienie wo³aæ bêd¹.

To by³ cholerny okres. Jakiemuœ biskupowi siê nie podoba³o i poszed³ nas emeryturkê. I natychmiast zaczêli podpisywaæ jakaœ oddoln¹ petycjê, ¿e skorumpowany dostojnik, itpd.

Niepos³uszny to on by³, ale on i korupcja?

Œwiêty Jan XXIII powiada³... no, wiesz, co.

To tylko nasze pogl¹dy?

To tylko nasze pogl¹dy.

A za PiusaXIII zrobi³o siê tak, ¿e byle r˘¿nica pogl¹d˘w wywo³ywa³a takie skakanie sobie do oczu, ¿e naprawdê czasami sobie myœla³em: ju¿ jesteœmy poganami. Duch Œw. uci¹³ sobie drzemkê.

Ciekawe, czy siê obudzi, zanim Firma siê rozpadnie. Naprawdê siê ba³em, ¿e jesteœmy tacy s³abi.

A dzisiaj?

Nie chce o tym teraz m˘wiæ.

Po tym wszystkim pozosta³o wiele nieciekawych rzeczy, i damy sobie czasowo spok˘j z kanonizacj¹ Giordana Bruna i Jana Husa, jakiego wra¿enia by na opinii publicznej nie czyni³a, natomiast naprawianie krzywd zaczniemy nie od idei, ale od ludzi, poczynaj¹c

od tych, kt˘rzy jeszcze s¹ ¿ywi.

Wiêc bêdzie w tym wzglêdzie tak, jak oni chcieli, i jak my chcieliœmy, kiedyœmy do nich nale¿eli, je¿eli to o to ci chodzi; bo ja przecie¿ pamiêtam, za co kiedyœ nas obili.

P˘ki jeszcze nie przeminie pamiêæ o roku dwutysiêcznym, og³osimy amnestiê dla wszystkich, kt˘rzy jeszcze siê przejmuj¹, p˘ki jeszcze tacy s¹.

Wszystkie postulaty i wyzwania bêd¹ rozpatrywane indywidualnie, i nic automatycznie. Dla przyk³adu, poszerzymy uprawnienia diakon˘w, przy okazji nazwiemy to diakoni¹ szczeg˘ln¹ i pozwolimy im odprawiaæ mszê, ale ka¿emy z³o¿yæ œlub pos³uszeñstwa. To naturalne; Œw. Franciszek te¿ by³ diakonem. Potem wyœwiêcamy pr˘bn¹ partiê diakonis, i zobaczymy, jak sytuacja siê rozwinie.

Amnestia w ka¿dym razie bêdzie, w sumie tak, jak oni sobie ¿yczyli.

Ale oni bêd¹ chcieli wiêcej. i to w³aœnie po swojemu. To oni.

Mo¿e oni maj¹ racjê?

Mo¿e maj¹.

Tak, racjê to oni maj¹.

Wiêc zaraz bêdzie ta audiencja, potem nastêpna i jeszcze nastêpna. Ale jeszcze nie teraz. Dopiero za chwilê.

Z Martinim chyba siê uda³o..

Kongregacja bêdzie mia³a nowego prefekta. Tylko czy on sobie poradzi ze swoimi w³asnymi urzêdnikami?

Ju¿ na samym pocz¹tku bêdzie mia³ za bojowe zadanie zaj¹æ siê pewn¹ rozg³oœni¹ radiow¹ w pewnym kraju..

W tym Mediolanie sz³o mu ca³kiem nieŸle... zobaczymy. I na to ci by³ potrzebny ten czas?

S³uchaj.... czy mo¿esz mi o tym opowiedzieæ? Ty znasz..

I m˘wili, ¿e natychmiast przylecia³a do ciebie ta Portugalka..

Ile ona w koñcu ma lat.. Ko³o wieku.

Objawienie.. ja ci o tym nie m˘wi³em.

Ale jest.

Ta najstarsza Portugalka zreszt¹ nie jest jedyna...

To nie jest bynajmniej nieznane, choæ owszem tajne. Przekazuje siê to zawsze po kolejnym odbytym konklawe i ka¿dy Papie¿..

I c˘¿ ma staæ siê z Firm¹?

A jak ty sam wyobra¿aæ sobie jej przysz³oœæ?

Wysil przez chwilê swoj¹ s³ynn¹ inteligencjê i powiedz mi, do czego doszed³eœ.

Hm... ¿e po œmierci PiusaXIII nast¹pi trudny okres.

Do g³osu dojd¹ masy reformatorskie, zw³aszcza laickie. To s¹ normalni ludzie, kt˘rzy w swym ¿yciu musieli sprawdzaæ siê w zarz¹dzaniu, planowaniu, kierowaniu firmami i partiami. Wiêc oczekuj¹, ¿e Firma bêdzie normalnie, sensownie dzia³aæ, po prostu jak

szanuj¹ca siê firma. Dla nich jest to naturalne. I bêd¹ chcieli w przeci¹gu miesiêcy nadrobiæ dwie dekady zaleg³oœci.

Drug¹ frakcj¹ bêd¹ fundamentaliœci. Nie wiem, kto stanie na ich czele.

Mo¿e ten dziarski kardyna³, co podobno powiada³ o buddyzmie: spirytualny erotyzm, a z kt˘rym o ma³o i my... No, wiêc co do tego zobaczymy.

Chocia¿, oni bêd¹ chyba najgroŸniejsi. PiusXIII jeszcze za ¿ycia chcia³ zrobiæ jedn¹ jedyn¹ reformê: zlustrowaæ Inkwizycjê, od paru wiek˘w nazywaj¹c¹ siê wszak zupe³nie inaczej, o wilku mowa. I podni˘s³ siê taki ryk, ¿e Inkwizycja to by³y prawie takie anio³y w ludzkim ciele, i parê innych tekst˘w tego typu, kt˘rych wsp˘lnym mianownikiem by³o po prostu to, ¿e papie¿ nie wie, co m˘wi. I to wszystko w cudzys³owie oddolnie. Vox populi vox culi.

Pius by³ w og˘le jako cz³owiek niezwykle uparty, ale nawet on nie powa¿y³ siê wtedy im rzec: jak papie¿ m˘wi, to siê s³ucha. Sam fundamentalista, wiedzia³, co czego oni s¹ zdolni. Galot grzecznie da³ siê zes³aæ na pustyniê, z tamtymi nawet nie pr˘bowa³.

Tak, ¿e kroi siê nieŸle.

Bêdzie jeszcze, jak zwykle, jedna frakcja. Centrum, kt˘re za wszelk¹ cenê nie bêdzie siê anga¿owaæ w cokolwiek - i ani siê zobaczy, jak zostanie samo, i jeszcze pewnie w mniejszoœci.

I roz³am got˘w.

W tej sytuacji Papie¿ nie bêdzie wiedzia³, kt˘ry od³am poprzeæ, staj¹c na jego czele, i tym samym pozosta³e wyklinaj¹c. I rozwi¹¿e to tak, ¿e jak bêdzie m˘g³, pomo¿e im rozstaæ siê w mo¿liwej zgodzie, a spe³niwszy sw¹ ostatni¹ misjê, sam abdykuje. nastêpnego ju¿ nie bêdzie.

Ja siê œmiejê czasem z r˘¿nych przepowiednio, ale, kiedy PiusXIII wstêpowa³ na tron, to by³o takich parê, ¿e w³aœnie on jest przedostatni.

No, wiêc nastêpnego ju¿ nie bêdzie.

A co bêdzie?

Pozostanie parê odrêbnych i sk³˘conych denominacji katolickich,

rozpadaj¹cych siê dalej. Dwadzieœcia lat odk³adania reform na p˘Ÿniej przez bielutkiego od st˘p do g³˘w, zawsze uœmiechniêtego, uwielbianego przez dzieci i g˘rali PiusaXIII srodze zaprocentuje... no, to ju¿ s¹ oceny.

Znakomicie. Naprawdê podziwiam twoj¹ przenikliwoœæ. Dok³adnie to samo us³ysza³em od niej..

Czyli, ¿e znam siê trochê nas kobietach?

No, tak to te¿ mo¿na uj¹æ.

I c˘¿ stanie siê dalej?

Na koniec znajdzie siê grupa nacisku, kt˘ra spr˘buje wprowadziæ coœ na kszta³t wewnêtrznego konkordatu interkomunijnego, tak, ¿eby dany wyznawca jakiejkolwiek religii katolickiej m˘g³ wejœæ do ka¿dego koœcio³a katolickiego i przyst¹piæ do sakrament˘w, bez ekstra pytañ

.

Urzêdnicy m˘wili na to... decentralizacja..

Czy to bêdzie a¿ tak strasznie z³e?

Mo¿e taki po prostu jest plan Bo¿y?

Bo przecie¿ na tym siê skoñczy?

A moje VaticanumIII?

By³ okrêt, kt˘ry zwa³ siê Eclesia - homilia papieska,

rozpowszechniana jako list pasterski

Dzisiejsze czytanie przypomina nam o historii potopu, kt˘ry

zalewa³ œwiat, i historii Noego, kt˘ry zaufa³ Panu.

Jest to stara historia i prawdziwa. tak¿e i my mamy wiarê w Panu i dlatego nasza niemniej prawdziwa historia zaczyna siê tak: by³ okrêt, kt˘ry zwa³ siê Eclesia. R˘¿ne wichry ma za sob¹ przed sob¹, ale do dziœ myli³o siê dok³adnie tylu, ilu uwa¿a³o, ¿e

ju¿ nied³ugo pozostanie tylko parê belek, unosz¹cych siê poœr˘d wezbranych ba³wan˘w. To siê nigdy nie zmieni.

Jeszcze jest B˘g nie niebie, a pod niebem jeszcze jesteœmy my.

przecie¿ po coœ tutaj jesteœmy, prawda?.

Moi drodzy, wszyscy, kt˘rzy jeszcze mnie s³uchacie i czytacie i jeszcze przy mnie jesteœcie, proszê wasz dzisiaj o jedno.

Zostañcie.

Pamiêtacie z czytania historiê Arki Noego. Mawia siê coraz czêœciej, ¿e Firma jest, bywa³a, tak¹ ark¹ w trakcie przebudowy na pancernik Potiomkin. Pok³ad coraz bardziej obrasta pancerzem, a poszycie coraz bardziej cieknie.

Tak bywa³o. Tak byæ nie musi.

Po to s¹ nasze rêce, ¿eby ju¿ nikt nigdy nie uton¹³. Zejdziemy na sam sp˘d, do samych zêz. Naprawimy wszystko od samej stêpki po czubki maszt˘w. Kiedy¿by, jeœli nie teraz. Kt˘¿by, jeœli nie my.

Nie usi³ujê od was wycyganiæ jakichœ kolejnych dziewiêædziesiêciu dni; ju¿ jest dzisiaj i nie ma na co czekaæ.

Proszê, zostañcie.

---

Dziennikarz rozmawia z siwiej¹cym mê¿czyzn¹ ko³o czterdziestki.

Pytanie ju¿ tradycyjne. Kiedy spotka³ obecnego papie¿a. I tradycyjnie zaczyna wiæ siê opowieœæ.

To by³o wtedy. By³em salezjaninem, opiekowa³em siê narkomanami.

Pomaga³o mi z pocz¹tku niewielu, potem by³o ich nieco wiêcej.

Ale.. wœr˘d nich by³a ona.

Kocha³em j¹, zreszt¹ dziecko by³o ju¿ w drodze. prawie jak z Abelardem i Heloiz¹.

No i napisa³em pismo, ¿e proszê o zwolnienie ze œlubowañ i ¿e oddajê siê do dyspozycji zwierzchnoœci.

W tempie ekspresowym, jak na ten urz¹d, przysz³a odpowiedŸ. owczy bilet.

tak to w˘wczas nazywano.

Traci³em prawo do przystêpowania do jakichkolwiek sakrament˘w. Nawet homoseksualiœci i tak zwani grzesznozwi¹zkowcy je mieli, oczywiœcie w pewnym zakresie. A mnie je odebrano.

Pr˘bowa³em sobie t³umaczyæ, tylu ludzi robi co chce i gdzieœ ma spowiedŸ i resztê tej szacownej sp˘³ki.

Ale przecie¿ ja bynajmniej do nich siê nie zalicza³em. zastanawia³em siê, co ze sob¹ zrobiæ. coraz bardziej ¿a³owa³em, ¿e ¿yjê.

Wtedy ktoœ mi poradzi³. Iœæ do spowiedzi. za wszelk¹ cenê.

By³ pierwszy pi¹tek. Podchodzê do konfesjona³u, klêkam i zagajam, tak a tak, przeszkody takie i takie i proszê o spowiedŸ.

W drugim koœciele tak samo. w trzecim te¿.

Po kilkunastu pr˘bach, kiedy ju¿ zrozumia³em, ¿e moja pielgrzymka trwaæ tak bêdzie do koñca ¿ycia, trafi³em do koœcio³a.. w ka¿dym razie, zdarzy³o siê to, ¿e z krat kt˘regoœ z rzêdu konfesjona³u pad³y s³owa: m˘w dalej.

Sam by³em zszokowany. zapyta³em nawet: czy to tak wolno?

Us³ysza³em: ja to wezmê na swoje sumienie.

To by³ ksi¹dz Butz. Po spowiedzi poczu³em siê, jak Syzyf, kt˘remu uda³o siê wtoczyæ sw˘j g³az.

Po miesi¹cu przyszed³em znowu. w koñcu ksi¹dz Butz zosta³ moim sta³ym spowiednikiem.

Zdarzy³o siê jeszcze wiele, a on nieodmiennie by³ po mojej stronie i zawsze mnie wspiera³.

Kiedyœ powiedzia³: Kaziu, nie martw siê. Jeszcze dam wam obojgu œlub, a z ciebie zrobiê diakona.

Wtedy s¹dzi³em, ¿e on to tak m˘wi, ¿eby mnie pocieszyæ.

Na resztê wywiadu zabrak³o czasu. Uroczystoœæ siê rozpoczyna.

Papie¿ daje œlub piêciu by³ym ksiê¿om. Potem trzech spoœr˘d nich, oraz jedna z ma³¿onek, otrzymaj¹ diakoniê.

Ale przedtem jeszcze jedna niespodzianka.

Papie¿ wstaje ze swego miejsca, robi kilka krok˘w i opada na kolana. Co u niego niezmiernie rzadkie, spuszcza g g³owê.

Pary by³ych duchownych, a obecnie nowo¿eñc˘w przechodz¹ przed nim, by zatrzymaæ siê na chwilê.

Kiedy para zatrzymuje siê, papie¿ m˘wi cichym, lekko ochryp³ym g³osem: proszê o przebaczenie.

Oboje po kolei k³ad¹ rêk¹ na jego g³owie i m˘wi¹ jedno s³owo: przebaczam.

Potem podaj¹ papie¿owi praw¹ rêkê, kt˘r¹ papie¿ lekko ca³uje.

Wszyscy woleliby zapewne dostaæ pierœcieñ papieski do uca³owania, albo te¿ m˘c papie¿a obj¹æ.

Jednak¿e mistrz ceremonii bardzo wyraŸnie wszystkich pouczy³, ¿e papie¿ unika przy wszelkich okazjach jakiegokolwiek bli¿szego zetkniêcia cia³. Zaœ b³ogos³awieñstw udzieli po œlubie.

Paru dziennikarzy nie omieszka wytkn¹æ, i¿ jednoczesne nadanie diakonii kobiecie, po raz pierwszy od tysi¹ca lat, jest du¿¹ niezrêcznoœci¹. Podobnie rzecz siê ma z jednej z par, sk³adaj¹cej siê z dw˘ch os˘b tej samej p³ci.

Ma³¿eñstwa dla homoseksualist˘w, jako jedyna oferowana im forma dyscypliny, podobnie, jak diakonia kobiet, stanowi¹ jeden z ¿elaznych punkt˘w papieskiego planu., jednak o wiele mniej eksponowany, ni¿ spektakularna ceremonia, kt˘rej byliœmy œwiadkami. I tutaj oni maj¹ racjê. Nie wystarczy wiedzieæ co; wa¿ne jest tak¿e, jak..

Chocia¿ okazuje siê, ¿e zar˘wno wspomnianej pary, jak i kandydatki na diakonisê w˘wczas przed o³tarzem nie by³o. Trudno uwierzyæ; po prostu kaczka dziennikarska.

---

Kolejna homilia papieska

Cieszê siê, ¿e przybyliœcie. K³aniam siê Bogu, kt˘ry jest w Was. Wiem, ¿e dla wielu spoœr˘d Was podr˘¿ tutaj by³a du¿ym trudem; tym bardziej to doceniam.

Na pewno wiele chcielibyœcie powiedzieæ, a zapewne i us³yszeæ. Ja r˘wnie¿ ze swojej strony chcia³em ju¿ od pewnego czasu wypowiedzieæ pewne rzeczy, i tak siê sta³o, ¿e wy bêdziecie tymi, kt˘rzy pierwsi je us³ysz¹.

Pytano mnie czasami, czy ja w og˘le w coœ wierzê. Pytanie, czy Papie¿ w og˘le w coœ wierzy, Mo¿e brzmieæ heretycko.

Tutaj powiem tylko to, co powiem.

Ci, kt˘rzy naprawdê mnie znaj¹, a nie nale¿ê do nich nawet ja, wiedza, ¿e ja naprawdê wierze w Firmê, i tylko dlatego, Chocia¿ w og˘le nie wierzê w sobory, ale do³o¿ê wszelkich starañ, ¿eby sta³o siê Vaticanum III.

Wiem w sumie niewiele, wiem tyle, ¿e œwiat siê jeszcze nie skoñczy³, ¿e jeszcze jesteœcie wy i to dla Was bêdzie teraz Vaticanum III. Bo Firma to wy, a ja wierzê w Firmê, czyli po prostu wierze w Was. No i oczywiœcie wierzê w Boga, ale przecie¿ ka¿dy

wie. Religia jest lekcj¹ pokory wobec ludzi i czasu.

Œmiej¹ siê z nas niekt˘rzy, ¿e s¹ jakieœ proroctwa, ¿e bêdzie najgorsze, to znaczy: œwiat jeszcze przetrwa, a nie przetrwa Firma. Ja o tym wiem. Ja te proroctwa znam. Ile jest w nich prawdy, wie tylko jeden B˘g i Mo¿e m˘j nadworny astrolog... ale jego

wyroki s¹ te¿ niezbadane. Ale p˘ki Firma jest - a p˘ki co jest - nasza rzecz jest, aby by³a mocna. Bo je¿eli m˘wimy, ¿e ¿yjemy w czasach ostatecznych - a jak by nie by³o m˘wimy, - to naprawdê nie wiemy, co Mo¿e czekaæ za rogiem. I jedyne, co

mo¿emy zrobiæ, to wykorzystaæ ten czas, kt˘ry zwiemy chwila obecna, ¿eby nauczyæ siê trzymaæ razem, nie rozmieniaj¹c siê na szczeg˘³y w rodzaju, jak lubi¹ powiadaæ dziarscy dziennikarze, gumek czy prob˘wek.

Szczeg˘³y mog¹ w niekt˘rych przypadkach byæ istotne, lecz nigdy nie mog¹ przes³aniaæ istoty naszej misji. B˘g jest wszêdzie i Boga nigdy nie zabraknie, natomiast jest te¿ œwiat, a na nim du¿o ludzi, i wielu spoœr˘d nich Firma jest i bêdzie potrzebna

jeszcze bardzo d³ugo.

Ona niech pozostanie widzialnym symbolem naszego obowi¹zku, aby s³u¿yæ ludziom, toleruj¹c r˘¿nice pogl¹d˘w, zaœ dzia³aj¹c w jednoœci.

I niezale¿nie od tego, co mo¿e przyjœæ i co przyjdzie, czy bêdzie to zgon, czy tryumf, czy co gorsza samo ¿ycie, mo¿emy na tym w przysz³oœci tylko skorzystaæ.

Niekt˘rzy pytali mnie wrêcz, czy jestem mistykiem, czy Pan przekaza³ mi jakieœ objawienie. Tak, przekaza³ mi jedno objawienie, a brzmi ono: co masz czyniæ, czyn szybciej. To gwoli œcis³oœci.

Ja nie czepiam siê symboli. Kt˘ryœ z dziennikarzy pyta³ mnie swego czasu, jaki dla mnie by³by najlepszy symbol dzisiejszych czas˘w, Mo¿e i Firmy. poniewa¿ pytanie zaskoczy³o mnie, powiedzia³em tyle, ¿e symbolem tym jest krzy¿.

Dzisiaj myœlê o krzy¿u, kt˘ry widzia³em przed laty, bêd¹c w Medjugorje.

W tych okolicach jest doœæ gor¹co, i jednoczeœnie jest trudno

o wodê.

Postawiono krzy¿ w miejscu, gdzie pojawia³a siê Matka Boska.

poniewa¿ ludzie stawiali pod krzy¿em œwieczki, kt˘re Matce Bo¿ej w r˘¿nych intencjach poœwiêcali, krzy¿ kilkakrotnie zajmowa³ siê p³omieniem i dziœ jest ca³y popalony.

Ktoœ przezorny umieœci³ na miejscu gaœnicê. poniewa¿ nie by³o na czym jej zawiesiæ, wbito gw˘ŸdŸ i gaœnica zawis³a na krzy¿u.

Ten popalony od ognia krzy¿ z zawieszon¹ gaœnic¹ na d³ugo zosta³ mi

w pamiêci, i na tym te¿ dzisiaj chcê zakoñczyæ.

Szczêœæ Wam B˘g.

Zaraz p˘jdê dalej pomiêdzy ludzi i bêdê.. no, r˘¿ne rzeczy.

A w miêdzyczasie ju¿ z³apa³em siebie na p˘³k³amstwie.

Przecie¿ to nieprawda, ¿e cz³owiek nie mo¿e istnieæ bez religii.

Zna³em tylu ludzi, kt˘rzy niczego, ale to ze szczêtem niczego nie wyznawali.

I byli to ludzie w najzaszczytniejszym tego s³owa znczeniu.

To religia nie mo¿e istnieæ bez cz³owieka.

No, tylko tak dalej.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

-

- -

Wasza Œwi¹tobliwoœæ zgodzi³ siê na wywiad...

Zgodzi³em siê. Czy to jakiœ grzech?

To s³ynne, tradycyjne ju¿, papieskie poczucie humoru...

Zna³em paru papie¿y i robienie z nimi wywiad˘w sta³o siê ju¿

moj¹ specjalnoœci¹.

Zna³ pan osobiœcie Jana XXIII?

No, jego nie... niestety.

Ale pamiêtam, ¿e ka¿dy z tych, kt˘rych zna³am, mia³ coœ

szczeg˘lnego, jak¹œ specjalnoœæ.

Tak na przyk³ad specjalnoœæ PiusaXIII by³a zaskakuj¹ca. By³a ni¹ mi³oœæ dwojga ludzi!

Tak... jest to dla mnie mi³e, a r˘wnoczeœnie smutne

wspomnienie.

Przez piêæ lat by³em szczêœliwym mê¿em, a potem i ojcem.

Doœwiadczenie, kt˘rego ¿yczy³bym ka¿demu. Naprawdê, gdyby nie

fatalny wypadek, nigdy by mnie tu nie by³o i wszyscy byliby

zadowoleni.

Jak to siê sta³o, ¿e pozna³ Wasza Œwi¹tobliwoœæ swoj¹ ¿onê?

To bardzo stara historia, lecz mogê do tego raz jeden wr˘ciæ

myœlami.

Zobaczyliœmy siê po raz pierwszy, kiedy przyjecha³ guru; proszê

nie pytaæ o imiê...

Skoñczy³o siê kilka cichych dni, czyli takich, ¿e nie wolno

by³o w og˘le pos³u¿yæ siê mow¹.

mo¿na by³o ju¿ siê komunikowaæ. Ludzie zaczêli wychodziæ i ja

te¿ chcia³em.

Ona siedzia³a stosunkowo niedaleko wyjœcia. Odruchowo pochyli³em siê, przechodz¹c ko³o niej i wtedy wyci¹gnê³a do mnie rêkê.

Powoli obj¹³em jej rêkê moj¹ d³oni¹. ale wtedy ona poci¹gnê³a

mnie ku siebie, nieco ni¿ej, i powoli ja obj¹³em j¹, a ona mnie.

Trzymaliœmy siê w objêciach przez wiele d³ugich minut; potem

sala opustosza³a i wyszliœmy.

I to wystarczy³o.

Ja taki zawsze bywa³em. Jak wszed³em na pewn¹ drogê, ju¿ nigdy

siê nie zatrzymywa³em.

Byliœmy bardzo szczêœliwym ma³¿eñstwem, przynajmniej, jeœli o

mnie chodzi. To s¹ stare sprawy i prawdê m˘wi¹c, nie rozumiem,

sk¹d u pana takie pytania.

S³oñce powoli chyli siê za dachy wielkiej wsi na siedmiu wzg˘rzach. Papie¿ milcz¹co odprowadza je wzrokiem.

Podchodzi K.

I co?

I przeszed³ jeszcze jeden dzieñ.

I tyle.

Galota ci¹gle nie ma?

Tak siê ³amaæ. Chyba go przeceni³em.

A powiadali przy paru okazjach, ¿e to jednak ktoœ wybitny.

Tak. to jest cz³owiek wybitny.

Z ludŸmi wybitnymi to w og˘le tak bywa..

ka¿dy cz³owiek jest wybitny sam dla siebie. Natomiast ma³o kto potrafi swoj¹ wybitnoœæ prze³o¿yæ na takie kategorie, ¿eby ludzie to odczuli. i to tak, ¿eby w³aœnie przez to chcieli z nim byæ i robiæ to, co ludzie zwykle robi¹ razem.

Bo zamkn¹æ albo ukamienowaæ to potrafi¹ byle geniuszynê.

Chocia¿ wydawa³o mi siê, ¿e akurat jemu to wychodzi³o..

te¿ nie zawsze.

S³uchaj, w³aœnie teraz przypomnia³em sobie o tej starej historii z Antygon¹, kt˘ra mia³a chodziæ z pastora³em.

Jak to w³aœciwie naprawdê by³o?

Naprawdê? A czy ja jestem nieomylny?

S³uchaj, wtedy mia³o to byæ nawi¹zanie do biskupa Szczepanowskiego, czy Becketta. Chwyt artystycznie nieudatny i pewnie dobrze, ¿e skoñczy³o siê na robotach.

Wtedy w og˘le mia³em fio³a na punkcie tej historii, tych historii, i nawet pr˘bowa³em napisaæ Tren Kr˘lewski, koñcz¹cy siê, zdaje siê, ¯egnaj, o Œwiêty, to, co po mnie pozostanie, nigdy nie bêdzie przedmiotem tragedii.

Natomiast dzisiaj myœlê po prostu, ¿e bywa niestety tak, i¿ obie strony maj¹ racjê, i w˘wczas, je¿eli obie maj¹ kulturê mania racji, to koñczy siê dobrze, i tragediopisarz musi szukaæ tematu gdzie indziej.

Nie musi tak byæ. Ale Mo¿e.

A na Galota poczekamy. i zobaczy siê.

Homilia papieska. Pochodzenie: archiwum Centrali.

Nie wiadomo, czy kiedykolwiek zosta³a wyg³oszona

Powiada siê i naucza, ¿e wasz¹ rzecz¹ jest mi³owaæ. Reszta bêdzie nam dodana. O resztê siê nie b˘jcie. Boicie siê konkurencji; postmodernist˘w, grup nacisku. Oni nie s¹ tacy groŸni. Ich duchowoœæ jest p³ytka i zbyt ³atwo przeradza siê w magiê i na magii

poprzestaje. Nie g³êbszy jest ich intelekt; po³yskuje z daleka jak lustro stawu, ale g³êbi w niej brak. Nie ma potrzeby siê lêkaæ; jest z nami silna alternatywa; subtelna, g³êboko zakorzeniona, nieporuszona duchowoœæ, kt˘r¹ zwê duchowoœci¹ nowej g³êbi.

Nie musicie ju¿ w braku laku ufaæ fundamentalistom; ani m³odej konserwie, ani pseudozakonowi corpusdeañskiemu. To zreszt¹, nawiasem m˘wi¹c, bardzo smutna historia. nieco podobnie, jak jezuici, ale jezuici szli w awangardzie Vaticanum II i do dziœ s¹

ogromnie postêpowi; ich kasata czegoœ nauczy³a, miejmy wiêc nadziejê, ¿e nauczy i Corpus Dei. Byli cz³onkowie s¹ zwolnieni ze wszelkich œlubowañ, mog¹ postulowaæ do stanu duchowego lub za³o¿yæ w³asne rodziny, jak ka¿dy porz¹dny katolik. Nie ma powod˘w do

emocji i os¹dzania; po prostu by³ problem i problemu nie ma.

Fundamentalizm jest zreszt¹ w og˘le rzecz¹, kt˘ra nie przynosi chwa³y nikomu. Nie jest wa¿ne, czy jest muzu³mañski, katolicki, czy ateistyczny.

Œwiêty JanXXIII mawia³ w takich sytuacjach: c˘¿ nas dzieli; to wszak tylko nasze pogl¹dy.

I ludzie to rozumieli - po obu stronach. To jednak by³a epoka, co siê zowie.

Dzisiaj jest nasza epoka. Dzisiaj po obu, po wszystkich stronach - bo dawno minê³y czasu bimonopolu - strasz¹ fundamentaliœci, odstrêczaj¹c wiêkszoœæ wartoœciowych jednostek od robienia czegokolwiek. Na placu pozostaj¹ pragmatycy, i to tacy bez ¿adnych

skrupu³˘w. S¹ skuteczni. osi¹gaj¹, co chc¹. Tak wygl¹da nasze dzisiaj. Wiek z³oty przemin¹³ i trzeba siê uczyæ.

Dziœ akurat ludzie zwracaj¹ uwagê mniej na idea³y, bardziej na realia ¿ycia. r˘¿nie okreœla siê ten czas, ale on po prostu jest. Prze³omy wiek˘w i tysi¹cleci zawsze by³y okresami przesilenia i nasze dni te¿ ten etap przechodz¹, tylko inaczej. Kto wie,

Mo¿e i jest w tym swoiste dostojeñstwo..

Lecz zanied³ugo czas odmieni swe oblicze po raz kolejny i ludzie zaczn¹ poszukiwaæ duchowoœci, a z ni¹ g³êbi, harmonii i rozumienia œwiata, w tym i samych siebie.

Bêdzie dla nas hañb¹, jeœli przyjd¹ po to do nas i odejd¹ z niczym.

To po prostu my. Od dw˘ch tysiêcy lat z uporem maniaka g³osimy nasze wyznanie wiary, kt˘re pokr˘tce przypomnê.

Wierzymy w Boga przedwiecznego, wszechmocnego i mi³osiernego, kt˘ry dzia³a przez ca³y wszechœwiat i wszystkie doktryny, widz¹ce w cz³owieku dobro i d¹¿¹ce do jego zbawienia, nam zaœ objawi³ siê w Sobie jako Tr˘jcy, Boga, bêd¹cego wcieleniem Najwy¿szej

Dobroci, oraz takiej¿e M¹droœci, w ka¿dym momencie odkrywaj¹cego przed nami to, co ma byæ nam odkryte w tym w³aœnie czasie.

Nasza religia na pocz¹tku swego istnienia stanowi³a mniejszoœæ. Jeœli bêdzie wol¹ Bosk¹, a¿eby to powt˘rnie sta³o siê naszym udzia³em, przyjmiemy j¹ w pokorze. Bêdziemy robiæ to, co bêdzie do nas nale¿eæ, i cierpieæ w milczeniu. Ale myœlê, ¿e gdy

wreszcie staniemy przed Boga tronem, On spojrzy na nas znad okular˘w i po prostu zapyta: jak to zrobiliœcie?

A przecie¿ tak siê jeszcze nie sta³o. Firma liczy sobie r˘wno dwa tysi¹ce lat. Historia religii jest dziesiêæ razy d³u¿sza.

Nikt nie da³ nikomu z nas ¿adnego prawa, by twierdziæ, ¿e nasza religia jest najlepsz¹ lub jedyn¹. Wyra¿a siê to w ten spos˘b, ¿e dla przyk³adu kap³an buddyjski nazwie Jezusa wielkim bodhisattw¹, a my Buddê Œwiêtym Birlaamem.

Na marginesie, fakt tak wczesnej kanonizacji Buddy w czasach, gdy ekumenizm by³ jeszcze w planach Bo¿ych, jest jeszcze jednym dowodem dziejowego geniuszu sukcesji nastêpc˘w Piotrowych.

My w tym uk³adzie stwierdzimy, ¿e B˘g dzia³a poprzez ca³y Wszechœwiat i wszystkie religie. Niech B˘g sam mnie naprostuje, je¿eli siê mylê.

To nie znaczy te¿, ¿e ja chcê po prostu byæ zwierzchnikiem wszystkich ludzi wierz¹cych w cokolwiek, ani, broñ Bo¿e, wszystkich ludzi w og˘le. Natomiast, to, ¿e s¹ w tych czasach na ziemi ludzie dobrej woli, a wœr˘d nich tacy, kt˘rzy w coœ wierz¹, jest

wyj¹tkowym znakiem Boga, i ja jestem po to, aby dla nich wszystkich ¿yæ.

Religia jest wielk¹ ide¹, kt˘ra jednoczy ludzi na pewnej jednej p³aszczyŸnie, a imiê jej cz³owieczeñstwo. Jest naturalny, ¿e i ja czujê siê kropl¹ tego nieustaj¹cego, dog³êbnego nurtu. Czasem zdarza siê tak, ¿e droga strumienia zale¿y od kropel, z

kt˘rych siê sk³ada. Dlatego nie mogê wstrzymaæ siê od tego, aby, bêd¹c kropl¹ jednego z wielkich strumieni, przecieraæ w³aœnie tê jedn¹, wsp˘ln¹ drogê ku sobie, zanim sam siê rozp³ynê albo wysuszy mnie s³oñce.

Oczywiœcie, jestem jak najbardziej przekonany, ¿e B˘g chce tyle, aby ka¿dy spoœr˘d nas, zwanych czasami lekko uszczypliwie, lecz i zaszczytnie jego urzêdnikami, po prostu zrobi³ wszystko, by staraæ siê byæ dla wszystkich ludzi dobrym i s³u¿yæ im

oraz wspieraæ z ca³ej mocy.

Czy jest to a¿ tak ambitna intencja?

Jeszcze Firma nie zginê³a! Przed nami jeszcze du¿o tysi¹cleci i chocia¿ nie wiem, jak na kt˘rego z Jan˘wXXIII spojrz¹ na mnie potomni, to tego ostatecznie nigdy nie wie nikt z nas, a ostatecznie wie to niechybnie B˘g, ja zaœ mam jedn¹

ambicjê: niech potomni powiedz¹ po nas kiedyœ: oni bardzo siê starali.

Gdybym powiedzia³ im, jak jest naprawdê.

Gdyby wiedzieli, ¿e papie¿ jest praktykuj¹cym agnostykiem.

Praktykuj¹cym.. te¿ tak jak.

Gdyby tamten mi³y reporter wiedzia³, jak ja naprawdê czujê siê wœr˘d wszystkich tych piêknych, turystycznych mur˘w.

Teraz od dawna ju¿ nie czytam ksi¹¿ek. Z dzieciñstwa przypominam sobie powieœæ o dziecku z plebsu, kt˘re zamieni³o siê rolami z kr˘lewiczem.

Pod przed³u¿aj¹c¹ siê nieobecnoœæ zmiennika jego etat sta³ siê etatem kr˘la.

Dzieci s¹ plastyczne i o ile pamiêtam on te¿ w miarê szybko I ³atwo wpasowa³ siê w now¹ rolê. Ze mn¹ jest gorzej.

Co rano wstajê, wstajê co posiedzenie czy inn¹ nasiad˘wkê, wychodzê do ogrod˘w albo na balkon; wyj¹tkowo po cywilnemu w kamizelce w miasto, choæ goryle dalecy s¹ od zachwytu tym moim zwyczajem. Potem wracam. Patrzê na mury, patrzê wok˘³ siebie. Jak to

siê sta³o, ¿e pa³ac siê jeszcze nie rozpad³, ¿e jeszcze jutro jest jakieœ potem, ¿e jeszcze s¹ ludzie, kt˘rzy mi wierz¹.

Chyba tylko dlatego, ¿e to ja nie wierzê, nie w coœ czy nic, ale po prostu wcale, choæ przecie¿ chcia³bym, tak chcia³bym po³o¿yæ rêkê na pierwszym z brzegu murze, jakich jest tu trochê, i powiedzieæ: ten mur stoi jak mur, ka¿dy siê na nim mo¿e oprzeæ i

nie upadnie; ale nigdy, przenigdy tego nie zrobiê, bo czujê, ¿e wtedy w³aœnie wszystko jak na komendê zaczê³oby siê obsuwaæ i runê³o. nie runê³o, po prostu by siê okaza³o, ¿e nie ma.

Pomy³ka w druku.

Ken czasami powtarza³: kto uwierzy, ten ju¿ le¿y.

Ja mu uwierzy³em i sam nie wiem, czy teraz le¿ê, wiszê, czy co tam jeszcze. Pewnie jeszcze powinienem mu dziêkowaæ za poca³unek Almanzora.. je¿eli nie Almanzora, to czyj? bo Judasz to przecie¿ ja.

A czasami, ju¿ na sam koniec, to przychodzi mi jeszcze jedna, r˘wnie pe³na ducha myœl: czy Ÿle mi by³o w wielgachnym zaletovickim sanktuarium, przed moimi dwoma obrazami? Zawsze co stereo, to stereo.

Ale to ju¿ wy³¹cznie grubo po trzeciej nad ranem, tej symbolicznej p˘³nocy obecnej doby.

Kolejny tekst homilii papieskiej, przewidziany do wyg³oszenia

(nigdy nie wykorzystany).

Szczêœæ Wam Bo¿e.

Cieszê siê, ¿e dane mi by³o przed œmierci¹ odwiedziæ to

miejsce na Ziemi.

Ju¿ siê podstarza³em i szybciej siê mêczê. Niekt˘re wasze ruchy papie¿a nazywa³y swoim ojcem, i na pewno wielki to dla papie¿a zaszczyt. Nie ma, no przynajmniej nie powinno byæ dziecka bez chrzestnego ojca i akuszerki. Darujmy sobie akcenty sycylijskie..

Spotykaj¹c siê z wami poprzednio, by³em poruszony wasz¹ ufnoœci¹ i oddaniem. P˘Ÿniej waszym dostojeñstwem, w spos˘b naturalny po³¹czonym z poczuciem krzywdy i pe³nym zaufania oczekiwaniem.

P˘Ÿniej jeszcze mi³ym zaskoczeniem by³a dla mnie wasza nastoletnia krytycznoœæ i to, ¿e nie baliœcie siê wymagaæ.

Minê³o ju¿ prawie osiemnaœcie lat i nie mogê od was ¿¹daæ niemowlêcego entuzjazmu. Dziecko doros³o. Doroœli rzadko bior¹ rzeczy na wiarê, choæ niekt˘rzy m˘wi¹, ¿e to Ÿle. Ale tak po prostu jest; moja matka, osoba wielkiej wiary, choæ o ciê¿kiej

rêce, w takich razach powiada³a: bo tak Pan B˘g stworzy³.

Ja sam po prostu do dzisiaj wspomiam to dziecko w koszulce i z patykiem w d³oni, jakby nie by³o co roku o rok starsze, i ¿yczê mu szcêœcia.

Oczywiœcie, ja wiem, ¿e wy ju¿ w papie¿a nie wierzycie.

To dobrze; papie¿ to nie B˘g, ani Œwiêci Pañscy.

Nie chcê te¿, aby za mego ¿ycia nazywano cokolwiek moim imieniem; ulice, place, budynki. By³ ju¿ taki jeden... te¿ mu ciê¿ko sz³o w seminarium... tak wiêc z³o¿y³em w Kuriach stosowne rozporz¹dzenia.

Wiêc ju¿ wierzcie w Boga, Jego anio³˘w i Œwiêtych. S¹ tego warci.

Zapewniam was.

¯eby skoñczyæ, to, poniewa¿ Ratzingera szczêœliwie wys³a³em na dawno zas³u¿on¹ emeryturê, mogê bezpiecznie powiedzieæ Wam, ¿e zawsze wierzy³em w Was, ¿e w Was wierzê i wierzyæ bêdê, co by siê nie sta³o, bynajmniej wzajemnoœci nie oczekuj¹c.

To nie chodzi o ¿adne koniunktury, wybory, i tak dalej.

Rozumiem te¿ i to, ¿e dla wielu spoœr˘d Was jestem kolejnym z taœmy Wielkim Rodakiem. Tak¿e i to, ¿e starsi ludzie, do kt˘rych ju¿ zaczynam siê zaliczaæ, bywaj¹ nu¿¹cy i niekt˘rym osobom trudno jest im to wybaczyæ; do pewnego stopnia jest to zrozumia³a

reakcja, lecz nie ka¿demu dana bywa, tak jak Jezusowi, ³aska opuszczenia tego œwiata w m³odym wieku.

Ja po prostu w Was wierzê i nigdy nie zw¹tpiê. Naprawdê.

Nawet, je¿eli Wy mi teraz nie wierzycie.

Zostañcie z Bogiem.

To jest ktoœ nieprzeciêtny. M˘wiê to zupe³nie powa¿nie.

Ja wiem. Tylko wiesz. Ma³y geniusz - ma³y k³opot.

Mawia siê, ¿e ka¿dy g³êboko wewn¹trz jest geniuszem.

Niezale¿nie od tego geniusz wielu ludzi ukazuje siê na zewn¹trz.

I to jest dopiero niebezpieczne. Naprawdê, niewielu potrafi tak

go wyraziæ, ¯eby inni ludzie to umieli doceniæ. Wiêkszoœæ nie.

I potem s¹ same k³opoty.

Wiem, bo sam jestem nieprzeciêtny.

Owszem. Bêdê z nim rozmawiaæ.

A w koñcu czy nie mo¿na wyprawiæ tego Galota gdzieœ na duszpasienie Eskimos˘w, albo i bia³ych niedŸwiadk˘w?

To nie s¹ moje metody.. nno, oczywiœcie, jak widzê fundamentalistê, to wysiêgnik do gaszenia œwiec, albo i dr¹g, taki, jakim zapiera³o siê drzwi na pierwszej mojej parafii, sam wskakuje do garœci, ale przecie¿ Galot to nie Corpus Dei.

A poza tym, widzisz, ja siê powoli starzejê, Martini jest od nas obu starszy chyba o dwadzieœcia lat, a Galot jest stosunkowo jeszcze niestary, no i ma wszystkie te cechy, rozumiesz. Ma charyzmatyczn¹ osobowoœæ i zmys³ moralny; nawet aborcjê

potêpia³ wiele razy, jest zdyscyplinowany, sprawdzi³ siê w pracy z doros³ymi, dojrza³ymi osobami, zw³aszcza z wielkich miast... umie wsp˘³pracowaæ z ludŸmi o r˘¿nych pogl¹dach.. no, i na pewno nie jest podszyty tch˘rzem. To po prostu wsp˘³czesny

cz³owiek czynu. Op³aca siê wzi¹æ go pod skrzyd³a, utemperowaæ, awansowaæ na kardyna³a i trzymaæ w rezerwie. Na nie daj Bo¿e.

A nieprzeciêtny on rzeczywiœcie jest.

Zreszt¹, czy ja siê czasem nie powtarzam?

A ty mnie podpuszczasz i nic nie m˘wisz.

A pamiêtasz to?

Ja to znam na pamiêæ. Zreszt¹, swego czasu obaj byliœmy pod kl¹tw¹, boœmy zbierali pod tym podpisy.

Pod kl¹tw¹...

Jakiœ dziarski biskupina z Hameryki sobie skl¹³ rach ciach i ju¿.

przecie¿ nie byliœmy z jego diecezji.

Taka i kl¹twa.

A zreszt¹..

Czy nie by³o tego warte?

Byliœmy m³odzi.

Tylko tyle?

Popatrz jeszcze raz na ten tekst.

Popatrz siê tutaj.

Gdzie?

Albo..., Czytaj od pocz¹tku.

Petycja Ludu Bo¿ego..

W ³¹cznoœci z austriack¹ Petycj¹ Ludu Bo¿ego oraz wszystkimi podobnymi inicjatywami w innych krajach wzywamy chrzeœcijan do zaanga¿owania siê na rzecz reformy, na kt˘r¹ zaiste ju¿ najwy¿szy czas. Oczekujemy szerokiej dyskusji, uwieñczonej stopniowym

wcieleniem w ¿ycie œrodk˘w wychodz¹cych naprzeciw oczekiwaniom Ludu Bo¿ego, a to, a¿eby ludzie przysz³ych wiek˘w naprawdê mieli szans dostêpu do serca Dobrej Nowiny.

W duchu Vaticanum II...

Nie, to jest preambu³a. Tego ka¿dy by siê domyœla³.

Ja bym to napisa³ jeszcze piêkniej. i odkrywczej.

Cele i postulaty

R˘wnoœæ wszystkich wierz¹cych. Zniesienie przepaœci pomiêdzy klerem a laikatem jako warunek ponownego docenienia zr˘¿nicowania dar˘w.

I c˘¿ tu jest takiego?

A co to tym myœlisz?

Masz `punkt trzeci.

Pisz¹ dos³ownie:

Wolny wyb˘r pomiêdzy celibatem a ¿yciem ma³¿eñskim.

I im tu chodzi w³aœnie o nas.

I masz: ani Biblia, ani dogmaty nigdy nie ustanowi³y nierozerwalnej wiêzi pomiêdzy pos³ug¹ kap³añsk¹ a celibatem. Chodzi tu wiêc li tylko o przes³ankê historyczn¹, a wiêc podlegaj¹c¹ przemianom.

No, i co o tym s¹dzisz?

To, co i ty.

Pytam siê ciebie. Mnie kochali rodzice, kocha³a ¿ona, kocha³ syn.

S³uchaj. Czasami, kiedy Cyganka chce ci powr˘¿yæ, a ty siê wzdragasz, to ona ci m˘wi: ale tyle tylko ci powiem, ¿e jest w twoich kartach jedna damska osoba.

I to czêsto skutkuje. Bo to jest s³aby punkt u ka¿dego mê¿czyzny. ka¿dy, nawet najtwardszy, w g³êbi ducha, nie przyznaj¹c siê, marzy...

Po prostu o babie. Niekoniecznie o seksbombie, niekoniecznie o ksiê¿niczce z bajki...

¯eby by³a. ¯eby by³o ciep³o i ¿ebyœ nie by³ sam. Bêdzie oczywiœcie gderaæ i r˘¿ne inne rzeczy...

Ja tego tak nie odczuwam. Fakt, pewnego dnia przenios³em siê z prog˘w, przyozdobionych œwie¿¹ ¿a³ob¹ do internatu seminarium, ale mnie w moim ¿yciu nie brakowa³o mi³oœci.

Oczywista, losem ka¿dego mê¿czyzny jest to, ¿e przychodzi jego kolej, i w pojedynkê opuszcza sw˘j dom, aby spotka siê z w³asn¹ s³aboœci¹.

Tacy my jesteœmy. Nie wiem, jak to robi¹ baby - nie znam psychiki kobiety, tak, jak ty.

mo¿e ich s³aboœæ ma twarz mê¿czyzny... nie, na pewno nie, to tylko ¿art. I nie ka¿dy mê¿czyzna musi by wojowniczy. Ale nie ma tu miejsca na tch˘rzostwo. ka¿dy ma swoj¹ s³aboœæ i ka¿dy musi wyjœæ jej na spotkanie. ¯eby potem pewnego dnia siê nie okaza³o,

¿e ona ma ciebie.

Potem... budzisz siê w œrodku nocy, patrzysz w sufit tak inny od tego, kt˘ry znasz znad swego ³˘¿ka, i patrzysz na zegarek przy œwietle ksiê¿yca: czy to ju¿? Nie, dopiero trzecia czterdzieœci. Jeszcze prawie dwie godziny. Albo godzina, albo p˘³, jak

gdy kiedyœ mieszkaliœmy w klasztorku zen.

Na drugim koñcu sali ktoœ chrapie, na trzecim p³acze przez sen. Przewracasz siê dalej na pos³aniu, po du¿ym kwadransie zn˘w to samo.

Czasem jeszcze w miêdzyczasie odbije ci siê piosenk¹: snu nam brak i szczêœcia brak.

¿ebyœ wiedzia³, ¿e jesteœ mê¿czyzn¹. Bo przecie¿ spodnie pod t¹ kieck¹ masz.

I pewnie te¿ i to mia³ na myœli Ken, kiedy tej nocy zostawia³em wszystko - parafiê, obrazy, wiernych, kt˘rzy za mnie daliby siê posiekaæ. Natomiast, gdybym to wtedy robi³ po raz pierwszy w ¿yciu, to by by³o krucho.

Ale s¹dzê, ¿e mnie by³o po prostu by³o ³atwiej. W³aœnie dlatego.

Dlatego pytam siê ciebie.

c˘¿ ja ci mogê powiedzieæ.

Przyszed³ czas, ¿e zdecydowa³em, ¿e na resztê ¿ycia zostajê klech¹ i do tego jezuit¹.

Przedtem przez kawa³ ¿ycia chodzi³em do elitarnych szk˘³, studiowa³em na elitarnych uczelniach. Zwykle mnie potem wyrzucali, ale dostawa³em siê zwykle znowu z niez³¹ lokat¹, a potem, to ju¿...

Nikt nie bêdzie dawaæ na tacê na pani¹ ksiêdzow¹ wraz z potomstwem. A je¿eli ka¿¹ mi pojechaæ na misjê na jakieœ zadupie po drugiej stronie r˘wnika, te¿ nie bêdê ich tam ci¹gn¹æ za sob¹.

I, jak pamiêtam, gdziekolwiek by³em i cokolwiek ze mn¹ siê dzia³o, zawsze jakoœ

wychodzi³o na to, ¿e w sumie robi³em to, co chcia³em. Ale zawsze robi³em tylko to. Nie musia³em rozmieniaæ siê na drobne.

Owszem, bywaj¹ tacy, co bez baby po prostu nie mog¹ wytrzymaæ.

A s¹ tacy, co mog¹, po prostu mog¹ bez ¿adnego problemu, i ju¿, i ja w³aœnie do nich siê zaliczam.

R˘¿nie to siê komentuje. Niekt˘rzy m˘wi¹ o pi¹tej p³ci, czy kt˘rej tam ju¿ - ale zawsze nieparzystej. O ludziach, kt˘rzy w g³êbi s¹ transseksualistami. Ale u nich nie objawia siê to pod postaci¹ zespo³u dezaprobaty p³ci. Nie ma tragedii, operacji zmiany

p³ci, zawiœci, samookaleczeñ. milczenia owiec...

Bo w³aœnie niekt˘rzy, nieliczni rozwi¹zuj¹ ten konflikt wewnêtrznie, na drodze androgynicznej. Spotka³em w ¿yciu kilka takich os˘b. Zwykle wygl¹daj¹ na lat dwadzieœcia lub mniej, a maj¹ czasami i dwa razy wiêcej. Niekt˘rzy, zw³aszcza kobiety,

nosz¹ obr¹czki, ¯eby nikt ich nie uwodzi³ i nie wytr¹ca³ z r˘wnowagi.

¯yj¹ zwykle d³ugo. Ich podejœcie to r˘¿nych spraw jest r˘¿ne... ale potrafi¹ przestrzegaæ przez wiele lat regu³ monastycznych, formalnie ich nie przyjmuj¹c.

Czasami ¯yj¹ w bia³ych ma³¿eñstwach. Mog¹ wybraæ taki tryb ¿ycia, jaki chc¹.

Potem, oczywista, musz¹ siê go trzymaæ.

Androgyne.. jest legenda...

Tak. Kiedyœ wszyscy ludzie tacy mieli byæ.

Ale byli sp˘jni wewnêtrznie i stanowili dla bog˘w zbyt siln¹ konkurencjê.

Bo bogowie tacy nie byli. szaleli za kobietami i wieloma innymi obiektami przywi¹zañ.

Wiêc bogowie przer¹bali cz³owieka na p˘³.

¯eby by³ niedoskona³y na ich obraz.

I ¿eby przesta³ swoj¹ harmoni¹ im zagra¿aæ.

A mo¿e tylko wprawiaæ w kompleksy.

I tak to cz³owiek zacz¹³ szukaæ samego siebie na zewn¹trz siebie i utraci³ sw¹ wewnêtrzn¹ r˘wnowagê.

Kt˘r¹ jednak niekt˘rzy spoœr˘d ludzi zachowali.

jak widzisz.

To naprawdê ciekawe przypadki. Ale rzadkie. Sam nie wiem, czy obaj do nich siê

zaliczamy... st¹d mo¿e i nasza przyjaŸñ, kt˘r¹ te¿ r˘¿nie komentuj¹.

Wiêc nie mo¿na wymagaæ od ka¿dego, ¯eby takim siê urodzi³. Jest problem.

¿ycie sk³ada siê z samych problem˘w. To po prostu nie bêdzie sprawa prosta, i nikt jej nie za³atwi jednym poci¹gniêciem pi˘ra, nawet ja.

Samemu mi siê oberwa³o za tê petycjê, chocia¿ na przyk³ad o mo¿liwoœci zwolnienia ze œlub˘w nie ma tam ani kropki, ale to by³y takie czasy.

W naprawdê bogatych krajach.. kto wie. Ale nie chcê, ¯eby potem ksiêdzu wypada³o mieæ ¿onê, jak przeciêtnemu pastorowi.

Firma nie potrzebuje protestantyzacji. Jest nas coraz mniej, ale czymœ siê musimy od reszty œwiata wyr˘¿niaæ.

Dzisiaj te¿ bym to podpisa³ dziesiêæ razy. W˘wczas wiadomo by³o, ¿e ca³oœæ postulat˘w jest w zasadzie nierealna, natomiast wa¿ny jest kierunek. Firma potrzebuje reform, po prostu tylko po to, ¯eby przetrwaæ, przynajmniej tak d³ugo, jak d³ugo jest ludziom

potrzebna. Kiedyœ byæ mo¿e nadejd¹ czasy, gdy cz³owiek bêdzie m˘g³ sam utrzymaæ kontakt z Absolutem, i Firma po prostu bêdzie niepotrzebna. Natomiast, nawet dzisiaj jeszcze tak nie jest.

No, i ju¿ w˘wczas w tradycyjnie katolickich krajach, od Hiszpanii poczynaj¹c, liczba wierz¹cych spad³a ju¿ poni¿ej 30%.

Dzisiaj jak jest, ka¿dy widzi.

Oni m˘wili jeszcze o jednej rzeczy. Pamiêtasz? Tutaj.

Uznanie kompetencji cz³owieka do brania na w³asn¹ odpowiedzialnoœæ spraw

moralnoœci seksualnej (na przyk³ad w kwestii regulacji urodzin).

W³aœnie. A pamiêtasz wersjê hiszpañsk¹?

Tak... bohaterscy t³umacze zmienili regulacjê urodzin na regulacje poczêæ.

Ja ich rozumiem.

Tak, i? To, ¿e ta regulacja urodzin to jest po prostu...

To, ¿e oni po prostu chc¹, ¿eby ka¿dy robi³ wszystko na w³asn¹ odpowiedzialnoœæ.

Ja sam m˘wi³em wiele razy na wielu konferencjach: przecie¿ nie jesteœmy dzieæmi!

Natomiast, ka¿dy w jakimœ stopniu jest œwiadom, ¿e ludzka natura jest u³omna i potrzebuje oparcia. B˘g powiedzia³: niech stanie siê œwiat³oœæ. My mo¿emy tylko proponowaæ zapewniæ ludziom jasn¹ sytuacjê. I oni na to czekaj¹.

I co chcesz zrobiæ?

Musimy im daæ jasn¹ wizjê œwiata. Po to wiêkszoœæ spoœr˘d nich w og˘le wybra³a religiê.

Klienta nie mo¿na lekcewa¿yæ.

I co chcesz zrobiæ?

Bêdziemy im dalej stwarzaæ przestrzeñ, ograniczon¹ przez regu³y. A jakie, w tym mamy pokorê uczyæ siê od nich. W granicach prawa.

Jak zwykle zreszt¹.

Galot dojecha³.

Ju¿ powoli zaczyna³em w¹tpiæ, czy dojedzie w og˘le. Chyba zagrzeba³ siê w piaskach na zimê w tej Partenii.

Co z nim zrobimy?

Zrobiê to, co planowa³em. Ogarnie siê, przyjdzie do mnie, wtedy ja mu wstawiê tekst i wezmê do galopu.

Chocia¿ z nim to chyba nie bêdzie a¿ tak ³atwo, jak z Martinim.

S³uchaj, Galot, muszê ci powiedzieæ, ¿e zawsze by³em pe³en

podziwu dla twojej pokory i cierpliwoœci.

Pewnie czyta³eœ "By³ okrêt, kt˘ry zwa³ siê Eclesia". Wiesz, jak jest.

Czekaj, zaraz skoñczê i wtedy ty bêdziesz gada³.

Obaj wiemy, jak jest. Nawet w paru krajach, w kt˘rych do wiary przyznawa³o siê ponad 90% ludnoœci jeszcze ca³kiem niedawno, dzisiaj zosta³o ich mocne trzydzieœci.

Cieknie. Cieknie jak wszyscy diabli.

Ale to nic. Ten czas nale¿y do nas i nie ma ju¿ no co czekaæ.

My naprawdê te ³ajbê naprawimy. Ten czas nale¿y do nas.

Ju¿ dziœ jest wiosna. Lody ruszaj¹. Mo¿e zd¹¿ymy przed koñcem œwiata.

Ja bojê siê jednego.

Nikt nie odgadnie, co Mo¿e wynikn¹æ z nag³ej odwil¿y.

Po ostatnich dwudziestu latach oblicze ziemi wygl¹da, jak jeden wielki lodowiec.

Gdy lody nagle ruszaj, mog¹ sp³ukaæ zasiew z p˘l, podmyæ filary most˘w..

Firma nie jest pierwszej m³odoœci. Nie staæ j¹ na dramatyczne

przesilenia. Koniec œwiata niekoniecznie musi byæ jutro i trzeba liczyæ siê z tym, ¿e bêdzie d³ugo potrzebna.

Wiêc co planujesz?

Jest coraz wiêcej r˘¿nych ruch˘w. Jedni chc¹ mszy po ³acinie, inni legalizacji aborcji i wyœwiêcania wy³¹cznie os˘b ¿onatych i matek..

Mo¿e i tkwi w tym jakaœ racja? Ma³¿eñstwo to przecie szko³a

¿ycia..

Wiem to lepiej od ciebie. nie przerywaj, jak papie¿ m˘wi.

.. A tymczasem miliony szarych dawaczy na tacê przychodzi do nas, ¿eby wiedzieæ, na czym stoj¹. Nasz okrêt to nie regatowa ¿agl˘wka. musi byæ stabilny.

Czubek masztu musi tryskaæ wysoko, prosto ku niebu, aby ludzie mogli z daleka odnaleŸæ sw¹ drogê. Firma nie jest kurkiem na wietrze.

Zreszt¹, pewnie i ty s³ysza³eœ o takich rzeczach, kt˘re budz¹ twoj¹ ostro¿noœæ.

Owszem. Chocia¿by twoja fascynacja ojcem Griffitsem, ojcem de

Saux, jeszcze przedtem ojcem Dechanetem.

Mo¿e i ty te¿ wierzysz w bajkê o tajemnym okresie ¿ycia Jezusa?

A ty co o tym s¹dzisz?

S³uchaj. Ju¿ ³atwiej by³oby mi uwierzyæ, ¿e Jezus spêdzi³ je we

Francji. No, co ty o tym s¹dzisz?

Kiedyœ zastanawia³em siê nad tym. Jezus, poszukuj¹c pracy jako cieœla, m˘g³ przy³¹czyæ siê do karawany kupieckiej i dotrzeæ do Galii.

I c˘¿by on m˘g³ tam robiæ?

Studiowaæ druidyzm.

Czy nie zaciekawi³o ciê, dlaczego religia nasza tak szybko i trwale rozgoœci³a siê tam, gdzie przedtem leczyli i nauczali druiowie? A w Indiach Œwiêty Tomasz dokazywa³ cud˘w wiary.. z wynikami znanymi.

Poza tym do myœlenia daje r˘¿nica pomiêdzy dwiema najbardziej znanymi religiami pochodzenia dalekowschodniego. Dlaczego tylko chrzeœcijañstwo, w odr˘¿nieniu od islamu, docenia dar, jakim jest wino? Czy potrafisz wyt³umaczyæ ten fakt inaczej?

Ty wiesz, ¿e o tym jakoœ nigdy nie pomyœla³em.

Owszem. Jest faktem, ¿e fascynowa³a mnie opowieœæ o tym, jak ojciec de Saux spêdzi³ kawa³ ¿ycia jako autentyczny wêdrowny indyjski ¿ebrak-pustelnik.

Peregrynowa³ po targowiskach i bezdro¿ach, poœci³ i przymiera³. Gdyby w˘wczas pewnego dnia rano po prostu siê nie obudzi³, nikt by siê nie zainteresowa³, a Ju¿ najmniej siostry teresjanki. Tymczasem pewnego dnia zdarzy³o siê to, ¿e ktoœ, poruszony jego

¿arliwoœci¹, ofiarowa³ mu kawa³ek ziemi pod budowê pustelenki.

Wtenczas dopiero przyszli do niego pierwsi uczniowie, prosz¹c, by zosta³ ich mistrzem, a wtedy on zacz¹³ nauczaæ ich Chrystusa.

Dopiero wtedy.

Wielokroæ ogl¹da³em ten film na plebanianym video i zawsze by³em

r˘wnie wzruszony.

Potem osobom, kt˘re zadawa³y mi takie pytania, odpowiada³em niez³omnie: katolicyzm jest religi¹ uniwersalistyczn¹

A w og˘le sprawa jest prostsza, ni¿ siê mo¿e wydawaæ.

Kr˘tko, bo Ju¿ goni¹ mnie nastêpne audiencje.

W Domu Ojca mieszkañ jest wiele. Niekt˘rzy czuj siê dobrze tylko tam, gdzie okna wychodz¹ ma wsch˘d. mo¿na ich oczywiœcie wszystkich wykwaterowaæ, a mieszkania pozamykaæ. Wywo³a to zapewne masowy exodus w nieznane. Czy gra jest warta œwieczki?

To jest normalne. Ludzie pragn¹ mistycyzmu, skupienia, medytacji. Ma³o kto spoœr˘d nich got˘w jest na zamkniêcie siê w karmelu.

To nie problem. My po prostu im powiemy: mamy w³asn¹ jogê, mamy w³asny zen. Czym chata bogata. Nie jesteœmy gorsi. Co nie oznacza, ¿e zaraz wszyscy musz¹. Ale kto chce, mo¿e. To nie jest dzisiaj ¿aden problem.

I jest to ca³y czas zgodne z moj¹ polityk¹. kt˘rej zasada jest znana.

Ja wbrew pozorom jestem bardzo pryncypialny. Z tym, ¿e wszystko musi byæ po kolei.

Dojrza³y cz³owiek posiada hierarchiê wartoœci. Czasami wiedzie to a¿ do pragmatyzmu...

No, i zawsze, chc¹c nie chc¹c, ostatecznie prymat i tak obejmuje praktyka. Wiêc trzeba, ¿eby ukszta³towa³a siê taka jej forma, kt˘ra jest dla nas poprawna, a dla wszystkich do przyjêcia.

Ja po prostu wychodzê z tego za³o¿enia, ¿e zasadnicze, fundamentalne cele maj¹ pierwszeñstwo przed szczeg˘³ami, tak, jak i konkrety przed symbolami.

Wiêc teraz Ju¿ zupe³nie kr˘tko.

Na pocz¹tek zajmiesz siê sprawami aborcji.

Tej nieszczêsnej zasady, ¿e co jest nienaturalne, jest z³e, wszyscy maj¹ serdecznie doœæ i zostanie ona wycofana, jako p˘Ÿniejsza nalecia³oœæ pogañska. Bêd¹ zaakceptowane dzieci z prob˘wki i podstawowe, nieszkodliwe dla zdrowia metody antykoncepcji.

Pomyœlimy te¿ o jakiejœ rozs¹dnej opcji dla sprawy rozwod˘w. Byæ Mo¿e podobnej do legislatury niemieckiej, gdzie prawo cywilne poprzedza rozw˘d paroletni¹ separacji. By Mo¿e nawet separacja obejmie okres przed i po rozwodzie, mo¿na te¿ wzi¹æ pod uwagê

jakieœ specjalne okolicznoœci, na przyk³ad koniecznoœæ zapewnienia pe³nej rodziny ma³emu dziecku. Jednym s³owem zobaczymy.

Rozwa¿ymy te¿ sprawê ma³¿eñstw homoseksualnych. Oni nie mog¹ naturalnie wychowywaæ dzieci, natomiast Ma³¿eñstwo jest bardzo po¿yteczn¹ form¹ samodyscypliny, a dyscyplina jest tym ludziom potrzebna. Zastanowimy siê dobrze nad tym wszystkim, bo to musi

byæ poza³atwiane. Zrobimy w ka¿dym razie z ca³¹ pewnoœci¹ tak, ¿eby nie zostawia ludzi w sytuacji bez wyjœcia, ale ¿eby te¿ nie by³o to p˘jœcie po linii najmniejszego oporu.

Zostan¹ przykazania.

¿ycie to jest ¿ycie. trzeba je szanowaæ.

I tej pozycji nie mo¿emy, przy obecnej dojrza³oœci

spo³eczeñstwa, oddaæ od razu.

Na pocz¹tek lansowaæ bêdziemy rozwi¹zanie alternatywne. Polega ono bêdzie na stworzeniu sytuacji cywilnoprawnej, w kt˘rej kobieta bêdzie mog³a przed urodzeniem dziecka zawrzeæ kontrakt, na mocy kt˘rego dziecko zostanie natychmiast po urodzeniu

adoptowane przez obc¹ rodzinê.

Ostatnio modne robi siê rodzenie w narkozie. Mo¿e i to bêdzie mo¿na zastosowaæ

Bêdzie mn˘stwo krzyku. ¿e kto to widzia³, ze wyrodne matki, ¿e biedna mamusia Bêdzie przez ca³e ¿ycie têskni³a do dziecka, kt˘remu pozwoli³a siê urodziæ.

Tobie te¿ przy okazji dostanie siê godziwa porcja b³ota.

No, ale masz praktykê

Lecz ostatecznie kto ma du¿¹ motywacjê, by ci¹¿ê przerwaæ, i tak j¹ przerwie. Ale kto, mog¹c tanim kosztem unikn¹æ p˘jœcia pod n˘¿, z tej szansy nie skorzysta?

Ludzki spos˘b myœlenia zacznie ewoluowaæ. I o to nam chodzi.

Robota jest ciê¿ka i brudna. Zlecam j¹ tobie. Dobierz sobie

asystent˘w i przedstaw mi ich listê.

To teraz ciê pob³ogos³awiê i spieprzaj.

K. pojawia siê w bocznych drzwiach.

Aleœ go zagada³. NieŸle, jak na pocz¹tek

Aparatura dzia³a ca³kiem dobrze. S³ysza³em ka¿de s³owo.

A...

A co?

Czy to, co on us³ysza³, to tak naprawdê jest?

Boisz siê, ¿e i ja powiem: long way to Stuperery?

S³uchaj... no tak.

Kiedy ciebie wybrali, pomyœla³em sobie, ¿e nie na pr˘¿no da³em siê wtedy obiæ z tym transparentem. Jesteœ moim najlepszym przyjacielem, znamy siê od.. i pomyœla³em...

No, a potem..

Rozumiem, co masz na myœli.

Tak. rozumiem.

I pewnie boisz siê, ¿e ja chcê po prostu podzieliæ, aby rz¹dziæ.

Gumki tak, aborcja nie, œlub dla homos˘w tak, ¿ona dla wikarego nie, i tak dalej?

Dok³adnie tak. Jednak ci nie doceni³em.

Kochany. nie w tym rzecz.

A w czym rzecz?

Sekunda przerwy, zgodnie z tradycj¹.

Katolicyzm jest drog¹ œrodka.

I poszed³.

On nie jest g³upi. Nie powie wszystkiego i wie, ¿e ja jemu te¿ nie powiem o wszystkich moich zamiarach.

Tylko.. prawda jest taka, ¿e ja o nich nie powiem nikomu. nawet sobie.

Naprawdê czasem nie wiem, co za sekund powie g³oœnik ma koñcu drutu, kt˘rego pocz¹tek jest w moim mikrofonie.

Naprawdê nie wiem.

To kto wie?

Raczej niespecjalnie papieskie pytanie.

K. lekko zbiega ze schod˘w, z kt˘rych schodzi, czasem z³azi, czasem, siê zwleka, codziennie, by, skrêciwszy w lewo, zag³êbiæ siê jak zwykle w tunel bramy.

Ju¿ w bramie nagle uœmiecha promiennie siê do stoj¹cego jak mumia Szwajcara, pstrz¹cego siê niczym egzotyczna papuga.

Jest nas trzech.

By³ jeszcze jeden?

Podobno. Nazywa siê bodaj¿e Ozorkovic.

Sk¹d siê przywl˘k³?

Bodaj¿e...

podobno, nie maj¹c nic lepszego do roboty, przysta³ do Hare

Krsna.

Po angielsku zaj¹c?

Chyba nie to mia³em na myœli..

Wiêc przysta³ do nich i potem wyjecha³ z nimi do Indii. By³ tam jakimœ tam sekretarzem, chyba nawet dosyæ generalnym. Siedzia³ tam przy biurku w ajerkondycji, potem wychodzi³ na ulice, wa³êsaæ siê wœr˘d t³umu ¿ebrak˘w..

Pewnego razu napotka³ kogoœ. A by³ Ju¿ wtedy pod³amany, nawet fanta by³a w gorszym gatunku.. zreszt¹ im fanty nie by³o wolno.

No i spotka³ wtedy jak¹œ... osobê. i nawr˘ci³o go.

On do niej podszed³ i zagai³.

Rozmowa dosz³a do takiego punktu, ¿e on jej w koñcu siê

zapyta³:

co ja tu robiê? I podobno sam zapyta³, bez podpuszczania.

Odpowiedzia³a mu: a B˘g ciê wie.

Wtedy, po chwili milczenia, on zapyta³: to co ja mam robiæ?

OdpowiedŸ by³a jak wy¿ej.

Wtedy on przed ni¹ ukl¹k³ i powiedzia³: B˘g Mo¿e i wie, ale o Tobie m˘wi¹, ¿e przerastasz ³ebskoœci¹ wszystkich tych jogin˘w razem wziêtych. Wiêc na ty pewno wiesz; czemu nie chcesz mi powiedzieæ? Tu mam m˘j amerykañski r˘¿aniec o sto i oœmiu koralach..

a ona na to: tyle Ju¿ stan˘w sobie nanizali? D³ugo z tych Indii nie wyje¿d¿a³am.

Wtedy on Ju¿ nie wytrzyma³ i do niej: Chcê siê nawr˘ciæ! co mam

robiæ?

A co chcesz robiæ?

Nie wiem

Wtedy natychmiast pad³a cicha, lecz pewna odpowiedŸ:

Dobrze. Ju¿ jesteœ nawr˘cony.

I da³a mu r˘¿aniec, zwyk³y, tani plastikowy. nie m˘wi¹c, co ma

robiæ z tamtym. I go nawr˘ci³o.

I nie jest wykluczone, ¿e teraz on jest jednym z tw˘rc˘w tego,

co robi Judasz II.

I kto to wtedy m˘g³ byæ?

Oficjalnie powiadaj¹, ¿e lokalna ¿ywa œwiêta, Matka Teresa z

ba³kañskiego kot³a.

Z tym, ¿e przemawiaj¹ przeciw: naprawdê wyj¹tkowa okazana inteligencja, nawet, jak na noblistê z wiadomym wykszta³ceniem, lecz i to, ¿e na odchodnym powiedzia³a, czy powiedzia³ mu, ¿eby nie przestawa³, i r˘¿añca nie wyrzuca³, dop˘ki mu nie zgubi siê sam,

a wtedy Mo¿e siê zastanowiæ, czy dalej jest mu potrzebny, albo po prostu zrobi³ sobie nowy, do nastêpnego, i tyle.

Kto to m˘g³ byæ?

W³aœnie m˘wi¹, wtedy od dawna Ju¿ nie ¿y³ ani ojciec Grifiths, ani ojciec de Saux, i nie bardzo wiadomo, gdzie podziewa³ siê Butz, a tak¿e i K.. To znaczy, oni nawzajem zaœwiadczali, gdzie wtedy byli i co robili, ale nikt inny tego nie Mo¿e potwierdziæ.

Mo¿e nie Mo¿e, ale do takich Indii?

Mamy rekord z indyjskiego WOPu. Potwierdza jednoznacznie to, co i tak wiemy: ¿e noga ani Butza, ani K. nie posta³a w Indiach.

Jasna sprawa. Podobnie, jak z Jezusem. przepraszam, ¿e tak jednym tchem.

Co jeszcze wiadomo o reszcie jego ludzi?

Niewiele. Obecnie Judasz zaczyna organizowaæ zesp˘³ t³umaczy.

Sam w og˘le rzadko wyg³asza w obcych jêzykach, Chocia¿ stopniowo uczy siê w³oskiego, angielskiego, i jeszcze czort wie czego... Mo¿e w³aœnie czartowskiego? On, jak chce, to z ka¿dym znajdzie wsp˘lny jêzyk. niestety.

Jego t³umaczem z pocz¹tku by³ K.. Obecnie Ju¿ tylko sprawdza t³umaczy na ¿ywo podczas pracy. Jest jeszcze parê luŸno zwi¹zanych os˘b.. jest ich cholernie ma³o.

A kto kieruje papiesk¹ obstaw¹?

Zdaje siê, ¿e jest to kobieta, jezuitka z teren˘w by³ej

Jugos³awii. Ale nikt naprawdê nie wie, kto to jest.

Dobrze. Do tego te¿ jeszcze wr˘cimy.

K³opot z tym, ¿e on wreszcie zamierza zorganizowaæ pierwsz¹

wizytê. W Japonii. Dlaczego tam?

Byæ mo¿e... do tego te¿ wr˘cimy.

Nikt nic nie rozumie.. on jest czasami taki. taki, jak jego modlitwa.

wra¿enie podobno niesamowite. tak m˘wi¹.

Ci, kt˘rzy widzieli, jak trwa ze spuszczonym wzrokiem, powiadaj¹, ¿e to jest jakaœ... modlitwa do siebie samej.

tak m˘wi¹.

I do tego wr˘cimy, jak przyjdzie czas.

Zbiera mu siê powoli. My, w odr˘¿nieniu do niego, nie jesteœmy

sami.

I mamy czas.

Mamy?

Mamy.

Poczekamy, a¿ zrobi b³¹d.

Taki, jak Vaticanum II?

Chocia¿by.

Te wszystkie..

Tak. szkoda powtarzaæ. Z³y to arendarz, kt˘ry to, co w arendê wzi¹³, trwoni.

Przecie¿ wszystko by³o proste. OdpowiedŸ na wszystkie pytania, œwiêci chroni¹cy od nag³ej œmierci..

Nie wiem czemu, ale ich mi jest szczeg˘lnie ¿al. Œwiêtej Barbary, Œwiêtego Miko³aja, strzeg¹cych ludzi od wszelkiego wypadku.

Od z³ej przygody. Tych, co ich w 1968 roku wyr¿n¹³ Pawe³ VI.

Byli œwiêci, ludzie k³adli w nich ca³a sw¹ nadziejê, i...

Nawet sam Judasz zamierza³ ich przywr˘ciæ, ale..

W og˘le, czy to ma siê nazywaæ religia?

Nie szanowaæ w³asnych mistyk˘w, w³asnych cud˘w, w³asnych œwiêtych.

Pop³uczyny po Darwinie, Marksie i Paw³owie..

Jeden wielki b³¹d.

To o to chodzi³o?

Nie. Sob˘r Watykañski II b³êdem by³ dlatego, ¿e przedtem by³ ju¿ Sob˘r Watykañski I.

Papie¿ uzyska³ nieomylnoœæ i m˘g³ dekretowaæ dok³adnie to, co uwa¿a³ za w³aœciwe.

A on wtedy uruchomi³ tê ca³¹ machinê..

I potem ona ju¿ przesz³a ma w³asny rozrachunek.

A Judasz teraz jest sam. jak podr˘¿nik w œrodku buszu.

I postêpuje podobnie.

Czego chce, to dekretuje. Nie pyta, kogo nie musi.

Trzyma w garœci to, co jego. za reszt¹ nawet siê nie obejrzy.

I ma racjê.

Jeszcze.

Ale wczeœniej czy p˘Ÿniej zacznie robiæ b³êdy.

Wiemy na pewno.

I poczekamy.

----------------------------

Co zosta³o jeszcze na dzisiaj?

Hm.. dzieñ w³aœnie siê zaczyna.

S³usznie. wiêc co zosta³o?

Ci nieszczêœni seminarzyœci.

Ja im powiem, ¿e ciebie nie bêdzie.

Nie. odpocznê chwilê i do nich pojadê. Przywitam ich, zasunê tam jak¹œ gadkê...

Co by im powiedzieæ tym razem...

Byle nie za du¿o.

Za chwilê udzielone wam bêd¹ wy¿sze œwiêcenia. Za chwilê udacie siê na pracê bez nagrody.. Ju¿ was to nie minie.

Wiêc jeszcze chwilê cierpliwoœci. coœ wam powiem.

Za godzinê wyjdziecie z tego budynku z fachem w rêku, i zaczn¹ was nazywaæ urzêdnikami Pana B. Jest to zaw˘d z tradycjami.. je¿eli nie najstarszy, to jeden z najstarszych.

Starajcie siê byæ dobrymi urzêdnikami. Pamiêtajcie, ¿e na ka¿dego z was zawsze przypadnie pewna liczba wiernych, i dobro wiernego winno na zawsze pozostaæ wasz¹ najwiêksz¹ wartoœci¹.

Niekt˘rzy te¿ bêd¹ was nazywaæ personelem naziemnym. To te¿ nie jest ¿adna obraza. Jest na œwiecie wiele lotnisk, my jesteœmy jednym z wiêkszych i starszych. Jesteœmy po to, ¿eby nasze za³ogi nie pogubi³y siê w przestworzach.. no, i ¿yczymy im

z ca³ego serca wysokich lot˘w, tak samo zreszt¹ serdecznie, jak i za³ogom z innych lotnisk. wszak niebo jest dla ludzi.

B˘g stworzy³ œwiat, a potem cz³owieka. Niekt˘rzy koryfeusze r˘¿nych pr¹d˘w lubili powiadaæ, ¿e to by³ b³¹d. Jak by nie by³o, faktem pozostaje, ¿e, choæ oczywiœcie os¹dzanie Boga nie zalicza siê w poczet waszych podstawowych obowi¹zk˘w, to jednak ci

dwaj partnerzy zawsze mieli k³opoty z dogadaniem siê pomiêdzy sob¹. Nawet je¿eli ktoœ przyj¹³by tê tezê, ¿e oni nie s¹ od siebie r˘¿ni, to faktem pozostaje, ¿e ten ktoœ, staraj¹c siê z tym kimœ porozumieæ, ci¹gle zmaga siê z przeszkodami. To w³aœnie

nazywamy histori¹ zbawienia.

Czy taka by³a wola Bo¿a? Jedno jest w zasadzie pewne. Bez tego bylibyœmy niepotrzebni. spis zawod˘w skr˘ci³by siê o jedn¹ pozycjê.

Ludzie potrzebuj¹ religii. potrzebuj¹ religii prawdziwie uniwersalistycznej.. to na pewno te¿ s³yszeliœcie.

Potrzebuj¹ religii z ludzk¹ twarz¹. To wam powtarzam na wszelki wypadek..

Nikomu nie wolno o tym zapomnieæ. Nie my religiê stworzyliœmy, lecz zawsze bêdzie na niej odcisk naszych r¹k.. Wiêc wasza odpowiedzialnoœæ jest niebagatelna.

Do tych i wielu innych spraw dane wam jeszcze bêdzie powracaæ wielokrotnie. R˘¿nie te¿ mo¿ecie chwilami z tym siê czuæ. Ale to wasze uczucia, to r˘wnie¿ wasz zaw˘d.

Jeden z moich poprzednik˘w nazwa³ kiedyœ cz³owieka: alter Iesus. Wiêc, Chocia¿ zdecydowanie nie jesteœcie nikim specjalnym, to jesteœcie ludŸmi, co podobno brzmi dumnie - i nimi pozostañcie.

------------------------

Rzecz dzieje siê nieco p˘Ÿniej, czyli parê lat temu. Ozorkowiæ jest Ju¿ lekko siwy.

Ubrany jest zasadniczo dalej w kolorach "kultowych". Pewne szczeg˘³y pozwalaj¹ domniemywaæ, ¿e mo¿e byæ w ¿a³obie. Siedzi przy biurku, patrz¹c w ekran -telewizora, komputera?

Wra¿enie jest takie, ¿e widzimy to, co Ju¿ widzieliœmy, jedynie z innej perspektywy - wznosz¹cy siê bia³y dym, dobiegaj¹ce strza³y...

Ekran ciemnieje. Ozorkowiæ zrywa siê. Zakrêca gaz, wodê, bierze coœ poœredniego pomiêdzy ma³ym neseserem a du¿¹ torb¹, wrzuca weñ parê najniezbêdniejszych rzeczy, wyci¹ga klucze i idzie do drzwi.

==============================

I jak ten Ozorkoviæ..

Gadaliœmy. Fajny facet. razem Mo¿e uda siê zrobiæ wiêcej.

Ja te¿. i opowiada³, jak..

Ale to by³a spowiedŸ.

Oczywiœcie. rozumiem.

i, po sekundzie:

A ja i tak wiem.

I pewnie dodawa³, przez kogo.

A ty, co s¹dzisz o PiusieXII?

No c˘¿. To by³ œwiêty cz³owiek. Czcili go nawet, a Mo¿e przede

wszystkim niewierz¹cy. Tylu by³o ludzi, kt˘rzy Firmê mieli

gdzieœ, a jego uwielbiali..

A ty, jak zwykle, dok³adnie odwrotnie...

Zna³em takiego pierwszego sekretarza. te¿ zna³ jêzyki, te¿ lubi³

dzieci, te¿ sprawdzi³ siê w kopalnictwie.

Aby Firma ros³a w si³ê...

Widzisz. A ka¿dy dobiega koñca swoich dni. I dopiero jego

nastêpca widzi, co on mu naprawdê zastawi³. Pojawiaj¹ siê

ksi¹¿ki... jaki on by³ naprawdê. kiedy on Ju¿ jest w niebie..

powiedzmy.

A ¿ywi musz¹ piæ piwo, kt˘rego on nawarzy³.

Czy on by³ taki g³upi? przecie¿ dorobek by³...

Zamiast ekumenizmu zawoalowana, subtelna, ale jednak

kontrreformacja.

Z programowym wypiêciem na te wszystkie religie, z kt˘rych

wyznawcami nie mieliœmy przyjemnoœci wzajemnego podrzynania sobie

garde³.

Dzisiaj przecie¿ ka¿dy œrednio rozwiniêty cz³owiek rozumie, ¿e plan Bo¿y by³ taki, by Koœci˘³ siê rozcz³onkowa³, by poszczeg˘lni Jego wyznawcy ruszyli w³asnymi œcie¿kami, odkrywaj¹c na w³asn¹ rêkê ich kolejne zakrêty, na w³asn¹ rêkê ucz¹c siê i b³¹dz¹c.

A oni z ekumenizmu zrobili sobie kontrreformacjê w bia³ych rêkawiczkach.

Przepraszam, zaczynam siê denerwowaæ.

Na r˘wni z obron¹ ¿ycia lansowa³ na bij zabij obronê naturalnoœci; co to w og˘le jest i sk¹d siê wziê³o? Bo Ani Jezus, ani Jahwe o istnieniu

czegoœ takiego nie wiedzieli.

Widaæ on by³ lepiej ochrzczony.

przepraszam.

S³ysza³em, jak powiadali, ¿e naprawdê mia³ tylko jedno

powo³anie: wo³anie na puszczy. przemawia³ tak, ¿eby zrobiæ jak

najwiêksze wra¿enie i jak najmniej ludzi przekonaæ.

A tak¿e, ¿e tak naprawdê dobrze rozumie siê tylko z dzieæmi i

wieœniakami.

To akurat by³o coœ dla...

No. A najproœciej powiedzieæ, ¿e, jeœli chodzi o praktykê, on po prostu Ÿle rz¹dzi³.

A co siê tyczy nauczania, to wielu pr˘bowa³o wzi¹æ to w ajencjê, a by³o te¿ wielu, kt˘rzy ¿yli z tego, ze anga¿owali cala swa erudycje , by t³umaczyæ to wszystko z polskiego na nasze.

Tymczasem, je¿eli poczynimy to za³o¿enie, ¿e to w og˘le trzyma siê kupy, to tego w og˘le nie da siê rozumieæ.

PiusXIII by³ po prostu jednoosobowa sekt¹.

A nas ilu jest?

Zreszt¹ zawsze i tak to zn˘w o jednego wiêcej.

A ty co uwa¿a³eœ?

Czeka³em wiele lat, a¿ on przem˘wi ludzkim g³osem. a¿ przestanie

traktowaæ mnie jak jednego z milion˘w swoich wnuczk˘w..

Mo¿e nawet stanie siê cud i pewnego dnia przem˘wi do nas po

partnersku.

A on by³ taki œwiêty. i taki w gruncie rzeczy nieprzystêpny. Kto naprawdê w˘wczas wiedzia³, jaki on naprawdê by³? A podobno jako zwierzchnik ¿adnej dyskusji nie dopuszcza³, ani nikogo o zdanie nie pyta³, i podw³adnych traktowa³, jak traktowa³.

W pewnym momencie znowu wraca³em do domu, w³¹cza³em telewizor,

i w dzienniku telewizyjnym zn˘w widzia³em jego przedziwn¹ twarz.

I znowu siedzia³em przed ekranem, i ja uœmiecha³em siê do niego,

a on do mnie. Jak w zakoñczeniu pewnej ksi¹¿ki.

I mia³ coœ w sobie. Po prostu podoba³ siê ludziom; wszystkim, bez

wzglêdu na wiek i p³eæ. Mo¿e na tym polega³ jego fenomen.

Kt˘¿ œmia³by krytykowaæ kogoœ tak piêknego i œwiêtego. I nadawa³ na te nieszczêsn¹ cywilizacjê, z kt˘rej sam wczeœniej wyr˘s³, a z kt˘rej mia³ wyr˘œæ dzisiejszy wszechobecny pekuniocentryzm. Ze skutkiem w og˘le dla siebie typowym. To znaczy wysoce

bumerangowym.

Bo jedno jest pewne: ¿e wyros³a. co najmniej r˘wnie w g˘rê i wysoko.

Hydra, kt˘rej ani on, ani ja...

Szkoda m˘wiæ.

A przecie¿ to on po dojœciu do w³adzy jako pierwszy w historii machn¹³ pi˘rem i

kto chcia³ byæ zwolniony ze œlub˘w, mia³ do wyboru, ciê¿ko

zachorowaæ, jak za naszych czas˘w na komisji poborowej, albo wywalczyæ suspensê innym sposobem. no. pamiêtasz

przypadek Kazika..

Jeden podpis, prawie r˘wno w rocznicê zakoñczenia VaticanumII...

umowny koniec epoki posoborowej.

Œw. JanXXIII by³ gruby jak beczka, i pewien frenolog powiedzia³, ¿e ma czaszkê zab˘jcy. I na tym koñczy³y siê jego wady.

A PiusXIII mia³ tak¹ prezencjê, jak nikt przed nim, i...

Rozumiem, co masz na myœli.

I co o tym wszystkim s¹dziæ?

S³uchaj. to ju¿ by³o. I oby by³o ju¿ poza nami.

Po co s¹dziæ. po co os¹dzaæ.

Po nas te¿ bêd¹ potomni.

JanXXIII ju¿ jest po prostu najzwyklejszym œwiecie œwiêtym, i tyle.

A do PiusaXIII modlili siê za ¿ycia. Za ¿ycia nazywali jego imieniem.. co siê da³o. Wiêc mo¿e ju¿ odebra³ swoj¹ nagrodê. A mo¿e...

c˘¿ ja ci powiem.

Po prostu niechaj czas rozs¹dzi, co trzeba i kogo trzeba.

A my to zostawmy za sob¹.

papie¿ Butz dzisiaj znowu spêdza noc w archiwach. Do bia³ego

rana tonie w papierach, by wreszcie z jednym z nich w d³oni

zasn¹æ Ju¿ po wschodzie s³oñca. Nie wszystkim podoba siê taki

tryb ¿ycia papie¿a; powinien wstawaæ z kurami, a k³aœæ siê spaæ

z kotami. To drugie zreszt¹ robi w archiwach bardzo czêsto.

Dziœ wyj¹tkowo nie w archiwach. Materac papie¿a spoczywa na

pod³odze pomiêdzy p˘³kami Biblioteki Centrali.

Czuwaj¹cy jak zawsze na nocn¹ zmianê goryle maj¹ przynajmniej jak¹œ odmianê.

Kiedy rankiem K. przyjdzie do przyjaciela, by zrobiæ ma pras˘wkê z ca³ego TV-sat i Interne tu, widzi, ¿e p³aka³.

To mu siê co prawda czasami zdarza, ale nigdy w tym stopniu.

No, przynajmniej dot¹d.

Co siê sta³o?

Butz œciska w d³oni po¿˘³k³y sztych.

Ledwo mo¿na rozr˘¿niæ kontury. Szczerze m˘wi¹c, to w³aœciwie

wcale. Pod spodem ledwo czytelny podpis: Iesus Ridens.

I c˘¿?

Ja Ju¿ teraz naprawdê nic nie wiem.

I po sekundzie: Nareszcie. Nareszcie.

Przepraszamy was bardzo serdecznie, ale nasz mistrz znowu nie

bêdzie m˘g³ siê z wami zobaczyæ.

je¿eli macie bardzo wa¿ne pytania, z kt˘rymi przybyliœcie do nas z bardzo daleka, czy zreszt¹ po prostu wa¿ne pytania, na temat Waszego ¿ycia, czy to codziennego, czy duchowego, spr˘bujcie je zadawaæ, a my spr˘bujemy nie tyle na nie odpowiedzieæ, co

przypomnieæ sobie, co na ten temat m˘wi³ nasz mistrz.

Dzisiaj postaram siê uczyniæ to ja. Jestem jednym z m³odszych

mnich˘w; mieszkam tu dopiero kilka lat.

Poproszono mnie o to, poniewa¿ znam angielski i dlatego czasami w miarê moich skromnych mo¿liwoœci wystêpowa³em jako t³umacz.

Co mam robiæ, kiedy ktoœ prosi mnie o pomoc, a ja wiem, ¿e jemu ta pomoc tak naprawdê nie jest potrzebna, ¿e im chodzi tylko o to, ¿eby mnie wyzyskaæ, i, ¿eby im pom˘c, moim obowi¹zkiem jest im odm˘wiæ tego, o co prosz¹, Chocia¿ mog³abym to zrobiæ?

Zr˘b, nie zwlekaj¹c, milion pok³on˘w, albo, je¿eli tego dnia s³abiej siê czujesz, dziesiêæ milion˘w razy om mani padme hum. Tak zwykle odpowiada na takie pytania nasz mistrz.

On jest bardzo wyczulony, uwa¿a, ¿e tu chodzi o to, ¿e niekt˘rzy ludzie, kt˘rzy ceni¹ sobie siebie bardziej, ni¿ innych, nie maj¹ doœæ konsekwencji i si³y, wewnêtrznej czy innej, ¿eby odm˘wiæ potrzebuj¹cym, albo zrobiæ coœ podobnego, do tego celu

pr˘buj¹ zaprz¹c mistrza.

No, ale ja nie jestem ¿adnym mistrzem, wiêc Mo¿e powt˘rzê inn¹ jego radê, tak¹ bardziej uniwersaln¹. Dobry jest ka¿dy pretekst, ¿eby nad sob¹ pracowaæ. Trzeba to robiæ. Wiêkszoœæ problem˘w przy tej okazji zniknie, albo odejdzie poza kadr.

Ja sam doda³bym, ¿e Mo¿e ³atwiej temu komuœ po prostu pom˘c tak, jak on o to prosi? Do tego trzeba odwagi. To prawda.

Chocia¿, czy nie jest to pierwszy, naprawdê ani skomplikowany, ani spektakularny, ludzki odruch w takiej sytuacji?

Ale na pierwszym miejscu proszê postawiæ to, co powiedzia³ nasz mistrz.

Wielu ludzi m˘wi mi, ¿e duszê w sobie agresjê, ¿e nie potrafiê wyrzuciæ z siebie tego wszystkiego, co jest we mnie. Jak to rozwi¹zaæ?

Ka¿demu siê mog¹ czasami zdarzyæ pewne rzeczy.

Jednak¿e nie powinno siê ¿¹daæ od bliŸnich wiêkszej pob³a¿liwoœci, ni¿ samemu jest siê w stanie okazaæ.

Czy buddyzm wierzy w grzech pierworodny?

U nas nie m˘wi siê o pierworodnym grzechu, natomiast, owszem,

o z³ej karmie jak najbardziej. I nie chodzi tu o jak¹œ œlep¹ wiarê w przeznaczenie, lecz o przypomnienie o cnocie pokory.

Cz³owiek nosi w sobie co takiego, to prawda. Niekt˘rzy nazywaj¹ to poczuciem winy. Wielu psycholog˘w uczy, ¿e trzeba z tym walczyæ. Taka walka czêsto przybiera postaæ narzucania sobie irracjonalnego poczucia ca³kowitej czystoœci, albo te¿ nie mniej

dojrza³ego poczucia pozostawania poza wszelkimi zasadami moralnymi. Zaœ dojrza³¹ rzecz¹ jest to, co jest, dostrzec, zaakceptowaæ i razem z tym ewoluowaæ.

Co s¹dzisz o innych wznios³ych i piêknych naukach duchowych ca³ego œwiata?

C˘¿, wznios³e nauki, jak kaba³a, buddyzm tybetañski, i wiele, wiele innych, maj¹ i ten aspekt, ¿e do pewnego stopniu uwznioœlaj¹ cz³owieka, po prostu przez to, ¿e porywaj¹ poprzez si³ê obrazu, i czêsto zawi³ej symboliki, myœl w jakieœ, powiedzmy to tak, g˘rne rejony. Niew¹tpliwie mo¿e to byæ korzystne, nie przeczê.

A co w og˘le s¹dzisz o wartoœci rozlicznych doktryn tego typu?

Co do r˘¿nych doktryn, to wielu buddyst˘w œlubuje, ¿e je wszystkie zg³êbi¹. Inni koncentruj¹ siê na jednym, tym, co maj¹ w zasiêgu swojej reki, aby osi¹gn¹æ cel.

Mo¿e to oni maj¹ racjê?

Je¿eli ktoœ wierzy w ostateczne odpowiedzi.

Osobiœcie chcia³bym dodaæ, ¿e ka¿da nauka jest dla ludzi, natomiast mo¿e ciekawym probierzem jej wartoœci jest to, co dzieje siê z osob¹, kt˘ra ju¿ och³odnie.

Co ci ludzie robi¹, co z nich zostaje, gdzie id¹, i jak tam postêpuj¹.

Doktryna, kt˘ra najpierw za sob¹ porywa, a potem leczy z duchowych aspiracji na resztê ¿ycia, to nie jest doktryna warta polecenia.

Na to mo¿e wypada zwr˘ciæ uwagê.

Jak zniszczyæ ego? Czy niszczenie w³asnego ja, zalecane przez

tylu mistrz˘w, ma w og˘le sens?

To jest jednak, przepraszam za s³owo, bardzo zachodnie

myœlenie.

Ka¿dy posiada taki organ psychiczny, to, co Hindusi nazywaj¹ ahamkara, co oznacza: ja czujê, ¿e ja jestem i funkcjonujê.

Tutaj wielu z nas powoli doœwiadcza, ¿e to coœ bynajmniej nie zostaje wyrwane niczym gruczo³ jadowy ¿mii czy serce smokowi, lecz zaczyna odchodziæ w t³o. Miniaturyzuje siê, trochê tak, jak diody, wtapiaj¹ce siê w obwody drukowane choæby w s¹siedniej

fabryce za murem. Upraszcza siê, jak organ w trakcie ewolucji, przyk³adowo jak ogon u Darwina.

Niekt˘rzy mawiaj¹, ¿e ego to z³oœliwa i inteligentna hydra, z kt˘r¹ walka jest nieomal beznadziejna, i temu podobnie. mo¿na i tak m˘wiæ. Ja ze swej strony mogê powiedzieæ tyle, ¿e jarskie po¿ywienie, regularny tryb ¿ycia i rozs¹dna asceza dzia³aj¹

³agodnie, lecz niespodziewanie skutecznie i rzeczywiœcie po jakimœ czasie, u jednych d³u¿szym, u drugich kr˘tszym, cz³owiek Ju¿ nie jest ten sam. I to naprawdê bez ¿adnych wiwisekcji czy swoistego masochizmu.

Cz³owiek siê zmienia. Coraz mniej potrzebuje, coraz wiêcej z siebie daje, a swoje zadowolenie i cudzy po¿ytek potrafi osi¹gaæ w spos˘b coraz mnie dramatyczny.

To wszystko. i nie ma w tym ¿adnej potwornoœci.

Pod warunkiem, ¿e cz³owiekowi uda siê wejœæ w potok, w jego koryto.

Przestawienie siê na ten tryb ¿ycie Mo¿e dla niekt˘rych byæ trudne. dla mnie po prostu nie by³o. Jak by nie by³o, s¹ to metody, sprawdzane przez parêdziesi¹t wiek˘w. I nie jest. absolutnie konieczna jakaœ wyj¹tkowa determinacja, choæ niekt˘rym osobom

i ona bywa pomocna, jako ¿e ostatecznie wszyscy jesteœmy do siebie podobni, ale ka¿dy jest inny.

A w³aœnie. mo¿na zapytaæ. ju¿ nie Waszego mistrza, kt˘rego tak pragnê³am ujrzeæ, ale was samych. Jak tutaj siê ¿yje?

Tu jest dobrze. Mamy to, co potrzebne do ¿ycia; a do ¿ycia nam potrzeba bardzo niewiele.

Rano wstajemy, owszem, wczeœnie, lecz w tym klimacie nie jest to bardzo uci¹¿liwe. Jest czas na medytacje i œpiewy, ale przede wszystkim na r˘¿ne prace.

Nie jest to z ca³¹ pewnoœci¹ odpoczynek, ani dom z³otego wieku.

Po prostu, co dzieñ rano stajesz, choæ nie zawsze siê chce, i do wieczora dajesz siê zaskoczyæ temu, co przyjdzie.

I czy jest to dzieñ, jak co dzieñ, czy coœ, czego jeszcze w tym wcieleniu nie ogl¹da³em, zawsze jest to takie samo zaskoczenie.

Czy znasz opowieœæ o parasolu i sanda³ach?

A tak. Opowieœæ o mistrzu, do kt˘rego przyby³ starszy uczeñ, aby otrzymaæ przekaz nauczania i samemu zostaæ mistrzem.

Zostawi³ parasol i sanda³y na zewn¹trz domu mistrza i wszed³, k³aniaj¹c siê.

W˘wczas mistrz zapyta³ go: czy tw˘j parasol by³ na lewo od sanda³˘w, czy po prawej?

Uczeñ zrozumia³. Sk³oni³ siê i oddali³.

Tak to by³o?

Tak. I o co tu chodzi³o?

Mistrz chcia³ sprawdziæ, czy jest on got˘w na przyjêcie ostatniej, najwy¿szej nauki.

Jaka ona by³a?

Po pierwsze, natur¹ cz³owieka jest niedoskona³oœæ, i trzeba to zaakceptowaæ.

Po drugie, pierdu³ki nie s¹ ostateczn¹ natur¹ Wszechœwiata. Kto o tym nie wie, trwa w u³udzie.

No, i uczeñ okaza³ siê niegotowy.

Gdyby potem, nauczaj¹c, egzekwowa³ od swoich uczni˘w doskona³oœæ tak pojêt¹...

Pomyœlcie.

No i, po trzecie, jak mistrz gada, siê s³ucha, ale przywi¹zywaæ siê do cudzych s³˘w?

Czy m˘g³byœ skomentowaæ jeszcze jedn¹ opowieœæ -tê o herbacie?

Pewien mistrz by³ zaproszony w odwiedziny do pewnego naukowca.

W pewnej chwili mistrz nalewa³ uczonemu herbatê.

Uczony zobaczy³, ¿e fili¿anka Ju¿ wype³ni³a siê, zaœ mistrz

nalewa i nalewa.

Po chwili mistrz wyjaœni³ zdziwionemu: taki jest tw˘j umys³.

Pe³na fili¿anka, do kt˘rej Ju¿ nic nowego siê nie zmieœci.

Tak..

Do pe³nego i Salomon nie naleje.

Lecz znowu. ktoœ m˘g³by przyjœæ i powiedzieæ: przecie¿ herbata to herbata. ¿eby tak wlaæ tam siwuchy, to od razu sk³ad chemiczny zawartoœci by zewoluowa³.

Ka¿dy kij ma dwa koñce.

Tymczasem herbata to po prostu herbata i z owsa ry¿u nie zrobi¹ nawet w Pora¿u. To jest w³aœnie ludzka kondycja, ludzki dylemat.

Ale jedno jest pewne: nic siê samo nie zrobi.

Co s¹dzisz o postêpowaniu pewnego duchowego nauczyciela; nazywa³ siê Mohan Chandra, mia³ 96 rolsrojs˘w?

Jego nauki by³y bardzo szerokie i raczej p³ytkie. Sam nie ba³ siê ascezy i niezale¿nie od tego, czy i kogo umia³ prowadziæ ku oœwieceniu, by³ to niew¹tpliwie ktoœ wybitny. Zaœ iloœæ skandali, zwi¹zana z jego w³asn¹ osob¹, by³a znikoma.

A co s¹dzisz o postêpowaniu paru innych mistrz˘w, kt˘rzy...

Wiem. S³uchajcie, faktem jest, ¿e Ka¿dy œwiêty ma swoje wykrêty.

Co nie zmieni faktu, ¿e nie œwiêci garnki lepi¹.

A moich oœmiu ostatnich mistrz˘w powiedzia³o mi, ¿e jestem leniwa

i przywi¹zana. Co mam im powiedzieæ?

Ja w m³odoœci w takich razach powiada³em: idealni uczniowie s¹ w

Czystej Krainie. Ale tego im nie m˘w.

A dziewi¹temu ju¿ nie zadawaj wiêcej pytañ.

Mnie powiedziano, ¿e jestem dualistyczna. Jak mam zwalczyæ m˘j

dualizm?

Zawsze jest pewien podzia³ na dwoje.

Niekt˘rzy m˘wi¹, ¿e B˘g potrzebowa³ cz³owieka i go sobie

stworzy³, a potem i a¿ do dziœ stara siê z nim dojœæ do ³adu

(niekt˘rzy nazywaj¹ to histori¹ zbawienia). Niekt˘rzy historycy

wierzeñ m˘wi¹, ¿e zaczê³o siê odwrotnie, no a potem w zasadzie

jednak tak samo...

Inni m˘wi¹ o wewnêtrznej czy prawdziwej naturze, kt˘ra tak naprawdê i w ostatecznym rozrachunku nie jest r˘¿na od ciebie, a tak nienaprawdê i w nieostatecznym jednak p˘ki co jest.

Rzecz¹ tego œwiata jest dwoistoœæ: B˘g cz³owiek, ch³op baba, i temu podobnie. Tyle, ¿e zanim iluzja ust¹pi i razem stan¹ siê jednym, trzeba umieæ ze sob¹ wytrzymaæ i siê dogadaæ.

Je¿eli tego nie osi¹gniesz, to mo¿esz nigdy nie byæ oœwiecony.

A jeœli nawet i bêdziesz, to nie bêdziesz umia³ tego harmonijnie przekazaæ.

Twoi uczniowie bêd¹ ¿reæ siê o sukcesjê po tobie, zanim porz¹dnie

posiwiej¹ ci w³osy...

Oczywiœcie, Ka¿dy œwiêty z definicji ma swoje wykrêty, ale to nie po wykrêtach poznaje siê œwiêtego.

Dwoistoœæ rzeczy trzeba umieæ zaakceptowaæ harmonijnie i dojrzale.

No i najlepiej, ¿eby nie robiæ z tego dzielenia w³osa na czworo.

Co mistrz wasz m˘wi na temat seksu?

Cywilizacji zachodniej brak jest r˘wnowagi. Byæ mo¿e popadanie na przemian w przeciwleg³e skrajnoœci jest jakimœ sposobem na istnienie, trudno mi o tym przes¹dzaæ. Z drugiej jednak strony proszê siê zastanowiæ.

kiedyœ seks uwa¿any by³ za coœ niemal¿e z³ego i zbytecznego.

Obecnie niemal dok³adnie to samo m˘wi siê o celibacie. Kiedyœ traktowany jako najwy¿sza cnota, dziœ uwa¿any jest za zboczenie.

Natomiast, nasz mistrz zawsze powtarza³, ¿e celibat jest wyj¹tkow¹ i bardzo cenn¹ drog¹ samorealizacji. Dlatego tak¹ cenn¹ i wyj¹tkow¹, ¿e jest to droga dla nielicznych.

Tutaj ¿ycie rodzinne jest wartoœci¹ o wiele bardziej

celebrowan¹, ni¿ na Zachodzie. ¯ona ma swoje obowi¹zki.

S¹ te¿ tu dzielnice.. no, r˘¿nie siê je nazywa w r˘¿nych

jêzykach.

Ludzie sk¹din¹d porz¹dni i szanowani tam chodz¹ i my ich nie

potêpiamy.

A sami tego po prostu nie robimy. Nasze miejsce nie jest

lepsze ani gorsze. Jest gdzie indziej.

Czy bez tego mo¿na ¿yæ?

Oczywiœcie. Ca³kiem nieŸle; w spokoju i bez problem˘w.

A co s¹dzisz o tych, kt˘rzy m˘wi¹, ¿e tantryczne po³¹czenie cia³ mo¿e byæ drog¹ do duchowej samorealizacji? Czy jest to naprawdê coœ wiêcej, ni¿ tylko pretekst do aktywnoœci p³ciowej, kt˘rego niekt˘rzy potrzebuj¹ z powodu r˘¿nych swoich kompleks˘w?

Zapewne tak, nawet na pewno, lecz do tego trzeba byæ wiêkszym anachoret¹, ni¿ my wszyscy razem wziêci.

Co bêdzie potem?

Potem nie bêdzie teraz.

Ale..

Wiem. Jedni odejd¹ bez ¿alu i ulgi, a drudzy nie. i tyle.

Czy ty siê modlisz? S³ysza³am, ¿e uwaga na najwy¿szym stopniu jest modlitw¹?

Staram siê, jak ka¿dy, byæ uwa¿ny, tak, jak mogê, ale nie przysz³o mi jeszcze nigdy do g³owy, ¿eby modliæ siê do w³asnej uwagi.

S¹dzê, ¿e modlitwa ka¿dego stopnia jest modlitw¹ - i roztargniona, chciwa, znudzona, i taka sobie.

A o takiej doktrynie, kt˘ra obiecuje zbawienie za sam¹ modlitwê, albo sam¹ uwagê, p˘ki co nie s³ysza³em.

mo¿e kr˘tko s³ucha³em.

Czy mo¿esz opowiedzieæ nam jak¹œ przypowieœæ waszego mistrza?

Z przypowieœciami to jest tak...

Ten gatunek literacki by³ na kontynencie reprezentowany przez Ezopa i La Fontaine'a.

W ka¿dej bajce jest rezoner, osoba, kt˘ra wypowiada s¹d. A ¿ycie to nie ksi¹¿ka. niestety.

No wiêc bajka jest.

By³ sobie w Indiach pewien mo¿ny kr˘l. S³ynny by z tego, ¿e uwa¿a³ siê za mêdrca. Zaprasza do swojego kr˘lewskiego pa³acu, do sali tronowej kapi¹cej od z³ota, jogin˘w i wêdrownych mêdrc˘w i prowadzi³ z nimi d³ugie dysputy - o cnocie, drodze, przywi¹zaniu.

Pewnego dnia kr˘l siedzia³, zatopiony w dyskusji. Nagle ca³y pa³ac stan¹³ w ogniu.

Jogin natychmiast rzuci³ siê ku drzwiom. Podobno pr˘bowa³ poci¹gn¹æ za sob¹ kr˘la...

W ka¿dym razie, jedno jest pewne. Zanim rzuci³ siê do ucieczki, chwyci³ swoj¹ miseczkê ¿ebracz¹ - jedyn¹ rzecz, jak¹ na tym œwiecie posiada³. Chwyci³ - i chodu. W˘wczas kr˘l wybuchn¹³ œmiechem.

I ty mienisz siê joginem. Ja bez drgnienia rzêsy tracê ca³y pa³ac, a ty przywia³eœ siê do nêdznej miski.

Niekt˘re Ÿr˘d³a dodaj¹, ¿e doda³: ty palancie.

Jogin oczywiœcie wiedzia³, ¿e na pewno m˘g³by sk¹dœ, od kogoœ otrzymaæ now¹ miseczkê, chocia¿ przy tym musia³by zaci¹gn¹æ nowe zwi¹zki karmiczne, a przecie¿ cz³owiek ma na tej ziemi pewne cele...

Nawet zamierza³ kr˘lowi to jakoœ wy³o¿yæ, a mo¿e po prostu chwyci³ tê miseczkê i tyle, i ju¿ go nie by³o w sali.

W tym momencie interweniowa³ trzeci rezoner: dach, kt˘ry zawali³ siê, grzebi¹c komnatê wraz z zawartoœci¹. a tak¿e, uwalniaj¹c œwiat od pewnej iloœci palant˘w.

Dok³adnej ich iloœci nie mogê podaæ z braku danych.

To mia³ byæ koniec.

Czy nie ¿al ci, ¿e porzuci³eœ sw¹ rodzim¹ cywilizacjê? Co czujesz, gdy ktoœ ci powie: Szekspira mamy?

Ja znam tragedie antyczne i Szekspira. Bogowie, czarownice, diab³y, symbolizuj¹ negatywne energie. Energie manifestuj¹ siê w ludziach i ludzie robi¹ b³êdy.

Potem inni ludzie z tego korzystaj¹ i na przyk³ad przejmuj¹ w³adzê, i bardzo czêsto nie widz¹, ¿e oni s¹ nastêpni w kolejce, ¿eby tragedia siê czasem nie skoñczy³a i teatr czasem nie zbankrutowa³. Kiedy znajd¹ siê na tronie, jak Kreon czy Fortynbras,

potrafi¹ tylko zadufaæ siê w sobie. Potem oni robi¹ te same b³êdy, i tragedia toczy siê dalej.

Na mnie pewne wra¿enie zrobi³a wy³¹cznie jedna tragedia: HenrykV.

Tam w³aœnie mamy do czynienia z m³odym kr˘lem, bezmyœlnym, pewnym siebie i nieokrzesanym. Rozrabia z kompanami, potem nagle wygania ich z kraju. W koñcu doradcy podpuszczaj¹ go, by wybra³ siê na podb˘j zamorskiego kraju, kt˘ry nie jest jego ojczyzn¹.

Jest to kapitalna scena. Doradcy, zapytani, jakie prawa on ma do tronu Francji, odpowiadaj¹, ¿e co prawda w krajach salickich kobiety nie dziedzicz¹, lecz kraj ten do ziem salickich nie nale¿y. Z czego nie wynika, rzecz jasna, dok³adnie nic.

M³ody kr˘l uœmiecha siê m¹drze i rusza do walki.

Wyprawa powoli zaczyna przybieraæ obr˘t nie taki, jak wyprawa Napoleona na Moskwê. Kiedy pozosta³a armia zostaje przez broni¹cego swego kraju przeciwnika przyparta do muru, przeciwnik, zadufany chwilowo jeszcze bardziej, ni¿ m³ody

kr˘l, sam pope³nia jeszcze jeden b³¹d. Ma wypoczête, ciê¿kozbrojne wojska, i od razu rzuca je wszystkie do ataku, chc¹c od razu zgnieœæ przerzedzon¹, wycieñczon¹ trudami armiê. Dziêki temu przegrywa. Zwyciêstwo m³odego kt˘ra jest z grubsza pyrrusowe;

to nie on wygrywa, lecz

przegrywa przeciwnik. W˘wczas w³aœnie m³ody kr˘l rozkazuje œpiewaæ: non nobis, Domine. Przypomina mi to gest su³tana, kt˘ry bêd¹c u szczytu swojej w³adzy, w chwili, gdy wreszcie pokona³ Bizancjum, publicznie siê upokorzy³ - w œwi¹tyni Boga,

kt˘ry nie by³ jego Bogiem, na gruzach wielkiego cesarstwa, kt˘re by³o wielkie chyba tylko swoim konaniem, a kt˘re chwilê wczeœniej sam dobi³, w gmachu, kt˘ry nie by³ œwi¹tyni¹ jego Boga, chocia¿ p˘Ÿniej ni¹ siê sta³. Wiêc nie wiadomo, przed kim - ale

on to wtedy zrobi³. I jakoœ nie s³ysza³em, aby ktoœ kiedyœ Konstantynopol mu odbi³.

I m³ody kr˘l postêpuje podobnie, chocia¿ robi to ca³y czas na swoj¹ miarê. I jest to jedyny bohater tragedii tego okresu, kt˘ry naprawdê mo¿e z wzglêdnie czystym sumieniem powiedzieæ: to, co po mnie pozostanie, nie bêdzie przedmiotem tragedii. On jeden

mo¿e coœ zrozumia³ i mo¿e bêdzie dobrym w³adc¹.

Wiêc Szekspira mamy chyba wszyscy, a ile z niego mamy, tyle mamy i tak.

Przepraszam, dzisiaj jestem bardziej wymowny, ni¿ powinienem. Brak mi cnoty pokory.

To zreszt¹ i tak wszystko dualizm.

A ty sam. przecie¿ jesteœ z Europy. Czy nie myœlisz czasami o powrocie?

Nie bêdê wymigiwaæ siê sloganem, ¿e zawsze by³em stamt¹d, gdzie w˘wczas by³em.

Ja by³em stamt¹d. Ja siê stamt¹d nie wynios³em, lecz przenios³em. Nie mia³em od czego uciekaæ, ani te¿ do czego wracaæ, wiêc po co wracaæ?

Sprawa tak prosta, ¿e nawet nie pyta³em o to mistrza. Ma tyle naprawê wa¿nych spraw na g³owie...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

To rzeczywiœcie ty?

To ja. Pozna³em ciê od razu, i nie pytam, co ty tu robisz.

Masz gdzie nocowaæ?

Mam, zreszt¹, w waszych warunkach...Teraz bêdziesz zamyka³ bramê?

Tutaj nie ma nic do zamykania ani nic do pilnowania. Pustka.

Mo¿esz zostaæ, jak d³ugo chcesz.

Odjadê za godzinê. Powiedz mi, jeœli mo¿esz, jedn¹ rzecz.

Œlubowa³eœ, tak, jak wy wszyscy, ¿e nie bêdziesz k³amaæ. Za ka¿dym razem, gdy przychodz¹ do was ludzie i zadaj¹ pytania, m˘wicie im, ¿e tak m˘wi wasz mistrz. A przecie¿ dosz³o ju¿ nawet i do Ameryki, ¿e mistrz nie ¿yje od kilku dobrych lat.

Przepraszam, ¿e pytam, czy ty w og˘le go widzia³eœ?

Widzia³em go parokrotnie, kiedy jeszcze nie mieszka³em tu na

sta³e. Ca³kiem niez³y mistrz, zapewniam ciê.

I to ty wymyœlasz wszystkie te odpowiedzi na wszystkie te pytania? I to ty naprawdê jesteœ guru tych wszystkich pielgrzym˘w znad Renu i jeszcze czystszych rzek?

Najczêœciej ja. Guru nie jestem i nigdy nie bêdê.

S³ysza³em, jak ktoœ m˘wi³, ¿e najlepszym guru jest ¿ycie?

I przy fa³szywym guru mo¿na osi¹gn¹æ oœwiecenie.

Przys³owie za przys³owie za przys³owie.

Niewiele interesowa³ ciê œwiat poza murami klasztoru, je¿eli to, co zastêpuje œciany w tym klimacie, mo¿na nazwaæ murami.

Tak. Œwiat œwiatem, ale na pewno sobie poradzi bez tego, bym ja o nim co dzieñ myœla³. Nawet pewnie lepiej. Niezale¿nie od tego, ¿e wszelka medytacja jest œwiatu potrzebna. Tak¿e i nasza.

Ale owszem, poniewa¿ dobry ludzie ofiarowali nam komputery, stare intelowskie trzysetki, do cel˘w publikacji, i za³atwili te¿ nam dostêp do Interne tu, wiemy, co dzieje siê na œwiecie. Tutaj zreszt¹ w og˘le mnisi s¹ bardzo szanowani. Nikt mnicha nie

obrabuje; zreszt¹, naprawdê nie mia³by z czego. Kiedy tu przyjecha³em, œmia³em siê z opowieœci, ¿e w¹¿ ani inne stworzenie Bo¿e nie uk¹siæ mnicha, lecz do dzisiaj nie s³ysza³em o takim wypadku; mo¿e nie mam ¿y³ki plotkarskiej.

Mamy nawet i opiekê zdrowotn¹ - nie tak¹ ministerialn¹, tak¹, jak¹ ma ka¿dy robotnik; zaofiarowa³a nam j¹ jedna z tutejszych korporacji. Nieodp³atnie, tylko za reklamê, no i zas³ugê, jak nazywa to religia buddyjska. Ten kraj bardzo szybko siê rozwija,

a komputer osobisty znaczy tutaj mniej wiêcej tyle, ile motocykl w typowym kraju arabskim. Ale oni maj¹ to poczucie, ¿e rzecz dzieje siê pod niebem, a jednym z podtrzymuj¹cych je filar˘w s¹ wie¿e pag˘d.

Przypomina mi siê tutaj moja bardzo dawna bytnoœæ we W³oszech.

Podziwia³em tam w˘wczas to, ¿e w kraju r˘wnie katolickim, i r˘wnie¿ o tradycjach wolnomyœlicielskich, ludzie nie wstydz¹ siê swego wyznania, i prawie wszyscy, opowiadaj¹c o inflacji, aferach ³ap˘wkarskich, i innych, jeszcze bardziej domowych sprawach,

czêsto koñcz¹: Communque, c' e` ancora il Polacco a Roma.

Bardzo, bardzo stare wspomnienie; ju¿ ca³kiem poza tematem.

Choæ mo¿e nie ca³kiem...

Wiêc owszem, przez Internet prenumerujemy bezp³atne przegl¹dy

prasy r˘¿nych kraj˘w.

I nie jest dla nas ¿adn¹ tajemnic¹, jak na tak zwanym szerokim œwiecie, czyli po prostu tam, gdzie nas nie ma, rzeczy stoj¹.

Oczywiœcie, je¿eli kt˘ryœ spoœr˘d nas uwa¿a, ¿e dziej¹ siê akurat na œwiecie rzeczy warte akurat jego zainteresowania.

Czyli jednak jest coœ, co ciebie tutaj, zza tych krat, kt˘rych

nie widaæ, pasjonuje.

Nnnie, tak nie mo¿na powiedzieæ. Natomiast..

Natomiast?

No, ja na przyk³ad nie mogê ukryæ, ¿e zawsze œledzi³em ca³¹ historiê Judasza II.

A¿ do koñca? Tak¿e i.. wtedy?

Tak¿e i wtedy. Tak¿e i potem.

Jak myœlisz; czy ten papie¿-kwiat kiedykolwiek w cokolwiek wierzy³?

Kiedyœ podobno by³a taka ksi¹¿ka. W pamiêci pozosta³ mi tytu³. nazywa³a siê: Geniusz Chrzeœcijañstwa.

Nie wiem, co w niej jest, poniewa¿ nie jej nie czyta³em nigdy, albo od wielu, wielu lat.

Wiêc teraz ci nie powiem, co w niej siê kryje.

Bo z geniuszami nie wie, oj nie wie siê?

Zawsze jest tak, ¿e cz³owiek czegoœ nie wie.

Ty te¿ zreszt¹ jesteœ tego przyk³adem.

A tê jedn¹ historiê œledzi³em. zawsze. I nigdy nie przesta³em.

Papie¿ pochyla g³owê, spogl¹daj¹c przez iluminator samolotu.

Podr˘¿ niestety zbli¿a siê ku koñcowi. C˘¿ zrobiæ.

To znaczy, wiadomo, co teraz trzeba zrobiæ, natomiast Judasz II jeszcze jako kardyna³, biskup i kanonik, a przedtem, rzecz jasna, hippis i student z Bo¿ej ³aski, bardzo rzadko podr˘¿owa³. samolotem.

Najpierw z przyczyn oczywisto-obiektywnych, potem czêœciowo pryncypialnych. To znaczy, twierdzi³ zawsze i to, ¿e ewangeliczne ub˘stwo winno byæ idea³em, przynajmniej w teorii. Sk¹din¹d, niez³omna polityka paru poprzednik˘w Judasza na paru urzêdach

doprowadzi³a w paru regionach do tego, ¿e ¿ycie miejscami idea³ ten przeros³o, przynajmniej co siê tyczy materialnego standardu ¿ycia kadry duszpasterskiej.

Jak by nie by³o, Butz zwykle podr˘¿owa³ autokarami, czasem na siedz¹co kolej¹, a czêsto wci¹¿ po prostu stopem, i przeja¿d¿ka samolotem sprawia mu spontaniczn¹ przyjemnoœæ, prawie jak dziecku, choæ ³¹czy siê z ni¹ œwiadomoœæ, ile ornat˘w mo¿na by za tê

sam¹ cenê uszyæ.

Oczywiœcie, ka¿dy, niezale¿nie od strefy urodzenia, lubi podr˘¿owaæ na koszt pañstwa, natomiast za ka¿d¹ tego typu dzia³alnoœæ p³aci podatnik, nawet, gdy nie czyni tego dobrowolnie.

Jak by rzeczy nie uj¹æ, Watykan jest ci¹gle pañstwem zad³u¿onym, i papie¿, gramol¹c siê z fotela, aby wyjœæ na spotkanie oczekuj¹cych, ma od czego odrywaæ siê myœlami.

U st˘p trapu czeka lœni¹ca niczym alpejski lodowiec p³yta lotniska, wyglancowana na dziesi¹t¹ stronê. papie¿ schodzi na bok, rozgarniaj¹c nieco zaskoczonych goryli. (Oczywiœcie, goryle papiescy mieli doœæ czasu, by do niekt˘rych dy¿urnych papieskich

punkt˘w programu siê przyzwyczaiæ). Na skraju betonu ca³uje r˘wno zgolon¹ trawê rundwayu. Na ma³¹ konsternacjê reaguje: przecie¿ nie bêdê ca³owa³ betonu.

Rzecz dzieje siê w Nagasaki. Mieœcie, znanym miedzy innymi z tego, ¿e w pewnym momencie historycznym zamieszkiwali je sami chrzeœcijanie. I potem, gdy po wiekach zn˘w mo¿na by³o wierzyæ w Chrystusa, nie ryzykuj¹c ¿yciem, okaza³o siê, ¿e w Nagasaki

przetrwa³y gminy chrzeœcijañskie. Judasza II napawa³o to zawsze podziwem. Wiadomo, ¿e przesiaduj¹c w bibliotece i archiwach zg³êbia³ historiê niekt˘rych, wybranych kultur, spo³eczeñstw i kraj˘w. Wiele te¿ czasu spêdzi³ w towarzystwie biskup˘w z tych

czêœci

œwiata; arcybiskup Nagasaki by³ jednym z jego osobistych przyjaci˘³. Nie wiadomo, czy ³¹czy³ ich jakikolwiek szczeg˘lny, wsp˘lny temat; mo¿e medytacja zen?

Papie¿olodzy twierdz¹, bardzo notabene odkrywczo nie od dziœ, ¿e papie¿ reprezentuje w pewnych szczeg˘lnych sferach pewien szczeg˘lny punkt widzenia.

Jak siê czujesz

Ju¿ koniec. Wiesz, jednak wizyty s¹ mêcz¹ce. A chocia¿ koszty pokry³y najwiêksze japoñskie koncerny, to jednak...

Trzeba wracaæ. Czeka na nas jeszcze coœ roboty.

Oni teraz czekaj¹, ¿e powiesz coœ na po¿egnanie. Zr˘b to, jeœli

mo¿esz.

Mowê przygotowa³eœ? No w³aœnie. I jeszcze mi rozkazujesz.

Czekaj.... jest stara mowa, kt˘r¹ sam kiedyœ napisa³eœ, na

wypadek, gdybyœ kiedyœ..

Tak, pamiêtam. Masz j¹.

To znaczy...

To znaczy nie masz. Nikt jej nie ma, bo ja sam j¹ spali³em.

To co teraz?

Pamiêtam. powiem to samo - jeszcze raz..

mo¿e wreszcie dziêki temu uda mi siê zostawiæ to za sob¹.

To chodŸmy.

Butz powraca.

/Tekst po¿egnania zosta³ przet³umaczony z japoñskiego i jako

taki mo¿e byæ nie do koñca wierny./

Nadszed³ czas rozstania.

Jestem ju¿ stary i chyba na tym œwiecie ju¿ siê nie zobaczymy.

Na pewno Waszym modlitwom zawdziêczaæ bêdê r˘wnie wiele, co dotychczas. Natomiast fizycznie nie bêdzie mnie poœr˘d Was. Co bêdzie, to jest oczywiœcie rzecz¹ Boga, ja natomiast chwilowo muszê wsi¹œæ w samolot i wracaæ do pracy.

Chcia³em tylko jeszcze przypomnieæ Wam, ¿e ju¿ nied³ugo czeka Was pewne radosne wydarzenie. Tego dnia w g˘rê wzbije siê bia³y dym i bêdziecie mieli papie¿a. Tego dnia macie siê wszyscy radowaæ. To bêdzie z pewnoœci¹ bardzo dobry

urzêdnik, o wiele sumienniejszy ode mnie, i proszê was, abyœcie, wymagaj¹c od niego, s³uchali go i szanowali. Najpewniej bêdzie z Was dumny co najmniej tak, jak ja z Was jestem dumny.

¯egnam wiêc Was. Proszê, pamiêtajcie o mnie. Pamiêtajcie, ¿e was kocham... dziêkujê za oklaski; to jeszcze nie wszystko.

Pamiêtajcie, ¿e w Was wierzê. Dziêkujê za tê chwilê ciszy.

Myœlê, ¿e o tym wiedzieliœcie, chocia¿ nigdy Wam o tym nie

wspomnia³em.

Jestem ju¿ stary i czasami zdarzaj¹ mi siê pomy³ki. Wierzê w Was - i przyjecha³em tutaj po to, ¿eby przed œmierci¹ Wam to powiedzieæ.

Przepraszam, ¿e dopiero teraz.

W samolocie K. odwraca siê do Judasza.

To by³o coœ.

Coœ? Nie by³o tekstu i musia³em sam, od nowa...

Tak. I by³o to coœ.

S¹dzisz? C˘¿ komu z mi³oœci siwego starca?

Jak uwa¿asz. Ale...

Ale co?

M˘wi³eœ o wierze. O tym, ¿e wierzysz.

I co?

Jak by nie by³o, to przecie¿ tw˘j zaw˘d.

Ale ty jesteœ cholera m¹dry.

Obaj wiemy, ¿e ja to zrobi³em dla siebie. Niestety.

Nareszcie zrobi³eœ coœ dla siebie..

Ten sto³ek nie jest po to, ¿eby na nim ludzie siadali siê samorealizowaæ, naprawdê. Nie ma ludzi niezast¹pionych. Z facetami z tak zwanym b³yskiem w oku te¿ nale¿y uwa¿aæ, chocia¿ z takimi bez b³ysku oczywiœcie tym bardziej.

A ja ju¿ powoli zaczynam dostrzegaæ, ¿e od tego dnia, kiedy wypali³em ostatni¹ trawkê, coœ siê zmieni³o. Ja powiedzia³em im teraz, ¿e w nich wierzê, ale w³aœciwie rzecz ju¿ nie w tym.

Rzecz w tym, ¿e oni, ka¿dy z nich, ilu ich jest, ju¿ nosz¹ w sobie swojego wewnêtrznego papie¿a. Oni mog¹ o tym nie wiedzieæ i ja o tym mogê nie wiedzieæ, ale oni ju¿ to maj¹, i..

I co?

I nie wiem, co.

Teraz znowu nie wiem. Ca³e szczêœcie.

mo¿e to ju¿ tw˘j drugi zaw˘d?

Judasz II budzi siê, jak co rana. jego tryb ¿ycia sta³ siê

regularniejszy.

Do soboru pozosta³o jeszcze p˘³tora miesi¹ca

To znaczy, do przewidywanej daty soboru.

K. ju¿ czeka.

S³uchaj, jest awantura. I... ognisko zbli¿a siê w nasz¹ stronê.

Na razie to siê posuwa bez przeszk˘d. Zreszt¹ prosto na nas.

mo¿e przejdzie bokiem.

Nie przejdzie.

Ja przecie¿ wiem, ¿e to siê ju¿ dawno kroi³o. I to nie jest po

prostu jakaœ zwyk³a lokalna historia.

Ani przyjaciele z jakiejœ dziarskiej rozg³oœni radiowej, kt˘rym kiedyœ zawiesiliœmy dziarskiego ksiêdza dyrektora.

Dzwoni³eœ na policjê i do ministerstw?

Telefony g³uche. nawet kom˘rkowe.

S¹ coraz bli¿ej. Przyszli.

Ani karabinierzy, ani NOCS, nikt naprawdê nie pr˘bowa³ ich zatrzymaæ. S¹ prawie pod oknami; s¹ uzbrojeni, jak kibice przeciêtnej szanuj¹cej siê dru¿yny calcio.

Pêkaj¹ pierwsze petardy.

Centrala jest obetonowana. Wszêdzie piêtrz¹ siê worki z piachem i tybrzanym mu³em.

Jest jeszcze i mur. P˘ki co, no pasaran.

Broni nie ma du¿o; jest trochê tego, co maj¹ goryle, i jeszcze

to, co odebrano gwardzistom przed samym wybuchem II wojny.

Na razie wystarczaj¹ hydranty. Zaraz przestan¹.

JudaszII i K. na chwilê zostaj¹ sami. Mo¿na zgadn¹æ, ¿e obstawa gor¹czkowo poszukuje we wszelkich mo¿liwych zakamarkach wszystkiego, co ma dziurê na koñcu i coœ, co przypomina cyngiel.

Ktoœ m˘g³by rzec, ¿e wa¿na jest zasada.

Widaæ, ¿e Judasz bardzo chce coœ powiedzieæ. Nawet pr˘buje.

S³uchaj...

K. patrzy na niego z wyraŸnie otwartymi uszami. nic, tylko m˘wiæ.

S³uchaj..

...

Chcia³em ciê przeprosiæ.

Czy ja kiedyœ w coœ wierzy³em, to, jak jest, wiesz najlepiej sam.

Ale mog³em wierzyæ przynajmniej tobie.

I tego jednego ¿a³ujê.

...

Przebacz.

Milczenie przed³u¿a siê, zgodnie z tradycj¹. a¿ nudno.

Errare necesse est. Pogadamy w nastêpnym wcieleniu.

Czas zobaczyæ, czy jest jeszcze coœ do strzelania. w³aœnie.

Przez lornetki widaæ, ¿e Via Concillazione nadje¿d¿a w˘z.

Trudno powiedzieæ, kto i sk¹d go wyci¹gn¹³, mo¿e by³ u¿ywany do konwojowania pieniêdzy, albo do rob˘t wyburzeniowych? W ka¿dym razie, wystarczy, ¿eby przebiæ mur. I same kule nic mu nie mog¹ zrobiæ. Przynajmniej z broni o takiej d³ugoœci

lufy, jak¹ nosi papieska obstawa.

Za wozem ci¹gnie rozedrgana ci¿ba. Intencje a¿ za oczywiste.

Jak to mo¿liwe, ¿e jeszcze nie pad³ ani jeden strza³?

Chocia¿ nie jest ³atwo odr˘¿niæ strza³y od petard.

I chyba teraz po raz pierwszy do niekt˘rych detonacji do³¹cza siê œwist kul.

Stopniowo zaczyna uk³adaæ siê w serie.

papie¿ niemo spogl¹da na K.. K. na Judasza II.

Judasz nie odpowiada.

Zosta³a jeszcze jedna, cudaczna broñ. Nazwa zaczyna siê na P;

PIAT czy panzersfaust, spod rdzy trudno to nawet odczytaæ.

Pozosta³a jeszcze z poprzedniej wojny.

Lufa od ty³u jest otwarta.

Podobno przy strzale do ty³u wyrzucany jest strumieñ gor¹cych

gaz˘w.

Powinno siê u¿yæ okular˘w chroni¹cych wzrok, lecz ich nikt nie

ma.

Tylko papie¿ ma przy he³mie zas³onê na twarz.

Poza tym to ju¿ nie broñ, to po prostu niewypa³. Naprawdê nie wiadomo, czym siê mo¿e skoñczyæ pr˘ba u¿ycia.

papie¿ nagle spostrzega, ¿e wszyscy na niego spogl¹daj¹.

Otwiera usta.. i dociera do niego, ¿e to nie chodzi o s³owa, dopiero, gdy jest ju¿ w po³owie zdania:

Ja nie jestem nikim szczeg˘lnym. chyba wiecie.

Ju¿ za p˘Ÿno... i za p˘Ÿno zrozumia³em, ¿e jest za p˘Ÿno.

Teraz w ich wzroku z prêdkoœci¹ œwiat³a pojawia siê odpowiedŸ:

Ty masz he³m.

Powoli, coraz wolniej, niczym œlepiec id¹cy zim¹ poprzez strumieñ, rêka Judasza II dotyka pordzewia³ej lufy i zaczyna nieuchronnie wêdrowaæ w stronê dŸwigni spustowej.

Zawsze jeszcze pozostaje wy¿aliæ siê autorowi









Uwaga:
Autor
czeka
na
listy
Kliknij!












































stat4u
























































FastCounter by bCentral

































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































Visitor Monitor

Escati Free Counter
You are Visitor No:

View Counter Stats







































































































stat4u


stat4u

2KR Free Counter
2kr Free Counter


http://www.downloadcounter.com/cgi-bin/download.pl?username=comaszcz&url=http:\\priv5.onet.pl\kr\soyan\comaszcz.htm&account=1




FastCounter by bCentral





























Skulle inte denna kodsnutt fungera prova med nedanst’nde...





OX Free Counter
OX Free Counter
















































































TONS OF FREE SMUT - CLICK HERE!