W miejscowoœci Poraj, gmina Jaros³aw, istnieje podobno ciekawy zwyczaj ludowy.
W Poniedzia³ek Wielkanocny po porannej Mszy Œw. przed koœcio³em wystawia siê wielk¹ kuk³ê Judasza.
Judasz zostaje os¹dzony i skazany na œmieræ.
Nastêpnie wlecze siê go za miasto poœr˘d gradu kamieni i kopniak˘w, przy akompaniamencie kociej muzyki.
Za miastem Judasz zostaje spalony na stosie.
_____________________________
_ Co masz czyniæ, czyñ szybciej _
_ ____________________________________
Pod ekranem pojawia siê miejsce na napis: wieœ Zaletovice, powiat PoraŸ. Ekran wype³nia pejza¿ z romantycznym bajorem w œrodku, otoczonym lewicowo przegiêtymi wierzbami. U ich st˘p dziewczêta w strojach ludowych zbieraj¹ gruszki do haftowanych zapasek.
Nie ma ekranu, nie ma wierzb, nie ma krowieñc˘w. Jest œwiêto. Zjecha³y aktory! ludziska ryj¹ siê jeden przez drugiego, zapadaj¹c siê w zaletowickich drogach i polach.
Drabiniasty w˘z z czas˘w zakrawaj¹cych na co najmniej trzy okupacje wstecz pêdzi koleinami polnej drogi, bluzgaj¹c sztucznymi ogniami na wsze strony. Zatrzymuje siê na placyku za wsi¹, u rozstaju dr˘g. To bêdzie tam.
Powiedzmy to sobie od razu, wyje¿d¿anie, gdzie diabe³ m˘wi dobranoc, by tam odperformowaæ coœ, co mo¿e ³atwo sobie wyobraziæ ka¿dy, kto ogl¹da³ chocia¿ raz przegl¹d teatr˘w ulicznych, by³o w onych czasach pojmowane przez artyst˘w jako skrzy¿owanie
czynu spo³ecznego z mêkami Syzyfa, czy raczej Tantala; artysta nie by³by artyst¹, gdyby nie wyrasta³ tam, gdzie go nie posiali, ju¿ szczeg˘lnie przy czynnym poparciu mecenasa. A przecie¿ nie w ka¿dej gminie zdarza siê w˘jt, kt˘ry ma gest i od Kupa³y czy
innej nocy Walpurgii lubi rzuciæ papierem.
Gdy resztki dymu prochowego i œwiecowego jeszcze siê nie rozp³ynê³y w ksiê¿ycowej poœwiacie, œwiat jest, jak zwykle, œwiatem, wieœ wsi¹, a krowa, kt˘r¹ trzeba wydoiæ, zwl˘k³szy siê skoro œwit, czyli za dwie i p˘³ godziny,...
no c˘¿, nietrudno przewidzieæ koniec zdania.
A gdziezez ³on siê podzio³, sakra potwora?
Nidzie go ni mo! matka, twoja by³a rzec go na ³oku miæ!
Znowu siê dzieœ zawa³ensa³, ³odmienic. Tera, p³o n³ocy, bydzies
go sukoæ!.
Szukaæ przecie¿ trzeba. Do rannego udoju przynajmniej nie
trzeba bêdzie budziæ siê i przyodziewaæ.
Pierwsze æwierkania kolejnego dnia zastaj¹ poszukiwania w stadium wcale zaawansowanym. Do przeszukania pozosta³o tylko rozlatuj¹ce siê cha³upsko - te¿ na koñcu wsi, tyle, ¿e nie tym. Tam kiedyœ podobno mieszka³ przyby³y z daleka kowal, kt˘ry...
w ka¿dym b¹dŸ razie nikt z mieszkañc˘w nie przyzna siê nigdy, ¿e tam by³, nawet na szabrunek. I, oczywiœcie, gdzie¿ indziej mogliby zatrzymaæ siê panowie artyœci?
W du¿ej izbie na polepie rozbili dla pewnoœci namioty. Przed najwiêkszym zasiada aktor o d³ugich w³osach, br˘dce i bez w¹s˘w.
Lecz to nie on staje siê centrum uwagi doprowadzonych do kresu wytrzyma³oœci rodzic˘w.
On... pali trawê!
W rzeczy samej, aktor zaci¹ga siê skrêtem ku ekstremalnemu nabo¿eñstwu zaginionej i odnalezionej pociechy.
Parê sekund ciszy.
£o ty, Karol!
Czterostopowe biczysko przeœmiguje p˘³ cala nad g³ow¹ ch³opca.
£a do kr³˘w, do ³owiec! i spr³˘buj mi trawê na pastwisku zapoliæ, to ciê wskrzese inocej!
S³oñce jest ju¿ ca³kiem na roboczo po d³u¿szej o tej porze roku bumelce. Oboje wlok¹ siê drog¹ ku chacie... w³aœnie przechodz¹ przez k³adkê na gnoj˘wce s¹siada.
Matka, co by z tym nasym ³odmieñcem zr³obiæ. Nic nie gada, przy tych kr³owach siedzi i g³owê sobie ³amie.
A do kamienio³omu z nim, niech tam sobie ³amie. Albo lepiej, na ten ich tam, jak mu tam, ³uniwersytet!
Ojciec zatrzymuje siê jak wryty. Biczysko powoli wyœlizguje mu siê z rêki.
Matka. A moze by go tak - na ksiendza.
Aaale!
Biczysko przeœlizguje siê o w³os nad jego kapeluszem. Ciêcie.
Parafia Zaletovice, prze³om tysi¹cleci. Dzwony s³ychaæ
wszêdzie, nawet w budce suflera.
Dzwony miotaj¹ siê na szczycie wie¿y. Pod wie¿¹ jest sklepienie
wielkiego koœcio³a. Pod sklepieniem dzieje siê rzecz.
Strzelisty, ascetyczny mê¿czyzna po czterdziestce (z rzadka czasami mo¿na pomyœleæ, ¿e i po dw˘ch) szybkim krokiem przechodzi w poprzek koœcio³a, lekko tylko pochylaj¹c g³owê przed obrazami w nawach. M˘g³by go graæ Sean Connery, gdyby zrzuci³ 50 kg.
Ale
to te¿ nie jest pewne.
Pewne jest tylko jedno. To w³aœnie on. Kardyna³ Butz.
Jeszcze siê nie odezwa³. Co gorsza, nie ma na razie takowego zamiaru. Po prostu przechodzi w g³¹b i niknie w zakrystii.
Sznur pielgrzym˘w nie zauwa¿a go. Ci¹gn¹, jad¹ na w˘zkach, czo³gaj¹ siê na kolanach, jak najwolniej dochodz¹ przed oblicze obrazu, by niechêtne ust¹piæ miejsca nadci¹gaj¹cym zza plec˘w.
Nawy s¹ dwie, lecz obowi¹zuje specjalizacja. Jeden obraz jest od spraw chor˘b takich, jak melancholia, ob³êd, wiara w charyzmatyczne osobowoœci. Drugi leczy z³amania koœci i schorzenia narz¹d˘w ruchu. Oba - ca³¹ resztê.
Jedni wierz¹, inni mniej. Przywleczeni przez krewnych,
odczo³guj¹ swoje na kolanach lub w˘zkach inwalidzkich, by opuœciæ z westchnieniem ulgi tchn¹c¹ stearyn¹ niszê.
Wcale nierzadko zdarza siê, ¿e czyni¹ to ju¿ o w³asnych si³ach albo bez bia³ych lasek. I to tym czêœciej, im rzadziej w to wierz¹.
Tak, Eminencjo. To jego pismo. To znaczy nie jego, tylko tego
jego niby sekretarza, K., takiego, jak i on sam.
Po jakiemu to?
Nno... w ka¿dym razie adresatem jest ten francuski biskup na G.
Aahaaaaaaaaa!
Podobno to jego najlepszy przyjaciel.
Zasmuca nas. Bardzo nas zasmuca. Co z nim zrobiæ?
A zapowiada³ siê. Kiedyœ nawet, przezwyciê¿aj¹c wrodzone lenistwo, wybiera³ siê na sp³ywy kajakowe, na biwakach odprawia³ msze. Nawet przezywali go: wujek chrzestny. Ale to niekt˘rzy. A potem... Trawiarze, p˘Ÿniej hifowi. On sam podobno...
I jeszcze to najnowsze: duszpasterstwo dzieci z prob˘wki.
I gadali, ¿e ma swojego guru w Chameryce. I... i co z takim
zrobiæ? By trzeba...
Decyzjê podejmie Kongregacja. tobie dziêkujê. Jeszcze podpisz.
Ja ju¿ tego nie pamiêtam.
Owszem, skoñczy³em seminarium i on skoñczy³ to samo seminarium.
Nawet spa³ przez pewien okres w tej samej sali, co ja.
A m˘wili o nim - r˘¿nie.
Jeszcze ta jego teatromania. W seminarium mia³ byæ teatr.
Wiêc by³a grupa teatralna i on siê zg³osi³. bo wszyscy m˘wili, ¿e nic nie pracuje spo³ecznie.
Wiêc mia³o byæ przedstawienie i on nagle siê upar³, ¿eby to by³a Antygona.
I jeszcze chcia³, ¿eby Antygona chodzi³a z pastora³em i ¿eby Kreon w koronie.., i ¿eby...
I co z tego wynik³o?
No i wybili mu to z g³owy.
W koñcu skoñczy³ siê na tym, ¿e zrobili jak¹œ bardzo cudaczn¹ adaptacjê sztuki.
Wszystkie postacie by³y poprzebierane za roboty.
Chyba nie wszystkie...
Ale wiêkszoœæ by³a.
I nawet dostali tam jak¹œ nagrodê za nowoczesn¹ adaptacjê klasyki..
Potem ju¿ nigdy ani on, ani nikt z jego tej niby trupy nie pr˘bowa³ bawiæ siê w teatr.
Na szczêœcie.
Na szczêœcie, powiadasz..
wystarczy. Zobaczymy, czy siê przyda.
Kto? A tak! Oczywiœcie! To on napacykowa³ te dwa ohydne
bohomazy! Jezus rozche³stany, spity, tañcz¹cy na weselu,
opieraj¹cy siê o dzban wina i r¿¹cy niczym Dionizos do sera.
Porno! Chyba nimi inspirowane by³o ¯ycie 0'Briana... A jak ja
mu
raz. .. to on mi. ..
Co? Podpisaæ? Jak ka¿ecie. ..
K.? Ten ksi¹dz doktor K.? Znam, znam... jak on teraz stoi?
aaaach, tak... no pewnie, pewnie, tak...
Widzia³em, widzia³em. w tamtym roku sta³em niedaleko, kiedy Jego Œwi¹tobliwoœæ by³ w kraju. I widzia³em ten transparent. Na g˘rze pisa³o, 0jcze, czekamy. A potem odwinêli doln¹ czêœæ i tam pisa³o: na Vaticanum III. Ludzie z pocz¹tku nie zauwa¿yli.. a
potem to ju¿ porz¹dkowi...
A to, ¿e wtedy krzyczeli: Ratzinger do nieba, to ja nie s³ysza³em. Mo¿e Ÿle s³ucha³em.
Tak. Dowiadywa³em siê. Wiec owszem s¹ i tacy, co wspominaj¹ go dobrze. JeŸdzi³ na te sp³ywy, potem mieszka³ z tamtymi po ich spelunach, msze im odprawia³. Z gar˘w, w kt˘rych kompot gotowali, w g˘rê dnem odwr˘conych, o³tarz ustawia³. Ale zawsze uwa¿a³,
¿eby op³atka we kompocie nie maczaæ.
Chocia¿ gadali, ¿e komunia ma byæ pod obiema postaciami. Nawet niekt˘rzy, co obkutsi, zwracali siê do niego: ojciec Tymoteusz z Leary.
A kiedyœ, ale to zupe³nie dawniej, to JeŸdzi³ æwiczyæ zen.
Wtedy by³y zamkniête odosobnienia i nie mo¿na by³o iœæ w niedzielê na mszê. To on wtedy co niedziela odprawia³ msze. dla siebie i paru, co chcieli; ale wejœæ m˘g³ ka¿dy. Na tym samym o³tarzu, na kt˘rym sta³a figura Buddy. I na tacê w og˘le nie zbiera³.
On chyba w og˘le nigdy na tacê nie zbiera³! Ale to by³o zupe³nie dawniej, kiedy w³aœciwie prawie w og˘le nie by³o jeszcze u nas zenu chrzeœcijañskiego. Tak, ¿e s¹ i tacy, co o nim m˘wili kiedyœ dobrze.
Dziêkujemy ci. Jak siê naprawdê dowiesz czegoœ na niego, to mo¿esz siê zg³osiæ. Wtedy pomyœlimy o czymœ dla ciebie.
To co robiæ? Jechaæ tam, czy zapisaæ siê do Urbana, albo co?
Jest faks; znowu pisz¹, ¿e to ostatni.
Pisz¹, ¿e nawet maj¹ podstawiæ samoch˘d. niedaleko st¹d. Prosto tam.
Coœ m˘wi³eœ? bo by³em po pocztê.
Jest coœ?
Ken odpisa³.
WeŸ otw˘rz, przeczytaj.
Gdzie jest s³ownik... Pisze ci, ¿e trzeba, ¿ebyœ ty teraz tam pojecha³. I posy³a ci dwie swoje ksi¹¿ki z autografem. ¿eby ci by³o raŸniej. Po prostu musisz to wypiæ do dna.
I ksi¹¿ki. Jedna po angielsku, druga ju¿ przet³umaczona na w³oski. Pouczymy siê na niej jêzyka. Mo¿e ci siê wreszcie zechce..
Co to jest... B˘g socjalista?
No nie. B˘g przyjacielem cz³owieka.
Tak by to mo¿na przet³umaczyæ. Sociable God. To na p˘Ÿniej.
Mo¿e sobie to przet³umaczê i wydamy na dziko... Z czegoœ w koñcu trzeba ¿yæ, jak nas wypierdol¹?
Nas? przecie¿ ciebie....
Tak, m˘g³bym siê zes³aæ gdzieœ na zadupie, chodziæ wok˘³ pasieki i agitowaæ kmiot˘w, ¿eby dali za œlub jeden procent tego, co wydaj¹ na poprawiny.
Pewnie m˘g³bym. Nawet na pewno.
S³uchaj, z¿y³em siê z tob¹ i Chocia¿ m˘j tata na uniwersytecie
nie takich oblewa³, to kim by³by Butz bez K. i K. bez Butza... no, powiedz sam? Razem wyrzucili nas za strajki z unibudy, jak wtedy j¹ nazywali - Puta Mater, razem ganialiœmy za paulistkami, nawracaliœmy trawiarzy i razem samiœmy w koñcu nawr˘cili siê na trawê, w koñcu owieczki trawy
potrzebuj¹?
Przebiliœmy nawet Galota.
A w³aœnie, do niego by nie da³o siê napisaæ? On by na pewno coœ doradzi³. Klasa jest goœæ.
Pr˘bowa³em dostaæ adres. W ca³ej Firmie traktuj¹ go jako osobê nie¿yj¹c¹. A tamto to co?
Poczekaj... nowe przygody... czyje? G³owy? Czekaj.. Jak?
Ja te¿ nie wiem. Zobacz, jak jest tytu³ w oryginale...
Nowe przygody... szefa?
ja te¿ nie rozumiem. To zobaczymy po drodze. trzeba jechaæ.
Tak, trzeba jechaæ.
Tylko s³uchaj. Czy oni st¹d w og˘le nas wypuszcz¹?
Widzisz, jak jest. Oni maj¹ wiarê. Nie patrz¹, nie myœl¹, tylko stoj¹ za tob¹ murem. Opaski, flagi, styropian, i ju¿. Po prostu wierz¹. Obwarowali siê w parafii, powiesili transparenty, pal¹ ogniska, na zmianê trzymaj¹ stra¿. Nie wpuszczaj¹ ¿adnej
w³adzy, ani milicji, ani urzêdnik˘w z gminy stolica, ani nikogo z Centrali. Kontakt mamy przecie¿ tylko przez fax, telefon i imejla. No i listonosza puszczaj¹ jak z ³aski. Waruj¹ przy nas, ¿e bez kija ni przyst¹p. Wszystko dla nas?
Wszystko dla ciebie?
Mo¿e wszystko dla tego poczucia, ¿e walcz¹ o prawdê. ¿e kiedy do niej d¹¿¹, to po prostu ni¹ s¹, nawet, jeœli czasami odrobinê sami siebie szkl¹... zreszt¹, to bardzo porz¹dni i dobrzy ludzie.
Naprawdê. ka¿dy ma prawo do duchowego dzieciñstwa.
Nawet my?
Oj, proszê ciê.
To co zrobimy? Wykradniemy siê noc¹..
Ale ty zostañ. Nic nie zrobi³eœ.
Nic nie zrobi³em? wychodzi, ¿e ma³o o mnie wiesz. Ale nie szkodzi. Mo¿e jeszcze zd¹¿ê ci opowiedzieæ przed stosem. Byle nie traciæ czasu. W ka¿dym razie.. w ka¿dym razie jestem doktorem praw obojga i jadê teraz z tob¹ do Centrali broniæ
ciê przed Kongregacj¹. W koñcu ktoœ nawet przy Jezusie pozosta³ do koñca.
powiedzmy, rabbi Johanan.
Zabraniam ci. s³yszysz?
A czy ty kiedykolwiek uznawa³eœ jakiekolwiek autorytety?
Dobrze. Czas ucieka.
Kardyna³ po raz ostatni przechodzi przed pusty ju¿ koœci˘³; klêka przed o³tarzem, sk³ania siê przed dwoma obrazami.
Chwyta w przelocie spojrzenie Jezusa; zdaje siê m˘wiæ: kto ciê tak namalowa³?
Jest ciemno; t¹ sam¹ œcie¿k¹ kiedyœ kardyna³ pêdzi³ owce. Teraz obok wybudowano asfalt; œcie¿ka zaros³a i zb³otnia³a.
Kardyna³ odgarnia ga³êzie.
Pochwalony!!! nie ruszaæ siê. zaraz siê wyjaœni..
To Eminencja...... nie wiedzieliœmy. o, jeœli ³aska...
Szeœciu barczystych ch³op˘w ustawia siê w kolejce
do pierœcienia kardyna³a. Droga wolna.
Minivan czeka pod lasem, na brzegu szosy.
A to kto? Mia³o byæ w pojedynkê!
To m˘j sekretarz. Bez niego nie jadê. Moja eskorta jeszcze nie
zd¹¿y³a odejœæ daleko. To jak?
A niech wam bêdzie - szarpie siê z baga¿nikiem ostrzy¿ony przy
sk˘rze dominikanin w koloratce, przy nim trzeci.
Zaci¹³ siê, cholera. Dobra. Z baga¿ami do œrodka.
Jedziemy?
Ano jedziemy. Masz kompas przy zegarku?
Wychodzi, ¿e na po³udnie.
Mo¿e uda siê ich nam˘wiæ, ¿eby zrobiæ ma³y postoik w Asy¿u.
Asy¿? By³em tam dok³adnie tyle razy, ile musia³em.
Te stosy tandety na straganach.. Wierzy³em g³êboki i nadal wierzê, ¿e gdyby Jezus zst¹pi³ na Ziemiê, to od pierwszego zomowca po¿yczy³by pa³kê, i...
Kupcz¹ wszystkim, nie koñcz¹c bynajmniej na kopii tego m¹drego krucyfiksa, kt˘ry do Franka to owszem i przem˘wi³, ale do lampy w postaci.. no, wiesz, kogo...
Jasne, ¿e potem, jak by³o teremoto, trochê mi by³o przykro. Ale te¿ ciekawe by³o, ¿e te wszystkie ciê¿kie, szacowne bazyliszcza pierwsze pada³y, grzebi¹c ¿ywych ludzi pod szacownymi bry³ami kamienia. A ci, kt˘rych to nie spotka³o, jeszcze im zazdroœcili...
I te¿ zosta³ mi w oczach ten kawa³ek wideo.
Ludzie w bazylice ogl¹daj¹ straty. Nagle coœ siê zaczyna dziaæ. Wszyscy nagle zaczynaj¹ biec ku jednemu miejscu.
Kamera podnosi siê do g˘ry i pokazuje, jak w³aœnie nad tym miejscem sklepienie zaczyna drgaæ, a¿ siê rozpada, by run¹æ w d˘³. W tym miejscu, gdzie oni w³aœnie dobiegli.
Widok smutny, lecz pouczaj¹cy.
Podzielam. Ale..
Ale co?
Znam tam aœramik...
Dobry?
Taki sobie. nawet bardzo.
Rano zrywaj¹ ciê o czwartej. Masz godzinê na medytacjê. Jest tam rezydentny mistrzu, kt˘ry nikogo nie widuje, to ciê nauczy.
Potem jest praca na roli. Maj¹ du¿e, stosunkowo nowoczesne gospodarstwo rolne. Po czternastu godzinach zn˘w medytacja i dobranoc. W œrodku obiad.
A kto tam rz¹dzi?
Dwie baby. Ostre jak turecki pieprz.
Jak przyjdziesz pierwszy raz, nie puszczaj¹ ciê za bramê. Ka¿¹
przyjœæ za tydzieñ. Jak w ojczystym urzêdzie!
I jeszcze, jak siê pojawiasz pierwszy raz, to pierwsze, co pytaj¹, to czy nie jesteœ od konkurencji.
Potem jeszcze... no.
repertuar autoprezentacji i dzia³añ zniechêcaj¹cych maj¹ niew¹ski.
Nastêpnym razem mo¿esz wejœæ, potem nawet zobaczyæ siê z mistrzem.
Oczywiœcie, rezydentem nie zostaje siê od razu, ale przecie¿ jak siê kopie kartofle pamiêtasz; jeszcze mnie korepetycje dasz.
Za mieszkanie do tego trzeba rzecz jasna jeszcze p³aciæ, ale jak ktoœ z takich kraj˘w, jak nasz, to umarzaj¹.
I gdzie to jest?
Jak jesteœ ju¿ w Asy¿u, to musisz pi¹æ siê uliczkami do g˘ry, i wysoko, ponad zamkiem jest szosa numer 444.
T¹ szos¹ ci¹gle do g˘ry, do g˘ry, robisz osiem kilometr˘w.
Potem niestety musisz zejœæ w lewo, na d˘³. i zostaje ci ich jeszcze tylko dalszych kilka.
M˘wisz, ¿eby tam drapn¹æ?
Czemu nie? Jakoœ wytrzymamy..
W ostatecznoœci wytrzymamy tam miesi¹c, a potem...
Potem co?
Nie jest to jedyny aœram nad AsyŸem. He he..
Samoch˘d nie staje. Kiedy stanie, byæ Mo¿e oka¿e siê, ¿e za przyparkingowy wucet ju¿ nie trzeba p³aciæ, a napisy s¹ w paru jêzykach, wœr˘d kt˘rych nie ma ju¿ tego, w kt˘rym kardyna³ od dzieciñstwa zwyk³ ¿o³¹dkowaæ siê na trzodê, kiedy czasem wybra³a
drogê na bli¿sze. Gdzieœ po drodze podzieje siê te¿ czêœæ asysty.
P˘ki co, obaj mê¿czyŸni robi¹ to, co zwykle robi¹ mê¿czyŸni podczas przerw w akcji, szczeg˘lnie tych nieco d³u¿szych.
To znaczy, wariant˘w sensu largo jest wiele. Natomiast, kiedy mê¿czyzna mia³by znaleŸæ czas, ¿eby nadrobiæ wieloletnie, ba, prawiekowe zaleg³oœci w rozklejaniu siê, je¿eli nie pomiêdzy jednym a drugim gromem z jasnego nieba, kt˘rych to grom˘w zapewne
nie posk¹pi zad³u¿ony we wszelkich mo¿liwych bankach wszelkiego mo¿liwego rozwoju scenarzysta?
Dopiero od dw˘ch lat jesteœ kardyna³em. I ju¿ czujesz siê stary?
S³uchaj. Ja mia³em moich hippis˘w. Chodzili po rynku, œpiewali kurwa alleluja, jak to oni. Grzali, strzykali, nazywali to zreszt¹ r˘¿nie. Potem umierali; w˘wczas gadali z udawanym smutkiem, ¿e narkoman ¿yje tylko dwa lata. I najœmieszniejsze, ¿e tak
wtedy by³o.
Czêœæ z nich udawa³o siê nawr˘ciæ. Pewnie teraz w niebie Œwiêty £ukasz, patron drag˘w, ma z nich po¿ytek.. A ja mogê powiedzieæ ci tyle: oni jednak coœ siê przejmowali.
Pamiêtasz ten film...
to by³y czasy! mia³o siê wide³ko na plebanii, mo¿na by³o...
A pamiêtasz te scenê, kt˘r¹ tyle razy ogl¹da³em?
Aha, pamiêtam, ¿e w k˘³ko puszcza³eœ sobie jak¹œ jedn¹ scenê.
Co to by³o?
To by³a w³aœnie ta scena fina³owa. Rzecz dzieje siê na Golgocie. Jak okiem siêgn¹æ, ludzie wisz¹ na krzy¿ach. I nagle poœr˘d lasu krzy¿y rozbrzmiewa piosenka. Po chwili skazañcy jak jeden nuc¹ ch˘rem: zawsze patrz na ¯ycie od jasnej strony. Po prostu
keep smiling.
Na pocz¹tku uwa¿a³em ca³y pomys³ za idiotyzm. Powinienem by³ zmazaæ kasetê i nagraæ sobie.. powiedzmy Jezusa z Montrealu.
Ale ogl¹da³em to w k˘³ko, sam nie wiem czemu. Za kt˘rymœ razem dotar³o do mnie, ¿e to bardzo trafne ujêcie.
I nieraz ¿al mi by³o Pi³ata, kt˘ry mia³ przecie¿ racjê.
Przywlekli znienacka przed niego goœcia, kt˘rego widzia³ po raz pierwszy w ¿yciu i o kt˘rym m˘g³ powiedzieæ na pewno jedn¹ rzecz - by³ to goœæ cholernie k³opotliwy. Czegoœ chcia³, o coœ mu chodzi³o. Przejmowa³ siê tym, nawet bardziej, ni¿ w³asnym ¿yciem.
A on nie chcia³ k³opotu. on po prostu by³ dzisiejszy. Czy to jego wina, ¿e siê urodzi³ dzisiejszy? Powiedz sam.
Coraz bardziej jestem do dzisiaj przekonany o tym, ¿e gdyby Jezus mia³ choæ trochê dzisiejszej subtelnoœci, stan¹³by na wysokoœci zadania i chyba sam by siê ukrzy¿owa³.
Potem czasami patrza³em jad¹c tramwajem na kobiety o przetlenionych w³osach, ze zdebilowanymi do cna udami, œwiec¹cymi na po³y widoczn¹, zamasowan¹ w³aœciwym mazid³em gêsi¹ sk˘rk¹. udami, opalonymi tak r˘wniuœko i czekoladowo, bez kawa³ka zlaz³ej sk˘ry,
kt˘ra by sugerowa³a, ¿e one naprawdê opala³y siê pod prawdziwym s³oñcem i na prawdziwej pla¿y, choæby nad gliniank¹. o ods³oniêtych brzuchach, nie p³askich, jak u dziewcz¹t w Zaletovicach, ale t³ustych i pofa³dowanych od sok˘w, spageti, czekoladowych
batonik˘w tak ma³ych, ¿eby mo¿na je by³o jeden po drugim jeœæ w t³umie, na przystanku, w sali wyk³adowej, nie musz¹c w ¿adnym wypadku i pod ¿adnym pozorem z nikim siê dzieliæ. o g³adkawej cerze, lœni¹cej od kilogram˘w krem˘w Always, Oreal, czy inne
Osram Tungsram na lampie. O.... Dawniej do kupienia by³y odpusty, ale nie uroda, jak wzglêdn¹ by nie by³a ona wartoœci¹.
Moi trawiarze jednak uwa¿ali, ¿e pieni¹dze to nie wszystko, i ¿e s¹ rzeczy, kt˘rych za nie siê nie kupi. Mieli odwagê czuæ siê zagubieni w œwiecie, gdzie ka¿dy zachowuje siê, jakby by³ bilboardem z reklam¹ samego siebie. I Chocia¿ wiem, ¿e moim obowi¹zkiem jest zajmowaæ siê wszystkimi, tak¿e tymi, kt˘rzy o to nie prosz¹, to mam takie uczucie, ¿e do nich B˘g akurat
mnie mniej powo³a³. ktoœ powie, ¿e jestem niedoskona³y i na pewno bêdzie mia³ racjê.
Gdybym przez dziesiêæ lat pomy³ sobie bidety w jakimœ ¿eñskim klasztorze zen, albo po prostu zaj¹³ siê powa¿nie traw¹... albo Mo¿e i grzybkami, Mo¿e zagoœci³by we mnie na dobre Meskalito, czy jak to nazywaj¹ u siebie ¿˘³tki.
Jeszcze niewykluczone, ¿e mnie to nie minie, jak mnie wypierdol¹ ad maiorem diavoli gloriam. To tak nawiasem.
Oczywiœcie, jak bêd¹ mieli jakikolwiek k³opoty, ja nikogo nie opuszczê. jestem dla ludzi, tak jak uwa¿am, ¿e dla ludzi jest Firma, przynajmniej teoretycznie.
A praktycznie?
c˘¿, Firma to my. Cokolwiek zrobimy, ludzie spytaj¹: to wyœcie wszyscy tacy? o kurwa, przyœni³o mi siê, ¿e siê napatoczy³ ¿urnalista z interwju. Taki siê zrobi³em m¹dry, jak na egzaminie z teologii komputerowej.
No, i k³opoty, to teraz mamy my..
My.. dobrzeœ to powiedzia³.
Trawy lepiej przed granic¹ nie wyjmowaæ.. to spr˘bujê sobie pomedytowaæ, potem brewiarz, siusiu.. te¿ jak dadz¹, paciorek i spr˘bujê zasn¹æ. Do zobaczenia w baju hippis˘w.
W˘dz biegnie swoim zwolnionym biegiem. Syn wodza indiañskiego nie umie nawet porz¹dnie biec! Oddala siê w g³¹b ekranu... ale za ekranem dalej istnieje œwiat i zawsze jest jakieœ potem, zawsze bêdzie nastêpne ujêcie. A on nauczy³ siê nieŸle ¿yæ w tej
firmie, jak nikt nie nazywa oddzia³u psychuszki... a John Rambo z niego ¿aden.
Policja zaraz otrzyma meldunek, puszcz¹ psy, Gwardiê Narodow¹.... Mo¿e nawet jakiœ prezydent z jakiejœ Afryki po¿yczy im swojej gwardii prezydenckiej, albo jakiœ specjalny Srom czy inny oddzia³ terrorystyczny bez twarzy....
Suspens jest raczej niegodny Alfreda H. Wszyscy wiemy, co musi byæ dalej.
Wszystko to dzieje siê w ksi¹¿ce. Ksi¹¿ka jedzie w baga¿u kardyna³a obok sekretnego schowka, gdzie drzemie awaryjny zapasik trawy. Baga¿, kardyna³a i K. unosi pojazd, ka¿dego ku jego w³asnemu Nieznanemu, kt˘re zawsze Mo¿e okazaæ siê wsp˘lnym, Chocia¿
nigdy tak staæ siê nie musi. Jedno jest pewne: kardyna³ zdrzemniêty w pozycji zgo³a niemedytacyjnej jeszcze nie zd¹¿y³ nawet ksi¹¿ki otworzyæ.
Ty, gdy dwa lata ubieg¹, mia³eœ siê udaæ do Centrali, by ciê
tam porwaæ jak swego....
To tera gdzie?
My mamy siê zatrzymaæ.. przy via Pfeiffer.
Dwie przecznice od samej Centrali.
I kiedy?
Na dywanik... wychodzi, ¿e jutro rano.
Ale zemsta, choæ leniwa... Do kogo w koñcu? kongregacji,
papie¿a?
Myœlê, ¿e wiadomoœæ ju¿ bêdzie na nas czeka³a.
A nie, to siê zadzwoni. ChodŸmy.
To ChodŸmy. S³uchaj...
Co?
Nie wiem co. Chocia¿.... chyba tym razem masz racjê. Dobra.
bêdziemy mieli chatê, to pogadamy.
Chocia¿ jednak myœlê, ¿e siê doigra³em. Cholera pieprzona, Co
to bêdzie, no co to bêdzie?
S³uchaj, pamiêtasz jeszcze, co nam powtarza³ mistrz: ty tylko
teraz przypadkiem nie zacznij myœleæ.
Usi¹dŸ sobie, pomedytuj. ja p˘jdê siê dowiem wszystkiego.
Kurna, z tego wszystkiego zapomnieliœmy o trawie. gdzie to tu
mo¿na dostaæ?
Dowiem siê od siostrzyczek. To idê.
S³uchaj, medytujesz jeszcze?
Tak. Zaraz skoñczê i chyba p˘jdziemy spaæ, ju¿ bez trawy, bo
tej, co wzi¹³em, nie chce mi siê wyci¹gaæ z mojego elektrycznego kropid³a.. A jutro bêdzie to, co bêdzie.
Jutro bêdzie futro. Papie¿ w niebie!
Nare... cooo takiego? Eee, wszystko jest marnoœci¹.
To kiedy ten dywanik?
Dywanik? Na razie zaraz zaczyna siê konklawe i masz byæ! Bo taki najgorszy ten Papie¿ nie by³ i chyba tylko dlatego oficjalnie nie wisisz. to jeszcze sobie chwilê pomedytuj.
Scena znowu chyba jest akcj¹ wsteczn¹. Rzecz dzieje siê znowu w p˘³mroku i znowu w koœciele. niestety.
Taka Ksi¹¿ka.
W du¿ym, wiejskim koœciele po bokach o³tarza t³ocz¹ siê ministranci. spoœr˘d ich t³umu wyziera znajoma twarz. R˘wnie¿ i twarz celabransa wydaje siê znajoma na analogicznej zasadzie.
R˘wnie¿ i spoœr˘d t³umu wiernych.. i mo¿na jeszcze to ci¹gn¹æ.
Choæ nigdzie nie ma pewnoœci. Jak zwykle w ¿yciu, nie m˘wi¹c o takich powieœciach.
Ewangelia czytana jest z podzia³em na role.
Rzecz dzieje siê w Wieczerniku. Dzisiaj chcia³oby siê us³yszeæ wiêcej o osobie, kt˘ra nie ¿¹daj¹c wiele w zamian co wiecz˘r zapewnia³a tuzinowi ch³opa bezp³atn¹ kantynê. By³by to niew¹tpliwie idealny patron wszystkich sponsor˘w.
M˘wi¹c szczerze, to czytelnika nie czeka tutaj wiele wiêcej, ni¿ to, co znamy z ka¿dej reprodukcji Leonarda.
Darujmy te¿ sobie aluzje do Œw. Jana, kt˘rego niekt˘rzy przedstawiciele niekt˘rych mniejszoœci uwa¿aj¹ za swego patrona...
Sprawa jest, i nie Mo¿e przecie¿ do koñca œwiata czekaæ na encyklikê papiesk¹, kt˘ra nareszcie ³askawa bêdzie j¹ potraktowaæ po prostu powa¿nie. Ale o tym patrz jednak o wiele, wiele ni¿ej, a ja naprawdê, proszê mi wierzyæ na s³owo, nie jestem
skandalistka Manuela G.
Jest Niedziela Palmowa, s³uchamy Ewangelii.
Dochodzimy do momentu, gdy Jezus powiadamia uczni˘w, ¿e jeden z
nich Go zdradzi.
W dzisiejszych czasach naprawdê ma³o kto zwraca uwagê ma s³owa.
Co kto ma zrobiæ, to robi, i c˘¿ Mo¿e pom˘c nazywanie rzeczy po imieniu; przecie¿ rzecz to rzecz, a imiê to imiê.
Natomiast rzecz dzieje siê jednak odpowiedni¹ iloœæ wiek˘w wczeœniej, i pojawia siê pytanie: kto ciê zdradzi.
Piotr i Jan na swoich miejscach pierwszej kategorii pe³ni napiêcia czekaj¹, a¿ padnie odpowiedŸ. Co robi reszta aposto³˘w, sam chcia³bym wiedzieæ. W sumie wieczorny posi³ek pod dachem po dniu, spêdzonym w upale na doœæ intensywnym udzielaniu siê,
jest okazj¹
raczej do relaksu, ni¿ koncentracji. Wiêc naturaln¹ rzecz¹ jest, ¿e nie mo¿na spodziewaæ siê zbyt wiele.
Padaj¹ te s³owa. Obraz znika z ekranu i na ciemnym, nier˘wnym tle pozostaj¹ tylko te litery, wymalowane w zgodzie ze wszystkimi zasadami komputerowego liternictwa. Co masz czyniæ, czyñ szybciej.
Po pewnym czasie, raczej d³u¿szym, ni¿ kr˘tszym, dziarski kuksaniec przywo³uje najm³odszego ministranta do szarej rzeczywistoœci. Z jakichœ przyczyn zabrak³o wina w ampu³ce. Mo¿e to koncelebra, a mo¿e...
Z twarzy znika ca³a metafizyka. Ministrant zrywa siê i wypryskuje w kierunku miejsca, gdzie powinien byæ koœcielny. Koniec ujêcia.
A w³aœciwie... nie jest to ¿aden koniec, tym mniej ¿adnego ujêcia.
Tylko... czy tak niez³omny medytator, jak kardyna³ Butz przyzna³by siê kiedykolwiek, ¿e zasn¹³ podczas medytacji?
Eminencjo. Takie s¹ wyniki. G³osowanie wykaza³o, ¿e dwoma g³osami zaj¹³ eminencja pierwsze miejsce. Nie ukrywam, ¿e milcz¹ca wiêkszoœæ g³osuj¹cych chcia³aby g³osowanie powt˘rzyæ.
Oczywiœcie, do abdykacji nikt ksiêdza kardyna³a nie namawia.
W ka¿dym razie, moim obowi¹zkiem jest przypomnieæ, ¿e dla wybranego przygotowaliœmy kamizelkê z kevlaru dobrej jakoœci.
Na wszelki wypadek.
Jak ten superjezuita zwija oz˘r w tr¹bkê, ¿eby nie u¿yæ s³owa: Papie¿.
Papie¿, czyli - ja?
Chcê zadzwoniæ. I wezwijcie mi tu mojego sekretarza.
Niechby ju¿ przyszed³... mam nadziejê, ¿e on zd¹¿y³ ju¿ tê trawê za³atwiæ...
Oddech galopuje na wyœcigi z têtnem.. uczyli mnie, ¿e kto panuje nad oddechem, panuje nad sytuacj¹, no i odwrotnie.
Dobrze cholera uczyli. To siê chyba nazywa high-beta. Jak po du¿ym kuflu czaju, i Mo¿e jeszcze œrednim speedzie.
K. wreszcie przychodzi.
Jesteœ? S³uchaj, nie mogê siê dodzwoniæ do tej Hameryki.
Czekaj... spoko, zaraz spr˘bujemy jeszcze raz.
....
O jest! Czekaj... jest, jest! prosiæ Kena?
No tak...
Czekaj, czekaj, czekaj...
o kurwa....
Co?
Ken nie ¿yje
Tak w g³owie nie wirowa³o mi po najsilniejszym haszyszu.
Zosta³ jeszcze jeden skrêt. Wêdruje z rêki, do rêki, z ust do ust.
No, w koñcu tak wiele tych ust i r¹k nie ma; mo¿na by³o sobie spokojnie to zadêcie darowaæ.
Jest bez smaku; w tych W³oszech chyba nawet trawê podrabiaj¹.
I koñczy siê ani szybko, ani wolno; po prostu ju¿ go nie ma.
Dok³adnie tak, jak wszystko, co jest ostatnie; Mo¿e z wyj¹tkiem b³yskotliwych refleksji.
W g³owie wiruje ani mniej, ani bardziej. Mog³em usi¹œæ, przymkn¹æ oczy i by³bym w tej chwili w po³owie medytacji. Teraz ju¿ nie ma czasu. Teraz ju¿ siê nie skupiê. Teraz, jak zawsze, za p˘Ÿno. mo¿na tylko wetkn¹æ niedopa³ek za podobiznê Œw. Karola
Boromeusza i otworzyæ okno.
Ken nie ¿yje. S³oñce na niebie idzie swoj¹ drog¹.
Okno nie jest du¿e, a s³oñce ma ju¿ za sob¹ p˘³metek. Butz wietrzy pok˘j i sam oddycha. S³oñce przyci¹ga jego wzrok. Powoli, stopniowo kieruje na nie oczy, by mocno przywrzeæ doñ wzrokiem, kt˘rego nie spuszcza przez parê d³u¿szych moment˘w.
K. zna go stosunkowo najlepiej, ale chyba i on nigdy jeszcze nie widzia³ ani jego, ani nikogo, wpatruj¹cego siê w s³oñce tak nieustêpliwym, natarczywym wzrokiem.
W koñcu kardyna³ powraca. Zaczyna zrzucaæ z siebie...
d³ugo by opowiadaæ, w ka¿dym razie zostaje w koszulce i kr˘tkich majtkach. Chyba dobrze, ¿e zrezygnowa³, tylko szkoda, ¿e przy okazji sczubkowa³. A w³aœciwie to wprost przeciwnie. £atwiej bêdzie go zawiesiæ. Teraz coœ pr˘buje z siebie wyb¹kaæ..
Dajcie no tu tê kamizelkê.
Oczywiœcie. Kamizelkê nak³ada siê pod sp˘d.
Jak ka¿dy g³upi by zgad³, na placu nie wsadzi³byœ szpilki.
Kardyna³ staje w oknie. Zaraz w³¹cz¹ mikrofon. Najgorsze, ¿e teraz trzeba coœ powiedzieæ.
ju¿ nie trzeba. Z t³umu porywa siê okrzyk. Powtarzaj¹ wszyscy jedno s³owo. Kardyna³ po raz pierwszy chyba w ¿yciu cieszy siê, ¿e nie zna ¿adnego jêzyka obcego. Ktoœ na dole chwyta w obie rêce mikro-UZI.
Karabinierzy cierpliwie czekaj¹, a¿ skoñczy magazynek, ale on ostatnie kule kieruje w t³um... wiêc ju¿ musz¹ wyrwaæ mu rozpylacz i zapud³owaæ.
Kamizelka rzeczywiœcie dobra. Ani kropli krwi. Tylko jakby Tyson uraczy³ dubeltow¹ seri¹ cios˘w.
K. pochyla siê nad Butzem.
Co oni krzyczeli?
To po ichniemu znaczy: Judasz.
WeŸcie mnie pod rêce.
Masz d³ugopis..
Napisz mi po w³osku na kartce... dyktujê ci.
Ja jestem Papie¿ Judasz II. Napisa³eœ? Dobrze. To teraz w³¹cz mikrofon i przeczytaj tak, ¿eby ciê nie by³o widaæ.
Nad placem niemilkn¹ca cisza. Mysz nie pierdnie.
¯egnaj trawo.
I co, masz go?
ju¿, zaraz... czekaj, o, o, zg³osi³ siê. Co mu powiedzieæ?
Ja ju¿ siê trochê poduczy³em. daj mi s³uchawkê, spr˘bujê sam.
Galot? Poznajesz m˘j g³os. Œwietnie. Co u ciebie s³ychaæ?
Co u mnie s³ychaæ? W³aœciwie mi siê upiek³o. A prawie ju¿ zrobili mi to samo, co tobie.
Ale wywin¹³em siê.. Z deszczu pod rynnê, hehehe! To teraz
s³uchaj.
Informacja dla ciebie jest taka. mo¿esz wr˘ciæ do ostatniej swojej rezydencji. Papie¿ ciê odwiesza. Ale: z jednym zastrze¿eniem. Do dw˘ch miesiêcy masz pojechaæ do Rzymu. Nie do Kongregacji Do Spraw. Do papie¿a.
Tak zdecydowa³ Papie¿. Czyli ja. Judasz II, tak. Dobrze
s³ucha³eœ dziennika. To siê trzymaj ciep³a.
Aha, zapomnia³em, Martini ciê pozdrawia. te¿ nieŸle, Chocia¿ trochê prze¿uwa, bo siê odrobinê napali³ na sto³eczek.
Szanse mia³, ale stary by³. Zreszt¹, paru dobrych ludzi go podpuœci³o, nie ma co ukrywaæ. Dojdzie do siebie, to te¿ go wezmê do galopu. Batiolli, niestety, nie doczeka³. To teraz ju¿ naprawdê trzymaj siê ciep³a. Papie¿ te¿ cz³owiek i nie
lubi siê powtarzaæ.
I tak za³atwi³em pierwsz¹ sprawê bie¿¹c¹ w historii mego
pontyfikatu.
I jak prezentuje siê Firma od œrodka? Najlepiej zacznij od kondycji finansowej.
Niestety, okazuje siê chyba, ¿e faktycznym Ÿr˘d³em utrzymania Firmy s¹ de facto datki. Przemyœlik by³, robili tam nawet gumki... Ale dziœ daje to straty i nic wiêcej.
I co dalej?..
Zosta³y datki, ofiary i tak dalej. W sumie najwiêkszy problem w tym, ¿e to Ÿr˘d³o dochod˘w, ongiœ ca³kiem obfite, od prawie æwieræ wieku wysycha sukcesywnie. Niestety, wi¹¿e siê to z fluktuacj¹ popularnoœci Firemki.
W wiadomym kierunku.
To ja ju¿ siê tym zajmê.
Wywiad, udzielony przez kardyna³a Butza w parê dni po wyborze
na papie¿a.
Co Wasza Œwi¹tobliwoœæ czuje?
Chyba mleko przypalili. Ale to wszystko z radoœci.
Czy wyobra¿a³ sobie Wasza Œwi¹tobliwoœæ taki w³aœnie fina³
konklawe?
Nie ca³kiem. Ale B˘g mia³, jak zwykle, inne plany.
Czy prawd¹ jest, ¿e na kardyna³˘w pad³ blady strach, i nawet podobno namawiano Wasz¹ Œwi¹tobliwoœæ do abdykacji?
A ja im: long way to Stuperery; kochani, to dopiero pocz¹tek.
Jak wiêc wyobra¿a sobie Wasza Œwi¹tobliwoœæ sw˘j pontyfikat?
No c˘¿, wszystko jest w rêku Boga.
Czy bêdzie Wasza Œwi¹tobliwoœæ pisywaæ encykliki?
O taaak, caaa³e mn˘stwo.
Czy przewiduje Wasza Œwi¹tobliwoœæ reformy?
Dlaczeg˘¿by? Zajmê siê sprawami bie¿¹cymi, no i normalizacj¹.
Nie bêdzie zatem papieŸa-reformatora?
Bêdzie papieŸ-normalizator.
A w³aœnie. 0 to od dawna chcia³am zapytaæ.
Czy dalej nie bêdzie siê dawa³o zwolnieñ ze œwiêceñ?
Czy kap³an, kt˘ry siê zakocha w kobiecie i zapragnie ju¿ jako osoba œwiecka œlubowaæ jej mi³oœæ i wiernoœæ przy o³tarzu, dalej bêdzie otrzymywaæ w nagrodê za szczeroœæ do¿ywotni zakaz przystêpowania do sakrament˘w?
Sytuacja bêdzie znormalizowana.
To znaczy?
Wr˘ci do stanu sprzed lat dwudziestu. Czy to dla pani postêp?
No dobrze... A odwieczny problem gumowy?
Czy pokolenia kobiet dalej bêd¹ mrzeæ wskutek nielegalnych
skrobanek?
Sytuacja bêdzie znormalizowana. nic ponadto.
Dzieci z prob˘wki zostan¹ zalegalizowane. Dziecko to jest
dziecko, ono po prostu niczemu nie jest winne. Aborcji nie uznamy nigdy. Do tego stopnia, ¿e jesteœmy gotowi zalegalizowaæ te œrodki antykoncepcyjne, kt˘re nie zabijaj¹ zygoty po po³¹czeniu gamet, no, i oczywiœcie nie szkodz¹ zdrowiu, a to z czystego
pragmatyzmu.
Wiêc za aborcjê dalej bêd¹ wyklinaæ?
I jak d³ugo tak bêdzie?
Nie jesteœmy dzieæmi.
Ja wiem, ¿e ¯ycie p˘jdzie swoj¹ drog¹. Ludzie bêd¹ rodziæ siê i umieraæ, i ju¿ wiadomo, ¿e bêd¹ dalej zabiegi i dalej bêd¹ ekskomuniki. Ktoœ Mo¿e to tak uog˘lniæ, ¿e i jedno, i drugie jest dla ludzi.. Z t¹ ma³¹ r˘¿nic¹, ¿e ekskomunikê mo¿na cofn¹æ.
M˘wiê tu o tych osobach, kt˘re jeszcze siê ni¹ przejmuj¹.
Natomiast, bêdziemy popieraæ rozwi¹zania, polegaj¹ce na urodzeniu dziecka i szybkim oddaniu go do adopcji. Tym siê zajmuj¹ ju¿ od pewnego czasu pewne oddolne organizacje, z tym ¿e maj¹ one doœæ du¿e trudnoœci w pokonaniu bariery obyczajowej, a czasami i
formalnej.
To ju¿ s¹ zreszt¹ kwestie szczeg˘³owe.
Co do tej i paru innych, zapewne o wiele ciekawszych i bardziej inspiruj¹cych duchowo spraw, polecam lekturê moich bulli oraz najbli¿szej encykliki.
Bêdzie siê nazywa³a: Laudetur Iesus Christus, pani sobie zapisze, ¿eby nie zapomnieæ, Laudetur Iesus Christus.
Wywiad, jakoby udzielony przez Jego Œwi¹tobliwoœæ Judasza II w kolejn¹ rocznicê pontyfikatu; rozpowszechniany bez autoryzacji.
Dlaczego kobieta nigdy nie dost¹pi kap³añstwa?
Hm, to jest z³o¿ona sprawa. Do dziœ krzy¿uje siê wiele argument˘w ideowych, czêsto te¿ argumenty ideowe krzy¿uj¹ siê z merytorycznymi.
Zwykle wychodzi siê z za³o¿enia, ¿e Jezus by³ mê¿czyzn¹. Ktoœ m˘g³by odrzec, ¿e w tych czasach ktoœ, kto chcia³ byæ wys³uchany, musia³ byæ mê¿czyzn¹. Gdyby dajmy na to, Jezus ¿y³ w czasach matriarchatu, musia³by z ca³¹ pewnoœci¹ przyjœæ nas œwiat jako kobieta.
Zaœ sam B˘g, nie posiadaj¹c cia³a, jest istot¹ transgendrow¹, i kategoria p³ci do Niego siê po prostu w og˘le nie odnosi.
Wreszcie, kap³ani nie s¹ nastêpcami Jezusa, lecz aposto³˘w, kt˘rych towarzyszk¹ by³a Maryja.
Wiêc bêdziemy tutaj stanowiæ wedle naszych sumieñ, maj¹c na wzglêdzie dobro wiernych.
Czy trudno jest przemawiaæ w Bo¿ym imieniu?
Tak m˘wi³o siê dawniej. Dzisiaj ju¿ wiemy, do czego zdolni byli w³adcy, mieni¹cy siê Bo¿ymi pomazañcami, i w³adze wykonawcze pañstw, dzia³aj¹ce z mocy konstytucji, zaczynaj¹cych siê od s³˘w W imieniu Boga. Ja sam mawiam, ¿e to, co robimy i m˘wimy,
miejsce ma w obliczu Boga. To znaczy bardzo du¿o. Nie jesteœmy sami ani przez sekundê. B˘g na nas patrzy. Widzi wszystko, i za wszystko jesteœmy przed Nim odpowiedzialni. Polecam zawsze tê refleksjê ludziom, pe³ni¹cym jakikolwiek urz¹d. W³adza nie musi
pochodziæ od Boga, je¿eli w og˘le mo¿e, ale dokonuje siê w Jego obliczu i ma³o by³o do dzisiaj mê¿˘w stanu tak uczciwych, aby mieli odwagê wpisaæ to do swej konstytucji.
To tyle na ten temat. Czy na pewno z tym w³aœnie pytaniem
do mnie dziœ pani przysz³a?
Ja pani¹ pamiêtam z pierwszego wywiadu, i wiem, jaka jest
pani.. orientacja.
Tak. Chcia³am zapytaæ... Jaki jest Waszej Œwi¹tobliwoœci idea³
osobowy?
Co do samego, Boga, to do koñca ¿ycia Bogiem siê nie stanê; wiêc B˘g nie jest moim idea³em.
Choæ mo¿e i szkoda. Jeœli przeœledzimy, jak zmienia siê Bo¿a postaæ od Ksiêgi Rodzaju po wizje Boga w ukazaniu dzisiejszej, ¿ywej tradycji, to mo¿emy zobaczyæ, jak olbrzymi¹ pracê nad Sob¹ wykona³a ta Istota.
Ale to zupe³nie na marginesie.
Wiêc B˘g nie jest moim idea³em.
Gdybym uznawa³ jakiekolwiek ziemskie autorytety, by³by nim biskup Tutu.
No c˘¿, jego synowi te¿ przytrafi³o siê nieszczêœcie; bardzo mu w˘wczas wsp˘³czu³em..
Oczywiœcie, gdyby moja ¿ona z synkiem nie zginêli w wypadku, nie by³oby mnie tu teraz.
By³a to dobra kobieta i czêsto wracam do niej myœlami.
Na pewno te¿ fakt, ¿e j¹ spotka³em, zawa¿y³ na moim ¿yciu.
Pamiêtam jeszcze ten dzieñ. By³o to bardzo dawno...
Tak... Nigdy nie uznawa³em ¿adnych autorytet˘w.
¿adnych ziemskich autorytet˘w.
Opowiadaj¹ o dziennikarce, ¿e potem, wracaj¹c z wywiadu, kaza³a kierowcy skrêciæ w boczn¹ uliczkê; by³ tam jakiœ koœci˘³. Przy wejœciu sta³ goryl; w³aœnie jakaœ dystyngowana zreszt¹ para chcia³a wejœæ, bo by³ œlub. Goryl by³ nieugiêty; suknia wieczorowa
pani nie siêga³a kolan!
Wtedy ona w swojej mikrosp˘dniczce i dekolcie po kolana wbi³a mu siê znienacka pod pachê, wtran¿oli³a do koœcio³a i poza kolejk¹ chlup na kolanka do konfesjona³u!
Œmiszna historia.
r˘¿nie te¿ m˘wili o tym, co potem siê z ni¹ sta³o.
Faktem jest natomiast, ¿e wzmiankê o podobnym wydarzeniu
znajdujemy w ¿yciorysie za³o¿ycielki ¿eñskiej ga³êzi zakonu
judait˘w.
Akcja wsteczna
Rzecz dzieje siê w Medjugorje.
Butz jest o wiele m³odszy. Wygl¹da na kleryka, czy diakona.
Z przystojn¹ animatork¹ pod rêkê oprowadza po miejscach,
upamiêtnionych objawieniami, grupê mumink˘w.
Dochodz¹ do krzy¿a, wystawionego w jednym z tych miejsc.
Grupa zatrzymuje siê, Butz, z trudem oderwawszy uwagê od animatorki, objaœnia, dlaczego krzy¿ zbudowano w³aœnie tutaj.
Ktoœ z grupy pyta: co oznacza ten krzy¿?
Butz z westchnieniem rezygnacji powtarza: Kiedyœ w³aœnie w tym miejscu objawi³a siê Matka Boska.
-A po co œwieczki?
Jeszcze g³êbsze westchnienie.
Butz, oczy wznosz¹c do nieba, t³umaczy nastêpnie "jak komu dobremu", ¿e œwieczki przynosz¹ nabo¿ni p¹tnicy z ca³ego œwiata, stawiaj¹ tu i zapalaj¹.
W Jugos³awii nie jest ³atwo o wodê i wszêdzie widaæ tabliczki, ¿eby zapalonych œwiec nie stawiaæ. Jak widaæ, nie ka¿dy umie czytaæ.
-A po co gaœnica?
Faktycznie, w drzewce krzy¿a wbity jest solidny gw˘ŸdŸ, na gwoŸdziu wisi gaœnica.
Butz wyjaœnia raz jeszcze, ju¿ z min¹ obdzieranego ze sk˘ry mêczennika.
Tak jak m˘wi³em, ludzie, wbrew zakazom, z wdziêcznoœci pal¹ takich miejscach œwieczki dla Matki Boskiej. Sami widzicie, ¿e krzy¿ jest w wielu miejscach popalony; tutaj jest susza, zreszt¹ w ca³ej Jugos³awii trudno jest o wodê, i krzy¿ parê razy ju¿ siê
pali³.
Dlatego w³aœnie ktoœ pomyœla³ i zamiast kolejnej partii œwieczek ufundowa³ gaœnicê do gaszenia ognia, ¿eby ten krzy¿ siê ju¿ nie pali³.
Ktoœ z grupy, wygl¹daj¹cy na szczeg˘lnie typowego muminka, w tym momencie wystêpuje z odkrywczym pytaniem: Co znaczy krzy¿?
Animatorka, trzymaj¹c Butza pod rêkê, przychodzi mu w sukurs, rzucaj¹c przez ramiê: a ty co, na religiê nie chodzi³eœ?
Butz szybko, odruchowo, wyjaœnia, ¿e krzy¿, pami¹tka mêki Chrystusa i znak sprzeciwu, dzisiaj oznacza Firmê. Na sekundê milknie, niejako zdezorientowany, po czym, usi³uj¹c ukryæ zmieszanie, og³asza czas wolny do obiadu.
Kamera oddala postaæ Butza, stoj¹cego nieruchomo pod krzy¿em.
Nastêpnie klêka przed krzy¿em, siada na piêtach, nie pochylaj¹c siê; tak nieruchomieje.
Mowa obroñca kardyna³a Butza przed Kongregacj¹
(nigdy nie wyg³oszone; przewidziana do wyg³oszenia po przyjeŸdzie do Centrali, prawdopodobnie niedokoñczone).
autorstwo: doktor prawa kanonicznego K.
Przeœwiêta Kongregacjo!
Stawiam siê pos³usznie przed Waszym obliczem jako wierny
poddany Firmy i dzieciê Bo¿e.
Od dw˘ch lat z ³aski Ojca Œwiêtego jestem kardyna³em.
Stanu duchownego nie wybra³em od razu. Kszta³ci³em siê, by³em artyst¹. Malowa³em, by daæ ludziom radoœæ i wytchnienie. Moje obrazy cieszy³y siê wziêciem prawie takim, jak niejakiego Adama Chmielowskiego.
Potem jednego dnia zniszczy³em je wszystkie, pozostawiaj¹c tylko dwa; te dwa ofiarowa³em mojej parafii, w kt˘rej by³em ochrzczony.
Oba przestawiaj¹ Jezusa na weselu w Kanie Galilejskiej.
Nie jest prawd¹, ¿e Jezus ubrany jest jak hippis. Nosi d³ugie w³osy, lecz nie odbiega to od sposobu przedstawiania Jezusa w ikonografii. Tañczy, poniewa¿ tak w³aœnie zachowywa³ siê na weselu, o czym zaœwiadcza Ewangelista.
Wysuwanie tezy, ¿e Jezus podczas wesela zachowa³ wstrzemiêŸliwoœæ od œmiechu i tañca jest niezgodne z Pismem Œwiêtym.
Co prawda nie jest to wykluczone, ale by³oby to samo w sobie na tyle godnym uwagi cudem, ¿e Ewangelista z ca³¹ pewnoœci¹ o tym by³by wspomnia³. Twierdzenie zatem, ¿e Jezus nigdy nie tañczy³ ani siê nie œmia³ nie tylko jest dowodem braku rozumienia, ale
jest samo herezj¹ i zas³uguje na potêpienie.
R˘wnie¿ i drugi obraz, Jezus Rozeœmiany, nie r˘¿ni siê a¿ tak wiele od popularnego w naszej ikonografii Jezusa frasobliwego.
Dlaczego poszczeg˘lni Papie¿e, rozdzielaj¹c b³ogos³awieñstwo Piotrowe, darz¹ œwiat uœmiechem, a Jezus mia³by byæ tego prawa pozbawiony?
Nie jestem i nigdy nawet w u³amku nie bêdê tak doskona³y, jak Jezus. Dlatego nigdy nie przestawa³em z celnikami. Natomiast opiekowa³em siê narkomanami, hippisami, ludŸmi, kt˘rzy dali siê skrzywdziæ losowi, gdy¿ im R˘wnie¿ nale¿y siê od Boga to, co
ka¿demu, z t¹ jedynie r˘¿nic¹, ¿e czasami Mo¿e zabrakn¹æ r¹k, przez kt˘re to i do tych ludzi trafi. A przecie¿ nie s¹ oni dzieæmi Bo¿ymi w mniejszym stopniu, ni¿ ci, kt˘rzy wstawszy co rano, kupuj¹ gazetê i przegl¹daj¹ kursy akcji......
Ludzie tacy s¹, ¿e po prostu dbaj¹ o siebie, a przecie¿ ktoœ musi przegrywaæ, marzn¹æ, g³odowaæ i znosiæ ludzkie odrzucenie.
Tak jest zbudowany œwiat; i takim rozezna³em moje powo³anie.
Mamy jeszcze chwilê czasu..
Tak. Za chwilê bêdzie spotkanie z kombatantami.
A to kto? aha..
Koœci˘³ to my. oczywiœcie. nale¿y im siê.
I s¹ ca³y czas potrzebni. I trzeba im powiedzieæ...
W³aœnie, co?
Od razu og³osi siê amnestiê - dla ksiê¿y, kt˘rzy nie mogli uzyskali zwolnienia od œlubowañ, zamê¿nych rozwodnik˘w, i kogo jeszcze...i tak zreszt¹ trzeba pogodziæ siê i przeprosiæ, z kim siê da.
By³ czas, ¿e siê m˘wi³o: non possumus.
Wtedy by³ na to czas. I s³ysza³eœ od m¹drych, dobrych ludzi: wy to chcielibyœcie wszystko od razu.
W najlepszym razie. bo jeszcze lepsi i m¹drzejsi to..
No tak.
I w koñcu oni nawet mieli tê racjê, wiêc ³yka³eœ ¿abê, uœmiecha³eœ siê, dyg i w ty³ zwrot, a w duchu: kochani, je¿eli od razu to dla was znaczy trzy dekady, czyli prawie dwa pokolenia, a wszystko dla was znaczy traktowanie ludzi po ludzku, tak ¿eby
chocia¿by ten nieszczêsny ksi¹dz, kt˘ry siê zakocha³, m˘g³ ju¿ nie tak, jak chcieli oni, ale przynajmniej uzyskaæ zwolnienie ze œlub˘w, jak przez pierwsze dwa tysi¹ce lat, no powiedzmy bez dwudziestu dwu, zamiast s³awetnego owczego biletu, je¿eli to tak
jest, to zaprawdê, Ÿle siê dzieje w pañstwie Bo¿ym. Zreszt¹, po co siê przejmowaæ; zawsze jest jeden znakomity system alarmowy: kamienie wo³aæ bêd¹.
To by³ cholerny okres. Jakiemuœ biskupowi siê nie podoba³o i poszed³ nas emeryturkê. I natychmiast zaczêli podpisywaæ jakaœ oddoln¹ petycjê, ¿e skorumpowany dostojnik, itpd.
Niepos³uszny to on by³, ale on i korupcja?
Œwiêty Jan XXIII powiada³... no, wiesz, co.
To tylko nasze pogl¹dy?
To tylko nasze pogl¹dy.
A za PiusaXIII zrobi³o siê tak, ¿e byle r˘¿nica pogl¹d˘w wywo³ywa³a takie skakanie sobie do oczu, ¿e naprawdê czasami sobie myœla³em: ju¿ jesteœmy poganami. Duch Œw. uci¹³ sobie drzemkê.
Ciekawe, czy siê obudzi, zanim Firma siê rozpadnie. Naprawdê siê ba³em, ¿e jesteœmy tacy s³abi.
A dzisiaj?
Nie chce o tym teraz m˘wiæ.
Po tym wszystkim pozosta³o wiele nieciekawych rzeczy, i damy sobie czasowo spok˘j z kanonizacj¹ Giordana Bruna i Jana Husa, jakiego wra¿enia by na opinii publicznej nie czyni³a, natomiast naprawianie krzywd zaczniemy nie od idei, ale od ludzi, poczynaj¹c
od tych, kt˘rzy jeszcze s¹ ¿ywi.
Wiêc bêdzie w tym wzglêdzie tak, jak oni chcieli, i jak my chcieliœmy, kiedyœmy do nich nale¿eli, je¿eli to o to ci chodzi; bo ja przecie¿ pamiêtam, za co kiedyœ nas obili.
P˘ki jeszcze nie przeminie pamiêæ o roku dwutysiêcznym, og³osimy amnestiê dla wszystkich, kt˘rzy jeszcze siê przejmuj¹, p˘ki jeszcze tacy s¹.
Wszystkie postulaty i wyzwania bêd¹ rozpatrywane indywidualnie, i nic automatycznie. Dla przyk³adu, poszerzymy uprawnienia diakon˘w, przy okazji nazwiemy to diakoni¹ szczeg˘ln¹ i pozwolimy im odprawiaæ mszê, ale ka¿emy z³o¿yæ œlub pos³uszeñstwa. To naturalne; Œw. Franciszek te¿ by³ diakonem. Potem wyœwiêcamy pr˘bn¹ partiê diakonis, i zobaczymy, jak sytuacja siê rozwinie.
Amnestia w ka¿dym razie bêdzie, w sumie tak, jak oni sobie ¿yczyli.
Ale oni bêd¹ chcieli wiêcej. i to w³aœnie po swojemu. To oni.
Mo¿e oni maj¹ racjê?
Mo¿e maj¹.
Tak, racjê to oni maj¹.
Wiêc zaraz bêdzie ta audiencja, potem nastêpna i jeszcze nastêpna. Ale jeszcze nie teraz. Dopiero za chwilê.
Z Martinim chyba siê uda³o..
Kongregacja bêdzie mia³a nowego prefekta. Tylko czy on sobie poradzi ze swoimi w³asnymi urzêdnikami?
Ju¿ na samym pocz¹tku bêdzie mia³ za bojowe zadanie zaj¹æ siê pewn¹ rozg³oœni¹ radiow¹ w pewnym kraju..
W tym Mediolanie sz³o mu ca³kiem nieŸle... zobaczymy. I na to ci by³ potrzebny ten czas?
S³uchaj.... czy mo¿esz mi o tym opowiedzieæ? Ty znasz..
I m˘wili, ¿e natychmiast przylecia³a do ciebie ta Portugalka..
Ile ona w koñcu ma lat.. Ko³o wieku.
Objawienie.. ja ci o tym nie m˘wi³em.
Ale jest.
Ta najstarsza Portugalka zreszt¹ nie jest jedyna...
To nie jest bynajmniej nieznane, choæ owszem tajne. Przekazuje siê to zawsze po kolejnym odbytym konklawe i ka¿dy Papie¿..
I c˘¿ ma staæ siê z Firm¹?
A jak ty sam wyobra¿aæ sobie jej przysz³oœæ?
Wysil przez chwilê swoj¹ s³ynn¹ inteligencjê i powiedz mi, do czego doszed³eœ.
Hm... ¿e po œmierci PiusaXIII nast¹pi trudny okres.
Do g³osu dojd¹ masy reformatorskie, zw³aszcza laickie. To s¹ normalni ludzie, kt˘rzy w swym ¿yciu musieli sprawdzaæ siê w zarz¹dzaniu, planowaniu, kierowaniu firmami i partiami. Wiêc oczekuj¹, ¿e Firma bêdzie normalnie, sensownie dzia³aæ, po prostu jak
szanuj¹ca siê firma. Dla nich jest to naturalne. I bêd¹ chcieli w przeci¹gu miesiêcy nadrobiæ dwie dekady zaleg³oœci.
Drug¹ frakcj¹ bêd¹ fundamentaliœci. Nie wiem, kto stanie na ich czele.
Mo¿e ten dziarski kardyna³, co podobno powiada³ o buddyzmie: spirytualny erotyzm, a z kt˘rym o ma³o i my... No, wiêc co do tego zobaczymy.
Chocia¿, oni bêd¹ chyba najgroŸniejsi. PiusXIII jeszcze za ¿ycia chcia³ zrobiæ jedn¹ jedyn¹ reformê: zlustrowaæ Inkwizycjê, od paru wiek˘w nazywaj¹c¹ siê wszak zupe³nie inaczej, o wilku mowa. I podni˘s³ siê taki ryk, ¿e Inkwizycja to by³y prawie takie anio³y w ludzkim ciele, i parê innych tekst˘w tego typu, kt˘rych wsp˘lnym mianownikiem by³o po prostu to, ¿e papie¿ nie wie, co m˘wi. I to wszystko w cudzys³owie oddolnie. Vox populi vox culi.
Pius by³ w og˘le jako cz³owiek niezwykle uparty, ale nawet on nie powa¿y³ siê wtedy im rzec: jak papie¿ m˘wi, to siê s³ucha. Sam fundamentalista, wiedzia³, co czego oni s¹ zdolni. Galot grzecznie da³ siê zes³aæ na pustyniê, z tamtymi nawet nie pr˘bowa³.
Tak, ¿e kroi siê nieŸle.
Bêdzie jeszcze, jak zwykle, jedna frakcja. Centrum, kt˘re za wszelk¹ cenê nie bêdzie siê anga¿owaæ w cokolwiek - i ani siê zobaczy, jak zostanie samo, i jeszcze pewnie w mniejszoœci.
I roz³am got˘w.
W tej sytuacji Papie¿ nie bêdzie wiedzia³, kt˘ry od³am poprzeæ, staj¹c na jego czele, i tym samym pozosta³e wyklinaj¹c. I rozwi¹¿e to tak, ¿e jak bêdzie m˘g³, pomo¿e im rozstaæ siê w mo¿liwej zgodzie, a spe³niwszy sw¹ ostatni¹ misjê, sam abdykuje. nastêpnego ju¿ nie bêdzie.
Ja siê œmiejê czasem z r˘¿nych przepowiednio, ale, kiedy PiusXIII wstêpowa³ na tron, to by³o takich parê, ¿e w³aœnie on jest przedostatni.
No, wiêc nastêpnego ju¿ nie bêdzie.
A co bêdzie?
Pozostanie parê odrêbnych i sk³˘conych denominacji katolickich,
rozpadaj¹cych siê dalej. Dwadzieœcia lat odk³adania reform na p˘Ÿniej przez bielutkiego od st˘p do g³˘w, zawsze uœmiechniêtego, uwielbianego przez dzieci i g˘rali PiusaXIII srodze zaprocentuje... no, to ju¿ s¹ oceny.
Znakomicie. Naprawdê podziwiam twoj¹ przenikliwoœæ. Dok³adnie to samo us³ysza³em od niej..
Czyli, ¿e znam siê trochê nas kobietach?
No, tak to te¿ mo¿na uj¹æ.
I c˘¿ stanie siê dalej?
Na koniec znajdzie siê grupa nacisku, kt˘ra spr˘buje wprowadziæ coœ na kszta³t wewnêtrznego konkordatu interkomunijnego, tak, ¿eby dany wyznawca jakiejkolwiek religii katolickiej m˘g³ wejœæ do ka¿dego koœcio³a katolickiego i przyst¹piæ do sakrament˘w, bez ekstra pytañ
.
Urzêdnicy m˘wili na to... decentralizacja..
Czy to bêdzie a¿ tak strasznie z³e?
Mo¿e taki po prostu jest plan Bo¿y?
Bo przecie¿ na tym siê skoñczy?
A moje VaticanumIII?
By³ okrêt, kt˘ry zwa³ siê Eclesia - homilia papieska,
rozpowszechniana jako list pasterski
Dzisiejsze czytanie przypomina nam o historii potopu, kt˘ry
zalewa³ œwiat, i historii Noego, kt˘ry zaufa³ Panu.
Jest to stara historia i prawdziwa. tak¿e i my mamy wiarê w Panu i dlatego nasza niemniej prawdziwa historia zaczyna siê tak: by³ okrêt, kt˘ry zwa³ siê Eclesia. R˘¿ne wichry ma za sob¹ przed sob¹, ale do dziœ myli³o siê dok³adnie tylu, ilu uwa¿a³o, ¿e
ju¿ nied³ugo pozostanie tylko parê belek, unosz¹cych siê poœr˘d wezbranych ba³wan˘w. To siê nigdy nie zmieni.
Jeszcze jest B˘g nie niebie, a pod niebem jeszcze jesteœmy my.
przecie¿ po coœ tutaj jesteœmy, prawda?.
Moi drodzy, wszyscy, kt˘rzy jeszcze mnie s³uchacie i czytacie i jeszcze przy mnie jesteœcie, proszê wasz dzisiaj o jedno.
Zostañcie.
Pamiêtacie z czytania historiê Arki Noego. Mawia siê coraz czêœciej, ¿e Firma jest, bywa³a, tak¹ ark¹ w trakcie przebudowy na pancernik Potiomkin. Pok³ad coraz bardziej obrasta pancerzem, a poszycie coraz bardziej cieknie.
Tak bywa³o. Tak byæ nie musi.
Po to s¹ nasze rêce, ¿eby ju¿ nikt nigdy nie uton¹³. Zejdziemy na sam sp˘d, do samych zêz. Naprawimy wszystko od samej stêpki po czubki maszt˘w. Kiedy¿by, jeœli nie teraz. Kt˘¿by, jeœli nie my.
Nie usi³ujê od was wycyganiæ jakichœ kolejnych dziewiêædziesiêciu dni; ju¿ jest dzisiaj i nie ma na co czekaæ.
Proszê, zostañcie.
---
Dziennikarz rozmawia z siwiej¹cym mê¿czyzn¹ ko³o czterdziestki.
Pytanie ju¿ tradycyjne. Kiedy spotka³ obecnego papie¿a. I tradycyjnie zaczyna wiæ siê opowieœæ.
To by³o wtedy. By³em salezjaninem, opiekowa³em siê narkomanami.
Pomaga³o mi z pocz¹tku niewielu, potem by³o ich nieco wiêcej.
Ale.. wœr˘d nich by³a ona.
Kocha³em j¹, zreszt¹ dziecko by³o ju¿ w drodze. prawie jak z Abelardem i Heloiz¹.
No i napisa³em pismo, ¿e proszê o zwolnienie ze œlubowañ i ¿e oddajê siê do dyspozycji zwierzchnoœci.
W tempie ekspresowym, jak na ten urz¹d, przysz³a odpowiedŸ. owczy bilet.
tak to w˘wczas nazywano.
Traci³em prawo do przystêpowania do jakichkolwiek sakrament˘w. Nawet homoseksualiœci i tak zwani grzesznozwi¹zkowcy je mieli, oczywiœcie w pewnym zakresie. A mnie je odebrano.
Pr˘bowa³em sobie t³umaczyæ, tylu ludzi robi co chce i gdzieœ ma spowiedŸ i resztê tej szacownej sp˘³ki.
Ale przecie¿ ja bynajmniej do nich siê nie zalicza³em. zastanawia³em siê, co ze sob¹ zrobiæ. coraz bardziej ¿a³owa³em, ¿e ¿yjê.
Wtedy ktoœ mi poradzi³. Iœæ do spowiedzi. za wszelk¹ cenê.
By³ pierwszy pi¹tek. Podchodzê do konfesjona³u, klêkam i zagajam, tak a tak, przeszkody takie i takie i proszê o spowiedŸ.
W drugim koœciele tak samo. w trzecim te¿.
Po kilkunastu pr˘bach, kiedy ju¿ zrozumia³em, ¿e moja pielgrzymka trwaæ tak bêdzie do koñca ¿ycia, trafi³em do koœcio³a.. w ka¿dym razie, zdarzy³o siê to, ¿e z krat kt˘regoœ z rzêdu konfesjona³u pad³y s³owa: m˘w dalej.
Sam by³em zszokowany. zapyta³em nawet: czy to tak wolno?
Us³ysza³em: ja to wezmê na swoje sumienie.
To by³ ksi¹dz Butz. Po spowiedzi poczu³em siê, jak Syzyf, kt˘remu uda³o siê wtoczyæ sw˘j g³az.
Po miesi¹cu przyszed³em znowu. w koñcu ksi¹dz Butz zosta³ moim sta³ym spowiednikiem.
Zdarzy³o siê jeszcze wiele, a on nieodmiennie by³ po mojej stronie i zawsze mnie wspiera³.
Kiedyœ powiedzia³: Kaziu, nie martw siê. Jeszcze dam wam obojgu œlub, a z ciebie zrobiê diakona.
Wtedy s¹dzi³em, ¿e on to tak m˘wi, ¿eby mnie pocieszyæ.
Na resztê wywiadu zabrak³o czasu. Uroczystoœæ siê rozpoczyna.
Papie¿ daje œlub piêciu by³ym ksiê¿om. Potem trzech spoœr˘d nich, oraz jedna z ma³¿onek, otrzymaj¹ diakoniê.
Ale przedtem jeszcze jedna niespodzianka.
Papie¿ wstaje ze swego miejsca, robi kilka krok˘w i opada na kolana. Co u niego niezmiernie rzadkie, spuszcza g g³owê.
Pary by³ych duchownych, a obecnie nowo¿eñc˘w przechodz¹ przed nim, by zatrzymaæ siê na chwilê.
Kiedy para zatrzymuje siê, papie¿ m˘wi cichym, lekko ochryp³ym g³osem: proszê o przebaczenie.
Oboje po kolei k³ad¹ rêk¹ na jego g³owie i m˘wi¹ jedno s³owo: przebaczam.
Potem podaj¹ papie¿owi praw¹ rêkê, kt˘r¹ papie¿ lekko ca³uje.
Wszyscy woleliby zapewne dostaæ pierœcieñ papieski do uca³owania, albo te¿ m˘c papie¿a obj¹æ.
Jednak¿e mistrz ceremonii bardzo wyraŸnie wszystkich pouczy³, ¿e papie¿ unika przy wszelkich okazjach jakiegokolwiek bli¿szego zetkniêcia cia³. Zaœ b³ogos³awieñstw udzieli po œlubie.
Paru dziennikarzy nie omieszka wytkn¹æ, i¿ jednoczesne nadanie diakonii kobiecie, po raz pierwszy od tysi¹ca lat, jest du¿¹ niezrêcznoœci¹. Podobnie rzecz siê ma z jednej z par, sk³adaj¹cej siê z dw˘ch os˘b tej samej p³ci.
Ma³¿eñstwa dla homoseksualist˘w, jako jedyna oferowana im forma dyscypliny, podobnie, jak diakonia kobiet, stanowi¹ jeden z ¿elaznych punkt˘w papieskiego planu., jednak o wiele mniej eksponowany, ni¿ spektakularna ceremonia, kt˘rej byliœmy œwiadkami. I tutaj oni maj¹ racjê. Nie wystarczy wiedzieæ co; wa¿ne jest tak¿e, jak..
Chocia¿ okazuje siê, ¿e zar˘wno wspomnianej pary, jak i kandydatki na diakonisê w˘wczas przed o³tarzem nie by³o. Trudno uwierzyæ; po prostu kaczka dziennikarska.
---
Kolejna homilia papieska
Cieszê siê, ¿e przybyliœcie. K³aniam siê Bogu, kt˘ry jest w Was. Wiem, ¿e dla wielu spoœr˘d Was podr˘¿ tutaj by³a du¿ym trudem; tym bardziej to doceniam.
Na pewno wiele chcielibyœcie powiedzieæ, a zapewne i us³yszeæ. Ja r˘wnie¿ ze swojej strony chcia³em ju¿ od pewnego czasu wypowiedzieæ pewne rzeczy, i tak siê sta³o, ¿e wy bêdziecie tymi, kt˘rzy pierwsi je us³ysz¹.
Pytano mnie czasami, czy ja w og˘le w coœ wierzê. Pytanie, czy Papie¿ w og˘le w coœ wierzy, Mo¿e brzmieæ heretycko.
Tutaj powiem tylko to, co powiem.
Ci, kt˘rzy naprawdê mnie znaj¹, a nie nale¿ê do nich nawet ja, wiedza, ¿e ja naprawdê wierze w Firmê, i tylko dlatego, Chocia¿ w og˘le nie wierzê w sobory, ale do³o¿ê wszelkich starañ, ¿eby sta³o siê Vaticanum III.
Wiem w sumie niewiele, wiem tyle, ¿e œwiat siê jeszcze nie skoñczy³, ¿e jeszcze jesteœcie wy i to dla Was bêdzie teraz Vaticanum III. Bo Firma to wy, a ja wierzê w Firmê, czyli po prostu wierze w Was. No i oczywiœcie wierzê w Boga, ale przecie¿ ka¿dy
wie. Religia jest lekcj¹ pokory wobec ludzi i czasu.
Œmiej¹ siê z nas niekt˘rzy, ¿e s¹ jakieœ proroctwa, ¿e bêdzie najgorsze, to znaczy: œwiat jeszcze przetrwa, a nie przetrwa Firma. Ja o tym wiem. Ja te proroctwa znam. Ile jest w nich prawdy, wie tylko jeden B˘g i Mo¿e m˘j nadworny astrolog... ale jego
wyroki s¹ te¿ niezbadane. Ale p˘ki Firma jest - a p˘ki co jest - nasza rzecz jest, aby by³a mocna. Bo je¿eli m˘wimy, ¿e ¿yjemy w czasach ostatecznych - a jak by nie by³o m˘wimy, - to naprawdê nie wiemy, co Mo¿e czekaæ za rogiem. I jedyne, co
mo¿emy zrobiæ, to wykorzystaæ ten czas, kt˘ry zwiemy chwila obecna, ¿eby nauczyæ siê trzymaæ razem, nie rozmieniaj¹c siê na szczeg˘³y w rodzaju, jak lubi¹ powiadaæ dziarscy dziennikarze, gumek czy prob˘wek.
Szczeg˘³y mog¹ w niekt˘rych przypadkach byæ istotne, lecz nigdy nie mog¹ przes³aniaæ istoty naszej misji. B˘g jest wszêdzie i Boga nigdy nie zabraknie, natomiast jest te¿ œwiat, a na nim du¿o ludzi, i wielu spoœr˘d nich Firma jest i bêdzie potrzebna
jeszcze bardzo d³ugo.
Ona niech pozostanie widzialnym symbolem naszego obowi¹zku, aby s³u¿yæ ludziom, toleruj¹c r˘¿nice pogl¹d˘w, zaœ dzia³aj¹c w jednoœci.
I niezale¿nie od tego, co mo¿e przyjœæ i co przyjdzie, czy bêdzie to zgon, czy tryumf, czy co gorsza samo ¿ycie, mo¿emy na tym w przysz³oœci tylko skorzystaæ.
Niekt˘rzy pytali mnie wrêcz, czy jestem mistykiem, czy Pan przekaza³ mi jakieœ objawienie. Tak, przekaza³ mi jedno objawienie, a brzmi ono: co masz czyniæ, czyn szybciej. To gwoli œcis³oœci.
Ja nie czepiam siê symboli. Kt˘ryœ z dziennikarzy pyta³ mnie swego czasu, jaki dla mnie by³by najlepszy symbol dzisiejszych czas˘w, Mo¿e i Firmy. poniewa¿ pytanie zaskoczy³o mnie, powiedzia³em tyle, ¿e symbolem tym jest krzy¿.
Dzisiaj myœlê o krzy¿u, kt˘ry widzia³em przed laty, bêd¹c w Medjugorje.
W tych okolicach jest doœæ gor¹co, i jednoczeœnie jest trudno
o wodê.
Postawiono krzy¿ w miejscu, gdzie pojawia³a siê Matka Boska.
poniewa¿ ludzie stawiali pod krzy¿em œwieczki, kt˘re Matce Bo¿ej w r˘¿nych intencjach poœwiêcali, krzy¿ kilkakrotnie zajmowa³ siê p³omieniem i dziœ jest ca³y popalony.
Ktoœ przezorny umieœci³ na miejscu gaœnicê. poniewa¿ nie by³o na czym jej zawiesiæ, wbito gw˘ŸdŸ i gaœnica zawis³a na krzy¿u.
Ten popalony od ognia krzy¿ z zawieszon¹ gaœnic¹ na d³ugo zosta³ mi
w pamiêci, i na tym te¿ dzisiaj chcê zakoñczyæ.
Szczêœæ Wam B˘g.
Zaraz p˘jdê dalej pomiêdzy ludzi i bêdê.. no, r˘¿ne rzeczy.
A w miêdzyczasie ju¿ z³apa³em siebie na p˘³k³amstwie.
Przecie¿ to nieprawda, ¿e cz³owiek nie mo¿e istnieæ bez religii.
Zna³em tylu ludzi, kt˘rzy niczego, ale to ze szczêtem niczego nie wyznawali.
I byli to ludzie w najzaszczytniejszym tego s³owa znczeniu.
To religia nie mo¿e istnieæ bez cz³owieka.
No, tylko tak dalej.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
-
- -
Wasza Œwi¹tobliwoœæ zgodzi³ siê na wywiad...
Zgodzi³em siê. Czy to jakiœ grzech?
To s³ynne, tradycyjne ju¿, papieskie poczucie humoru...
Zna³em paru papie¿y i robienie z nimi wywiad˘w sta³o siê ju¿
moj¹ specjalnoœci¹.
Zna³ pan osobiœcie Jana XXIII?
No, jego nie... niestety.
Ale pamiêtam, ¿e ka¿dy z tych, kt˘rych zna³am, mia³ coœ
szczeg˘lnego, jak¹œ specjalnoœæ.
Tak na przyk³ad specjalnoœæ PiusaXIII by³a zaskakuj¹ca. By³a ni¹ mi³oœæ dwojga ludzi!
Tak... jest to dla mnie mi³e, a r˘wnoczeœnie smutne
wspomnienie.
Przez piêæ lat by³em szczêœliwym mê¿em, a potem i ojcem.
Doœwiadczenie, kt˘rego ¿yczy³bym ka¿demu. Naprawdê, gdyby nie
fatalny wypadek, nigdy by mnie tu nie by³o i wszyscy byliby
zadowoleni.
Jak to siê sta³o, ¿e pozna³ Wasza Œwi¹tobliwoœæ swoj¹ ¿onê?
To bardzo stara historia, lecz mogê do tego raz jeden wr˘ciæ
myœlami.
Zobaczyliœmy siê po raz pierwszy, kiedy przyjecha³ guru; proszê
nie pytaæ o imiê...
Skoñczy³o siê kilka cichych dni, czyli takich, ¿e nie wolno
by³o w og˘le pos³u¿yæ siê mow¹.
mo¿na by³o ju¿ siê komunikowaæ. Ludzie zaczêli wychodziæ i ja
te¿ chcia³em.
Ona siedzia³a stosunkowo niedaleko wyjœcia. Odruchowo pochyli³em siê, przechodz¹c ko³o niej i wtedy wyci¹gnê³a do mnie rêkê.
Powoli obj¹³em jej rêkê moj¹ d³oni¹. ale wtedy ona poci¹gnê³a
mnie ku siebie, nieco ni¿ej, i powoli ja obj¹³em j¹, a ona mnie.
Trzymaliœmy siê w objêciach przez wiele d³ugich minut; potem
sala opustosza³a i wyszliœmy.
I to wystarczy³o.
Ja taki zawsze bywa³em. Jak wszed³em na pewn¹ drogê, ju¿ nigdy
siê nie zatrzymywa³em.
Byliœmy bardzo szczêœliwym ma³¿eñstwem, przynajmniej, jeœli o
mnie chodzi. To s¹ stare sprawy i prawdê m˘wi¹c, nie rozumiem,
sk¹d u pana takie pytania.
S³oñce powoli chyli siê za dachy wielkiej wsi na siedmiu wzg˘rzach. Papie¿ milcz¹co odprowadza je wzrokiem.
Podchodzi K.
I co?
I przeszed³ jeszcze jeden dzieñ.
I tyle.
Galota ci¹gle nie ma?
Tak siê ³amaæ. Chyba go przeceni³em.
A powiadali przy paru okazjach, ¿e to jednak ktoœ wybitny.
Tak. to jest cz³owiek wybitny.
Z ludŸmi wybitnymi to w og˘le tak bywa..
ka¿dy cz³owiek jest wybitny sam dla siebie. Natomiast ma³o kto potrafi swoj¹ wybitnoœæ prze³o¿yæ na takie kategorie, ¿eby ludzie to odczuli. i to tak, ¿eby w³aœnie przez to chcieli z nim byæ i robiæ to, co ludzie zwykle robi¹ razem.
Bo zamkn¹æ albo ukamienowaæ to potrafi¹ byle geniuszynê.
Chocia¿ wydawa³o mi siê, ¿e akurat jemu to wychodzi³o..
te¿ nie zawsze.
S³uchaj, w³aœnie teraz przypomnia³em sobie o tej starej historii z Antygon¹, kt˘ra mia³a chodziæ z pastora³em.
Jak to w³aœciwie naprawdê by³o?
Naprawdê? A czy ja jestem nieomylny?
S³uchaj, wtedy mia³o to byæ nawi¹zanie do biskupa Szczepanowskiego, czy Becketta. Chwyt artystycznie nieudatny i pewnie dobrze, ¿e skoñczy³o siê na robotach.
Wtedy w og˘le mia³em fio³a na punkcie tej historii, tych historii, i nawet pr˘bowa³em napisaæ Tren Kr˘lewski, koñcz¹cy siê, zdaje siê, ¯egnaj, o Œwiêty, to, co po mnie pozostanie, nigdy nie bêdzie przedmiotem tragedii.
Natomiast dzisiaj myœlê po prostu, ¿e bywa niestety tak, i¿ obie strony maj¹ racjê, i w˘wczas, je¿eli obie maj¹ kulturê mania racji, to koñczy siê dobrze, i tragediopisarz musi szukaæ tematu gdzie indziej.
Nie musi tak byæ. Ale Mo¿e.
A na Galota poczekamy. i zobaczy siê.
Homilia papieska. Pochodzenie: archiwum Centrali.
Nie wiadomo, czy kiedykolwiek zosta³a wyg³oszona
Powiada siê i naucza, ¿e wasz¹ rzecz¹ jest mi³owaæ. Reszta bêdzie nam dodana. O resztê siê nie b˘jcie. Boicie siê konkurencji; postmodernist˘w, grup nacisku. Oni nie s¹ tacy groŸni. Ich duchowoœæ jest p³ytka i zbyt ³atwo przeradza siê w magiê i na magii
poprzestaje. Nie g³êbszy jest ich intelekt; po³yskuje z daleka jak lustro stawu, ale g³êbi w niej brak. Nie ma potrzeby siê lêkaæ; jest z nami silna alternatywa; subtelna, g³êboko zakorzeniona, nieporuszona duchowoœæ, kt˘r¹ zwê duchowoœci¹ nowej g³êbi.
Nie musicie ju¿ w braku laku ufaæ fundamentalistom; ani m³odej konserwie, ani pseudozakonowi corpusdeañskiemu. To zreszt¹, nawiasem m˘wi¹c, bardzo smutna historia. nieco podobnie, jak jezuici, ale jezuici szli w awangardzie Vaticanum II i do dziœ s¹
ogromnie postêpowi; ich kasata czegoœ nauczy³a, miejmy wiêc nadziejê, ¿e nauczy i Corpus Dei. Byli cz³onkowie s¹ zwolnieni ze wszelkich œlubowañ, mog¹ postulowaæ do stanu duchowego lub za³o¿yæ w³asne rodziny, jak ka¿dy porz¹dny katolik. Nie ma powod˘w do
emocji i os¹dzania; po prostu by³ problem i problemu nie ma.
Fundamentalizm jest zreszt¹ w og˘le rzecz¹, kt˘ra nie przynosi chwa³y nikomu. Nie jest wa¿ne, czy jest muzu³mañski, katolicki, czy ateistyczny.
Œwiêty JanXXIII mawia³ w takich sytuacjach: c˘¿ nas dzieli; to wszak tylko nasze pogl¹dy.
I ludzie to rozumieli - po obu stronach. To jednak by³a epoka, co siê zowie.
Dzisiaj jest nasza epoka. Dzisiaj po obu, po wszystkich stronach - bo dawno minê³y czasu bimonopolu - strasz¹ fundamentaliœci, odstrêczaj¹c wiêkszoœæ wartoœciowych jednostek od robienia czegokolwiek. Na placu pozostaj¹ pragmatycy, i to tacy bez ¿adnych
skrupu³˘w. S¹ skuteczni. osi¹gaj¹, co chc¹. Tak wygl¹da nasze dzisiaj. Wiek z³oty przemin¹³ i trzeba siê uczyæ.
Dziœ akurat ludzie zwracaj¹ uwagê mniej na idea³y, bardziej na realia ¿ycia. r˘¿nie okreœla siê ten czas, ale on po prostu jest. Prze³omy wiek˘w i tysi¹cleci zawsze by³y okresami przesilenia i nasze dni te¿ ten etap przechodz¹, tylko inaczej. Kto wie,
Mo¿e i jest w tym swoiste dostojeñstwo..
Lecz zanied³ugo czas odmieni swe oblicze po raz kolejny i ludzie zaczn¹ poszukiwaæ duchowoœci, a z ni¹ g³êbi, harmonii i rozumienia œwiata, w tym i samych siebie.
Bêdzie dla nas hañb¹, jeœli przyjd¹ po to do nas i odejd¹ z niczym.
To po prostu my. Od dw˘ch tysiêcy lat z uporem maniaka g³osimy nasze wyznanie wiary, kt˘re pokr˘tce przypomnê.
Wierzymy w Boga przedwiecznego, wszechmocnego i mi³osiernego, kt˘ry dzia³a przez ca³y wszechœwiat i wszystkie doktryny, widz¹ce w cz³owieku dobro i d¹¿¹ce do jego zbawienia, nam zaœ objawi³ siê w Sobie jako Tr˘jcy, Boga, bêd¹cego wcieleniem Najwy¿szej
Dobroci, oraz takiej¿e M¹droœci, w ka¿dym momencie odkrywaj¹cego przed nami to, co ma byæ nam odkryte w tym w³aœnie czasie.
Nasza religia na pocz¹tku swego istnienia stanowi³a mniejszoœæ. Jeœli bêdzie wol¹ Bosk¹, a¿eby to powt˘rnie sta³o siê naszym udzia³em, przyjmiemy j¹ w pokorze. Bêdziemy robiæ to, co bêdzie do nas nale¿eæ, i cierpieæ w milczeniu. Ale myœlê, ¿e gdy
wreszcie staniemy przed Boga tronem, On spojrzy na nas znad okular˘w i po prostu zapyta: jak to zrobiliœcie?
A przecie¿ tak siê jeszcze nie sta³o. Firma liczy sobie r˘wno dwa tysi¹ce lat. Historia religii jest dziesiêæ razy d³u¿sza.
Nikt nie da³ nikomu z nas ¿adnego prawa, by twierdziæ, ¿e nasza religia jest najlepsz¹ lub jedyn¹. Wyra¿a siê to w ten spos˘b, ¿e dla przyk³adu kap³an buddyjski nazwie Jezusa wielkim bodhisattw¹, a my Buddê Œwiêtym Birlaamem.
Na marginesie, fakt tak wczesnej kanonizacji Buddy w czasach, gdy ekumenizm by³ jeszcze w planach Bo¿ych, jest jeszcze jednym dowodem dziejowego geniuszu sukcesji nastêpc˘w Piotrowych.
My w tym uk³adzie stwierdzimy, ¿e B˘g dzia³a poprzez ca³y Wszechœwiat i wszystkie religie. Niech B˘g sam mnie naprostuje, je¿eli siê mylê.
To nie znaczy te¿, ¿e ja chcê po prostu byæ zwierzchnikiem wszystkich ludzi wierz¹cych w cokolwiek, ani, broñ Bo¿e, wszystkich ludzi w og˘le. Natomiast, to, ¿e s¹ w tych czasach na ziemi ludzie dobrej woli, a wœr˘d nich tacy, kt˘rzy w coœ wierz¹, jest
wyj¹tkowym znakiem Boga, i ja jestem po to, aby dla nich wszystkich ¿yæ.
Religia jest wielk¹ ide¹, kt˘ra jednoczy ludzi na pewnej jednej p³aszczyŸnie, a imiê jej cz³owieczeñstwo. Jest naturalny, ¿e i ja czujê siê kropl¹ tego nieustaj¹cego, dog³êbnego nurtu. Czasem zdarza siê tak, ¿e droga strumienia zale¿y od kropel, z
kt˘rych siê sk³ada. Dlatego nie mogê wstrzymaæ siê od tego, aby, bêd¹c kropl¹ jednego z wielkich strumieni, przecieraæ w³aœnie tê jedn¹, wsp˘ln¹ drogê ku sobie, zanim sam siê rozp³ynê albo wysuszy mnie s³oñce.
Oczywiœcie, jestem jak najbardziej przekonany, ¿e B˘g chce tyle, aby ka¿dy spoœr˘d nas, zwanych czasami lekko uszczypliwie, lecz i zaszczytnie jego urzêdnikami, po prostu zrobi³ wszystko, by staraæ siê byæ dla wszystkich ludzi dobrym i s³u¿yæ im
oraz wspieraæ z ca³ej mocy.
Czy jest to a¿ tak ambitna intencja?
Jeszcze Firma nie zginê³a! Przed nami jeszcze du¿o tysi¹cleci i chocia¿ nie wiem, jak na kt˘rego z Jan˘wXXIII spojrz¹ na mnie potomni, to tego ostatecznie nigdy nie wie nikt z nas, a ostatecznie wie to niechybnie B˘g, ja zaœ mam jedn¹
ambicjê: niech potomni powiedz¹ po nas kiedyœ: oni bardzo siê starali.
Gdybym powiedzia³ im, jak jest naprawdê.
Gdyby wiedzieli, ¿e papie¿ jest praktykuj¹cym agnostykiem.
Praktykuj¹cym.. te¿ tak jak.
Gdyby tamten mi³y reporter wiedzia³, jak ja naprawdê czujê siê wœr˘d wszystkich tych piêknych, turystycznych mur˘w.
Teraz od dawna ju¿ nie czytam ksi¹¿ek. Z dzieciñstwa przypominam sobie powieœæ o dziecku z plebsu, kt˘re zamieni³o siê rolami z kr˘lewiczem.
Pod przed³u¿aj¹c¹ siê nieobecnoœæ zmiennika jego etat sta³ siê etatem kr˘la.
Dzieci s¹ plastyczne i o ile pamiêtam on te¿ w miarê szybko I ³atwo wpasowa³ siê w now¹ rolê. Ze mn¹ jest gorzej.
Co rano wstajê, wstajê co posiedzenie czy inn¹ nasiad˘wkê, wychodzê do ogrod˘w albo na balkon; wyj¹tkowo po cywilnemu w kamizelce w miasto, choæ goryle dalecy s¹ od zachwytu tym moim zwyczajem. Potem wracam. Patrzê na mury, patrzê wok˘³ siebie. Jak to
siê sta³o, ¿e pa³ac siê jeszcze nie rozpad³, ¿e jeszcze jutro jest jakieœ potem, ¿e jeszcze s¹ ludzie, kt˘rzy mi wierz¹.
Chyba tylko dlatego, ¿e to ja nie wierzê, nie w coœ czy nic, ale po prostu wcale, choæ przecie¿ chcia³bym, tak chcia³bym po³o¿yæ rêkê na pierwszym z brzegu murze, jakich jest tu trochê, i powiedzieæ: ten mur stoi jak mur, ka¿dy siê na nim mo¿e oprzeæ i
nie upadnie; ale nigdy, przenigdy tego nie zrobiê, bo czujê, ¿e wtedy w³aœnie wszystko jak na komendê zaczê³oby siê obsuwaæ i runê³o. nie runê³o, po prostu by siê okaza³o, ¿e nie ma.
Pomy³ka w druku.
Ken czasami powtarza³: kto uwierzy, ten ju¿ le¿y.
Ja mu uwierzy³em i sam nie wiem, czy teraz le¿ê, wiszê, czy co tam jeszcze. Pewnie jeszcze powinienem mu dziêkowaæ za poca³unek Almanzora.. je¿eli nie Almanzora, to czyj? bo Judasz to przecie¿ ja.
A czasami, ju¿ na sam koniec, to przychodzi mi jeszcze jedna, r˘wnie pe³na ducha myœl: czy Ÿle mi by³o w wielgachnym zaletovickim sanktuarium, przed moimi dwoma obrazami? Zawsze co stereo, to stereo.
Ale to ju¿ wy³¹cznie grubo po trzeciej nad ranem, tej symbolicznej p˘³nocy obecnej doby.
Kolejny tekst homilii papieskiej, przewidziany do wyg³oszenia
(nigdy nie wykorzystany).
Szczêœæ Wam Bo¿e.
Cieszê siê, ¿e dane mi by³o przed œmierci¹ odwiedziæ to
miejsce na Ziemi.
Ju¿ siê podstarza³em i szybciej siê mêczê. Niekt˘re wasze ruchy papie¿a nazywa³y swoim ojcem, i na pewno wielki to dla papie¿a zaszczyt. Nie ma, no przynajmniej nie powinno byæ dziecka bez chrzestnego ojca i akuszerki. Darujmy sobie akcenty sycylijskie..
Spotykaj¹c siê z wami poprzednio, by³em poruszony wasz¹ ufnoœci¹ i oddaniem. P˘Ÿniej waszym dostojeñstwem, w spos˘b naturalny po³¹czonym z poczuciem krzywdy i pe³nym zaufania oczekiwaniem.
P˘Ÿniej jeszcze mi³ym zaskoczeniem by³a dla mnie wasza nastoletnia krytycznoœæ i to, ¿e nie baliœcie siê wymagaæ.
Minê³o ju¿ prawie osiemnaœcie lat i nie mogê od was ¿¹daæ niemowlêcego entuzjazmu. Dziecko doros³o. Doroœli rzadko bior¹ rzeczy na wiarê, choæ niekt˘rzy m˘wi¹, ¿e to Ÿle. Ale tak po prostu jest; moja matka, osoba wielkiej wiary, choæ o ciê¿kiej
rêce, w takich razach powiada³a: bo tak Pan B˘g stworzy³.
Ja sam po prostu do dzisiaj wspomiam to dziecko w koszulce i z patykiem w d³oni, jakby nie by³o co roku o rok starsze, i ¿yczê mu szcêœcia.
Oczywiœcie, ja wiem, ¿e wy ju¿ w papie¿a nie wierzycie.
To dobrze; papie¿ to nie B˘g, ani Œwiêci Pañscy.
Nie chcê te¿, aby za mego ¿ycia nazywano cokolwiek moim imieniem; ulice, place, budynki. By³ ju¿ taki jeden... te¿ mu ciê¿ko sz³o w seminarium... tak wiêc z³o¿y³em w Kuriach stosowne rozporz¹dzenia.
Wiêc ju¿ wierzcie w Boga, Jego anio³˘w i Œwiêtych. S¹ tego warci.
Zapewniam was.
¯eby skoñczyæ, to, poniewa¿ Ratzingera szczêœliwie wys³a³em na dawno zas³u¿on¹ emeryturê, mogê bezpiecznie powiedzieæ Wam, ¿e zawsze wierzy³em w Was, ¿e w Was wierzê i wierzyæ bêdê, co by siê nie sta³o, bynajmniej wzajemnoœci nie oczekuj¹c.
To nie chodzi o ¿adne koniunktury, wybory, i tak dalej.
Rozumiem te¿ i to, ¿e dla wielu spoœr˘d Was jestem kolejnym z taœmy Wielkim Rodakiem. Tak¿e i to, ¿e starsi ludzie, do kt˘rych ju¿ zaczynam siê zaliczaæ, bywaj¹ nu¿¹cy i niekt˘rym osobom trudno jest im to wybaczyæ; do pewnego stopnia jest to zrozumia³a
reakcja, lecz nie ka¿demu dana bywa, tak jak Jezusowi, ³aska opuszczenia tego œwiata w m³odym wieku.
Ja po prostu w Was wierzê i nigdy nie zw¹tpiê. Naprawdê.
Nawet, je¿eli Wy mi teraz nie wierzycie.
Zostañcie z Bogiem.
To jest ktoœ nieprzeciêtny. M˘wiê to zupe³nie powa¿nie.
Ja wiem. Tylko wiesz. Ma³y geniusz - ma³y k³opot.
Mawia siê, ¿e ka¿dy g³êboko wewn¹trz jest geniuszem.
Niezale¿nie od tego geniusz wielu ludzi ukazuje siê na zewn¹trz.
I to jest dopiero niebezpieczne. Naprawdê, niewielu potrafi tak
go wyraziæ, ¯eby inni ludzie to umieli doceniæ. Wiêkszoœæ nie.
I potem s¹ same k³opoty.
Wiem, bo sam jestem nieprzeciêtny.
Owszem. Bêdê z nim rozmawiaæ.
A w koñcu czy nie mo¿na wyprawiæ tego Galota gdzieœ na duszpasienie Eskimos˘w, albo i bia³ych niedŸwiadk˘w?
To nie s¹ moje metody.. nno, oczywiœcie, jak widzê fundamentalistê, to wysiêgnik do gaszenia œwiec, albo i dr¹g, taki, jakim zapiera³o siê drzwi na pierwszej mojej parafii, sam wskakuje do garœci, ale przecie¿ Galot to nie Corpus Dei.
A poza tym, widzisz, ja siê powoli starzejê, Martini jest od nas obu starszy chyba o dwadzieœcia lat, a Galot jest stosunkowo jeszcze niestary, no i ma wszystkie te cechy, rozumiesz. Ma charyzmatyczn¹ osobowoœæ i zmys³ moralny; nawet aborcjê
potêpia³ wiele razy, jest zdyscyplinowany, sprawdzi³ siê w pracy z doros³ymi, dojrza³ymi osobami, zw³aszcza z wielkich miast... umie wsp˘³pracowaæ z ludŸmi o r˘¿nych pogl¹dach.. no, i na pewno nie jest podszyty tch˘rzem. To po prostu wsp˘³czesny
cz³owiek czynu. Op³aca siê wzi¹æ go pod skrzyd³a, utemperowaæ, awansowaæ na kardyna³a i trzymaæ w rezerwie. Na nie daj Bo¿e.
A nieprzeciêtny on rzeczywiœcie jest.
Zreszt¹, czy ja siê czasem nie powtarzam?
A ty mnie podpuszczasz i nic nie m˘wisz.
A pamiêtasz to?
Ja to znam na pamiêæ. Zreszt¹, swego czasu obaj byliœmy pod kl¹tw¹, boœmy zbierali pod tym podpisy.
Pod kl¹tw¹...
Jakiœ dziarski biskupina z Hameryki sobie skl¹³ rach ciach i ju¿.
przecie¿ nie byliœmy z jego diecezji.
Taka i kl¹twa.
A zreszt¹..
Czy nie by³o tego warte?
Byliœmy m³odzi.
Tylko tyle?
Popatrz jeszcze raz na ten tekst.
Popatrz siê tutaj.
Gdzie?
Albo..., Czytaj od pocz¹tku.
Petycja Ludu Bo¿ego..
W ³¹cznoœci z austriack¹ Petycj¹ Ludu Bo¿ego oraz wszystkimi podobnymi inicjatywami w innych krajach wzywamy chrzeœcijan do zaanga¿owania siê na rzecz reformy, na kt˘r¹ zaiste ju¿ najwy¿szy czas. Oczekujemy szerokiej dyskusji, uwieñczonej stopniowym
wcieleniem w ¿ycie œrodk˘w wychodz¹cych naprzeciw oczekiwaniom Ludu Bo¿ego, a to, a¿eby ludzie przysz³ych wiek˘w naprawdê mieli szans dostêpu do serca Dobrej Nowiny.
W duchu Vaticanum II...
Nie, to jest preambu³a. Tego ka¿dy by siê domyœla³.
Ja bym to napisa³ jeszcze piêkniej. i odkrywczej.
Cele i postulaty
R˘wnoœæ wszystkich wierz¹cych. Zniesienie przepaœci pomiêdzy klerem a laikatem jako warunek ponownego docenienia zr˘¿nicowania dar˘w.
I c˘¿ tu jest takiego?
A co to tym myœlisz?
Masz `punkt trzeci.
Pisz¹ dos³ownie:
Wolny wyb˘r pomiêdzy celibatem a ¿yciem ma³¿eñskim.
I im tu chodzi w³aœnie o nas.
I masz: ani Biblia, ani dogmaty nigdy nie ustanowi³y nierozerwalnej wiêzi pomiêdzy pos³ug¹ kap³añsk¹ a celibatem. Chodzi tu wiêc li tylko o przes³ankê historyczn¹, a wiêc podlegaj¹c¹ przemianom.
No, i co o tym s¹dzisz?
To, co i ty.
Pytam siê ciebie. Mnie kochali rodzice, kocha³a ¿ona, kocha³ syn.
S³uchaj. Czasami, kiedy Cyganka chce ci powr˘¿yæ, a ty siê wzdragasz, to ona ci m˘wi: ale tyle tylko ci powiem, ¿e jest w twoich kartach jedna damska osoba.
I to czêsto skutkuje. Bo to jest s³aby punkt u ka¿dego mê¿czyzny. ka¿dy, nawet najtwardszy, w g³êbi ducha, nie przyznaj¹c siê, marzy...
Po prostu o babie. Niekoniecznie o seksbombie, niekoniecznie o ksiê¿niczce z bajki...
¯eby by³a. ¯eby by³o ciep³o i ¿ebyœ nie by³ sam. Bêdzie oczywiœcie gderaæ i r˘¿ne inne rzeczy...
Ja tego tak nie odczuwam. Fakt, pewnego dnia przenios³em siê z prog˘w, przyozdobionych œwie¿¹ ¿a³ob¹ do internatu seminarium, ale mnie w moim ¿yciu nie brakowa³o mi³oœci.
Oczywista, losem ka¿dego mê¿czyzny jest to, ¿e przychodzi jego kolej, i w pojedynkê opuszcza sw˘j dom, aby spotka siê z w³asn¹ s³aboœci¹.
Tacy my jesteœmy. Nie wiem, jak to robi¹ baby - nie znam psychiki kobiety, tak, jak ty.
mo¿e ich s³aboœæ ma twarz mê¿czyzny... nie, na pewno nie, to tylko ¿art. I nie ka¿dy mê¿czyzna musi by wojowniczy. Ale nie ma tu miejsca na tch˘rzostwo. ka¿dy ma swoj¹ s³aboœæ i ka¿dy musi wyjœæ jej na spotkanie. ¯eby potem pewnego dnia siê nie okaza³o,
¿e ona ma ciebie.
Potem... budzisz siê w œrodku nocy, patrzysz w sufit tak inny od tego, kt˘ry znasz znad swego ³˘¿ka, i patrzysz na zegarek przy œwietle ksiê¿yca: czy to ju¿? Nie, dopiero trzecia czterdzieœci. Jeszcze prawie dwie godziny. Albo godzina, albo p˘³, jak
gdy kiedyœ mieszkaliœmy w klasztorku zen.
Na drugim koñcu sali ktoœ chrapie, na trzecim p³acze przez sen. Przewracasz siê dalej na pos³aniu, po du¿ym kwadransie zn˘w to samo.
Czasem jeszcze w miêdzyczasie odbije ci siê piosenk¹: snu nam brak i szczêœcia brak.
¿ebyœ wiedzia³, ¿e jesteœ mê¿czyzn¹. Bo przecie¿ spodnie pod t¹ kieck¹ masz.
I pewnie te¿ i to mia³ na myœli Ken, kiedy tej nocy zostawia³em wszystko - parafiê, obrazy, wiernych, kt˘rzy za mnie daliby siê posiekaæ. Natomiast, gdybym to wtedy robi³ po raz pierwszy w ¿yciu, to by by³o krucho.
Ale s¹dzê, ¿e mnie by³o po prostu by³o ³atwiej. W³aœnie dlatego.
Dlatego pytam siê ciebie.
c˘¿ ja ci mogê powiedzieæ.
Przyszed³ czas, ¿e zdecydowa³em, ¿e na resztê ¿ycia zostajê klech¹ i do tego jezuit¹.
Przedtem przez kawa³ ¿ycia chodzi³em do elitarnych szk˘³, studiowa³em na elitarnych uczelniach. Zwykle mnie potem wyrzucali, ale dostawa³em siê zwykle znowu z niez³¹ lokat¹, a potem, to ju¿...
Nikt nie bêdzie dawaæ na tacê na pani¹ ksiêdzow¹ wraz z potomstwem. A je¿eli ka¿¹ mi pojechaæ na misjê na jakieœ zadupie po drugiej stronie r˘wnika, te¿ nie bêdê ich tam ci¹gn¹æ za sob¹.
I, jak pamiêtam, gdziekolwiek by³em i cokolwiek ze mn¹ siê dzia³o, zawsze jakoœ
wychodzi³o na to, ¿e w sumie robi³em to, co chcia³em. Ale zawsze robi³em tylko to. Nie musia³em rozmieniaæ siê na drobne.
Owszem, bywaj¹ tacy, co bez baby po prostu nie mog¹ wytrzymaæ.
A s¹ tacy, co mog¹, po prostu mog¹ bez ¿adnego problemu, i ju¿, i ja w³aœnie do nich siê zaliczam.
R˘¿nie to siê komentuje. Niekt˘rzy m˘wi¹ o pi¹tej p³ci, czy kt˘rej tam ju¿ - ale zawsze nieparzystej. O ludziach, kt˘rzy w g³êbi s¹ transseksualistami. Ale u nich nie objawia siê to pod postaci¹ zespo³u dezaprobaty p³ci. Nie ma tragedii, operacji zmiany
p³ci, zawiœci, samookaleczeñ. milczenia owiec...
Bo w³aœnie niekt˘rzy, nieliczni rozwi¹zuj¹ ten konflikt wewnêtrznie, na drodze androgynicznej. Spotka³em w ¿yciu kilka takich os˘b. Zwykle wygl¹daj¹ na lat dwadzieœcia lub mniej, a maj¹ czasami i dwa razy wiêcej. Niekt˘rzy, zw³aszcza kobiety,
nosz¹ obr¹czki, ¯eby nikt ich nie uwodzi³ i nie wytr¹ca³ z r˘wnowagi.
¯yj¹ zwykle d³ugo. Ich podejœcie to r˘¿nych spraw jest r˘¿ne... ale potrafi¹ przestrzegaæ przez wiele lat regu³ monastycznych, formalnie ich nie przyjmuj¹c.
Czasami ¯yj¹ w bia³ych ma³¿eñstwach. Mog¹ wybraæ taki tryb ¿ycia, jaki chc¹.
Potem, oczywista, musz¹ siê go trzymaæ.
Androgyne.. jest legenda...
Tak. Kiedyœ wszyscy ludzie tacy mieli byæ.
Ale byli sp˘jni wewnêtrznie i stanowili dla bog˘w zbyt siln¹ konkurencjê.
Bo bogowie tacy nie byli. szaleli za kobietami i wieloma innymi obiektami przywi¹zañ.
Wiêc bogowie przer¹bali cz³owieka na p˘³.
¯eby by³ niedoskona³y na ich obraz.
I ¿eby przesta³ swoj¹ harmoni¹ im zagra¿aæ.
A mo¿e tylko wprawiaæ w kompleksy.
I tak to cz³owiek zacz¹³ szukaæ samego siebie na zewn¹trz siebie i utraci³ sw¹ wewnêtrzn¹ r˘wnowagê.
Kt˘r¹ jednak niekt˘rzy spoœr˘d ludzi zachowali.
jak widzisz.
To naprawdê ciekawe przypadki. Ale rzadkie. Sam nie wiem, czy obaj do nich siê
zaliczamy... st¹d mo¿e i nasza przyjaŸñ, kt˘r¹ te¿ r˘¿nie komentuj¹.
Wiêc nie mo¿na wymagaæ od ka¿dego, ¯eby takim siê urodzi³. Jest problem.
¿ycie sk³ada siê z samych problem˘w. To po prostu nie bêdzie sprawa prosta, i nikt jej nie za³atwi jednym poci¹gniêciem pi˘ra, nawet ja.
Samemu mi siê oberwa³o za tê petycjê, chocia¿ na przyk³ad o mo¿liwoœci zwolnienia ze œlub˘w nie ma tam ani kropki, ale to by³y takie czasy.
W naprawdê bogatych krajach.. kto wie. Ale nie chcê, ¯eby potem ksiêdzu wypada³o mieæ ¿onê, jak przeciêtnemu pastorowi.
Firma nie potrzebuje protestantyzacji. Jest nas coraz mniej, ale czymœ siê musimy od reszty œwiata wyr˘¿niaæ.
Dzisiaj te¿ bym to podpisa³ dziesiêæ razy. W˘wczas wiadomo by³o, ¿e ca³oœæ postulat˘w jest w zasadzie nierealna, natomiast wa¿ny jest kierunek. Firma potrzebuje reform, po prostu tylko po to, ¯eby przetrwaæ, przynajmniej tak d³ugo, jak d³ugo jest ludziom
potrzebna. Kiedyœ byæ mo¿e nadejd¹ czasy, gdy cz³owiek bêdzie m˘g³ sam utrzymaæ kontakt z Absolutem, i Firma po prostu bêdzie niepotrzebna. Natomiast, nawet dzisiaj jeszcze tak nie jest.
No, i ju¿ w˘wczas w tradycyjnie katolickich krajach, od Hiszpanii poczynaj¹c, liczba wierz¹cych spad³a ju¿ poni¿ej 30%.
Dzisiaj jak jest, ka¿dy widzi.
Oni m˘wili jeszcze o jednej rzeczy. Pamiêtasz? Tutaj.
Uznanie kompetencji cz³owieka do brania na w³asn¹ odpowiedzialnoœæ spraw
moralnoœci seksualnej (na przyk³ad w kwestii regulacji urodzin).
W³aœnie. A pamiêtasz wersjê hiszpañsk¹?
Tak... bohaterscy t³umacze zmienili regulacjê urodzin na regulacje poczêæ.
Ja ich rozumiem.
Tak, i? To, ¿e ta regulacja urodzin to jest po prostu...
To, ¿e oni po prostu chc¹, ¿eby ka¿dy robi³ wszystko na w³asn¹ odpowiedzialnoœæ.
Ja sam m˘wi³em wiele razy na wielu konferencjach: przecie¿ nie jesteœmy dzieæmi!
Natomiast, ka¿dy w jakimœ stopniu jest œwiadom, ¿e ludzka natura jest u³omna i potrzebuje oparcia. B˘g powiedzia³: niech stanie siê œwiat³oœæ. My mo¿emy tylko proponowaæ zapewniæ ludziom jasn¹ sytuacjê. I oni na to czekaj¹.
I co chcesz zrobiæ?
Musimy im daæ jasn¹ wizjê œwiata. Po to wiêkszoœæ spoœr˘d nich w og˘le wybra³a religiê.
Klienta nie mo¿na lekcewa¿yæ.
I co chcesz zrobiæ?
Bêdziemy im dalej stwarzaæ przestrzeñ, ograniczon¹ przez regu³y. A jakie, w tym mamy pokorê uczyæ siê od nich. W granicach prawa.
Jak zwykle zreszt¹.
Galot dojecha³.
Ju¿ powoli zaczyna³em w¹tpiæ, czy dojedzie w og˘le. Chyba zagrzeba³ siê w piaskach na zimê w tej Partenii.
Co z nim zrobimy?
Zrobiê to, co planowa³em. Ogarnie siê, przyjdzie do mnie, wtedy ja mu wstawiê tekst i wezmê do galopu.
Chocia¿ z nim to chyba nie bêdzie a¿ tak ³atwo, jak z Martinim.
S³uchaj, Galot, muszê ci powiedzieæ, ¿e zawsze by³em pe³en
podziwu dla twojej pokory i cierpliwoœci.
Pewnie czyta³eœ "By³ okrêt, kt˘ry zwa³ siê Eclesia". Wiesz, jak jest.
Czekaj, zaraz skoñczê i wtedy ty bêdziesz gada³.
Obaj wiemy, jak jest. Nawet w paru krajach, w kt˘rych do wiary przyznawa³o siê ponad 90% ludnoœci jeszcze ca³kiem niedawno, dzisiaj zosta³o ich mocne trzydzieœci.
Cieknie. Cieknie jak wszyscy diabli.
Ale to nic. Ten czas nale¿y do nas i nie ma ju¿ no co czekaæ.
My naprawdê te ³ajbê naprawimy. Ten czas nale¿y do nas.
Ju¿ dziœ jest wiosna. Lody ruszaj¹. Mo¿e zd¹¿ymy przed koñcem œwiata.
Ja bojê siê jednego.
Nikt nie odgadnie, co Mo¿e wynikn¹æ z nag³ej odwil¿y.
Po ostatnich dwudziestu latach oblicze ziemi wygl¹da, jak jeden wielki lodowiec.
Gdy lody nagle ruszaj, mog¹ sp³ukaæ zasiew z p˘l, podmyæ filary most˘w..
Firma nie jest pierwszej m³odoœci. Nie staæ j¹ na dramatyczne
przesilenia. Koniec œwiata niekoniecznie musi byæ jutro i trzeba liczyæ siê z tym, ¿e bêdzie d³ugo potrzebna.
Wiêc co planujesz?
Jest coraz wiêcej r˘¿nych ruch˘w. Jedni chc¹ mszy po ³acinie, inni legalizacji aborcji i wyœwiêcania wy³¹cznie os˘b ¿onatych i matek..
Mo¿e i tkwi w tym jakaœ racja? Ma³¿eñstwo to przecie szko³a
¿ycia..
Wiem to lepiej od ciebie. nie przerywaj, jak papie¿ m˘wi.
.. A tymczasem miliony szarych dawaczy na tacê przychodzi do nas, ¿eby wiedzieæ, na czym stoj¹. Nasz okrêt to nie regatowa ¿agl˘wka. musi byæ stabilny.
Czubek masztu musi tryskaæ wysoko, prosto ku niebu, aby ludzie mogli z daleka odnaleŸæ sw¹ drogê. Firma nie jest kurkiem na wietrze.
Zreszt¹, pewnie i ty s³ysza³eœ o takich rzeczach, kt˘re budz¹ twoj¹ ostro¿noœæ.
Owszem. Chocia¿by twoja fascynacja ojcem Griffitsem, ojcem de
Saux, jeszcze przedtem ojcem Dechanetem.
Mo¿e i ty te¿ wierzysz w bajkê o tajemnym okresie ¿ycia Jezusa?
A ty co o tym s¹dzisz?
S³uchaj. Ju¿ ³atwiej by³oby mi uwierzyæ, ¿e Jezus spêdzi³ je we
Francji. No, co ty o tym s¹dzisz?
Kiedyœ zastanawia³em siê nad tym. Jezus, poszukuj¹c pracy jako cieœla, m˘g³ przy³¹czyæ siê do karawany kupieckiej i dotrzeæ do Galii.
I c˘¿by on m˘g³ tam robiæ?
Studiowaæ druidyzm.
Czy nie zaciekawi³o ciê, dlaczego religia nasza tak szybko i trwale rozgoœci³a siê tam, gdzie przedtem leczyli i nauczali druiowie? A w Indiach Œwiêty Tomasz dokazywa³ cud˘w wiary.. z wynikami znanymi.
Poza tym do myœlenia daje r˘¿nica pomiêdzy dwiema najbardziej znanymi religiami pochodzenia dalekowschodniego. Dlaczego tylko chrzeœcijañstwo, w odr˘¿nieniu od islamu, docenia dar, jakim jest wino? Czy potrafisz wyt³umaczyæ ten fakt inaczej?
Ty wiesz, ¿e o tym jakoœ nigdy nie pomyœla³em.
Owszem. Jest faktem, ¿e fascynowa³a mnie opowieœæ o tym, jak ojciec de Saux spêdzi³ kawa³ ¿ycia jako autentyczny wêdrowny indyjski ¿ebrak-pustelnik.
Peregrynowa³ po targowiskach i bezdro¿ach, poœci³ i przymiera³. Gdyby w˘wczas pewnego dnia rano po prostu siê nie obudzi³, nikt by siê nie zainteresowa³, a Ju¿ najmniej siostry teresjanki. Tymczasem pewnego dnia zdarzy³o siê to, ¿e ktoœ, poruszony jego
¿arliwoœci¹, ofiarowa³ mu kawa³ek ziemi pod budowê pustelenki.
Wtenczas dopiero przyszli do niego pierwsi uczniowie, prosz¹c, by zosta³ ich mistrzem, a wtedy on zacz¹³ nauczaæ ich Chrystusa.
Dopiero wtedy.
Wielokroæ ogl¹da³em ten film na plebanianym video i zawsze by³em
r˘wnie wzruszony.
Potem osobom, kt˘re zadawa³y mi takie pytania, odpowiada³em niez³omnie: katolicyzm jest religi¹ uniwersalistyczn¹
A w og˘le sprawa jest prostsza, ni¿ siê mo¿e wydawaæ.
Kr˘tko, bo Ju¿ goni¹ mnie nastêpne audiencje.
W Domu Ojca mieszkañ jest wiele. Niekt˘rzy czuj siê dobrze tylko tam, gdzie okna wychodz¹ ma wsch˘d. mo¿na ich oczywiœcie wszystkich wykwaterowaæ, a mieszkania pozamykaæ. Wywo³a to zapewne masowy exodus w nieznane. Czy gra jest warta œwieczki?
To jest normalne. Ludzie pragn¹ mistycyzmu, skupienia, medytacji. Ma³o kto spoœr˘d nich got˘w jest na zamkniêcie siê w karmelu.
To nie problem. My po prostu im powiemy: mamy w³asn¹ jogê, mamy w³asny zen. Czym chata bogata. Nie jesteœmy gorsi. Co nie oznacza, ¿e zaraz wszyscy musz¹. Ale kto chce, mo¿e. To nie jest dzisiaj ¿aden problem.
I jest to ca³y czas zgodne z moj¹ polityk¹. kt˘rej zasada jest znana.
Ja wbrew pozorom jestem bardzo pryncypialny. Z tym, ¿e wszystko musi byæ po kolei.
Dojrza³y cz³owiek posiada hierarchiê wartoœci. Czasami wiedzie to a¿ do pragmatyzmu...
No, i zawsze, chc¹c nie chc¹c, ostatecznie prymat i tak obejmuje praktyka. Wiêc trzeba, ¿eby ukszta³towa³a siê taka jej forma, kt˘ra jest dla nas poprawna, a dla wszystkich do przyjêcia.
Ja po prostu wychodzê z tego za³o¿enia, ¿e zasadnicze, fundamentalne cele maj¹ pierwszeñstwo przed szczeg˘³ami, tak, jak i konkrety przed symbolami.
Wiêc teraz Ju¿ zupe³nie kr˘tko.
Na pocz¹tek zajmiesz siê sprawami aborcji.
Tej nieszczêsnej zasady, ¿e co jest nienaturalne, jest z³e, wszyscy maj¹ serdecznie doœæ i zostanie ona wycofana, jako p˘Ÿniejsza nalecia³oœæ pogañska. Bêd¹ zaakceptowane dzieci z prob˘wki i podstawowe, nieszkodliwe dla zdrowia metody antykoncepcji.
Pomyœlimy te¿ o jakiejœ rozs¹dnej opcji dla sprawy rozwod˘w. Byæ Mo¿e podobnej do legislatury niemieckiej, gdzie prawo cywilne poprzedza rozw˘d paroletni¹ separacji. By Mo¿e nawet separacja obejmie okres przed i po rozwodzie, mo¿na te¿ wzi¹æ pod uwagê
jakieœ specjalne okolicznoœci, na przyk³ad koniecznoœæ zapewnienia pe³nej rodziny ma³emu dziecku. Jednym s³owem zobaczymy.
Rozwa¿ymy te¿ sprawê ma³¿eñstw homoseksualnych. Oni nie mog¹ naturalnie wychowywaæ dzieci, natomiast Ma³¿eñstwo jest bardzo po¿yteczn¹ form¹ samodyscypliny, a dyscyplina jest tym ludziom potrzebna. Zastanowimy siê dobrze nad tym wszystkim, bo to musi
byæ poza³atwiane. Zrobimy w ka¿dym razie z ca³¹ pewnoœci¹ tak, ¿eby nie zostawia ludzi w sytuacji bez wyjœcia, ale ¿eby te¿ nie by³o to p˘jœcie po linii najmniejszego oporu.
Zostan¹ przykazania.
¿ycie to jest ¿ycie. trzeba je szanowaæ.
I tej pozycji nie mo¿emy, przy obecnej dojrza³oœci
spo³eczeñstwa, oddaæ od razu.
Na pocz¹tek lansowaæ bêdziemy rozwi¹zanie alternatywne. Polega ono bêdzie na stworzeniu sytuacji cywilnoprawnej, w kt˘rej kobieta bêdzie mog³a przed urodzeniem dziecka zawrzeæ kontrakt, na mocy kt˘rego dziecko zostanie natychmiast po urodzeniu
adoptowane przez obc¹ rodzinê.
Ostatnio modne robi siê rodzenie w narkozie. Mo¿e i to bêdzie mo¿na zastosowaæ
Bêdzie mn˘stwo krzyku. ¿e kto to widzia³, ze wyrodne matki, ¿e biedna mamusia Bêdzie przez ca³e ¿ycie têskni³a do dziecka, kt˘remu pozwoli³a siê urodziæ.
Tobie te¿ przy okazji dostanie siê godziwa porcja b³ota.
No, ale masz praktykê
Lecz ostatecznie kto ma du¿¹ motywacjê, by ci¹¿ê przerwaæ, i tak j¹ przerwie. Ale kto, mog¹c tanim kosztem unikn¹æ p˘jœcia pod n˘¿, z tej szansy nie skorzysta?
Ludzki spos˘b myœlenia zacznie ewoluowaæ. I o to nam chodzi.
Robota jest ciê¿ka i brudna. Zlecam j¹ tobie. Dobierz sobie
asystent˘w i przedstaw mi ich listê.
To teraz ciê pob³ogos³awiê i spieprzaj.
K. pojawia siê w bocznych drzwiach.
Aleœ go zagada³. NieŸle, jak na pocz¹tek
Aparatura dzia³a ca³kiem dobrze. S³ysza³em ka¿de s³owo.
A...
A co?
Czy to, co on us³ysza³, to tak naprawdê jest?
Boisz siê, ¿e i ja powiem: long way to Stuperery?
S³uchaj... no tak.
Kiedy ciebie wybrali, pomyœla³em sobie, ¿e nie na pr˘¿no da³em siê wtedy obiæ z tym transparentem. Jesteœ moim najlepszym przyjacielem, znamy siê od.. i pomyœla³em...
No, a potem..
Rozumiem, co masz na myœli.
Tak. rozumiem.
I pewnie boisz siê, ¿e ja chcê po prostu podzieliæ, aby rz¹dziæ.
Gumki tak, aborcja nie, œlub dla homos˘w tak, ¿ona dla wikarego nie, i tak dalej?
Dok³adnie tak. Jednak ci nie doceni³em.
Kochany. nie w tym rzecz.
A w czym rzecz?
Sekunda przerwy, zgodnie z tradycj¹.
Katolicyzm jest drog¹ œrodka.
I poszed³.
On nie jest g³upi. Nie powie wszystkiego i wie, ¿e ja jemu te¿ nie powiem o wszystkich moich zamiarach.
Tylko.. prawda jest taka, ¿e ja o nich nie powiem nikomu. nawet sobie.
Naprawdê czasem nie wiem, co za sekund powie g³oœnik ma koñcu drutu, kt˘rego pocz¹tek jest w moim mikrofonie.
Naprawdê nie wiem.
To kto wie?
Raczej niespecjalnie papieskie pytanie.
K. lekko zbiega ze schod˘w, z kt˘rych schodzi, czasem z³azi, czasem, siê zwleka, codziennie, by, skrêciwszy w lewo, zag³êbiæ siê jak zwykle w tunel bramy.
Ju¿ w bramie nagle uœmiecha promiennie siê do stoj¹cego jak mumia Szwajcara, pstrz¹cego siê niczym egzotyczna papuga.
Jest nas trzech.
By³ jeszcze jeden?
Podobno. Nazywa siê bodaj¿e Ozorkovic.
Sk¹d siê przywl˘k³?
Bodaj¿e...
podobno, nie maj¹c nic lepszego do roboty, przysta³ do Hare
Krsna.
Po angielsku zaj¹c?
Chyba nie to mia³em na myœli..
Wiêc przysta³ do nich i potem wyjecha³ z nimi do Indii. By³ tam jakimœ tam sekretarzem, chyba nawet dosyæ generalnym. Siedzia³ tam przy biurku w ajerkondycji, potem wychodzi³ na ulice, wa³êsaæ siê wœr˘d t³umu ¿ebrak˘w..
Pewnego razu napotka³ kogoœ. A by³ Ju¿ wtedy pod³amany, nawet fanta by³a w gorszym gatunku.. zreszt¹ im fanty nie by³o wolno.
No i spotka³ wtedy jak¹œ... osobê. i nawr˘ci³o go.
On do niej podszed³ i zagai³.
Rozmowa dosz³a do takiego punktu, ¿e on jej w koñcu siê
zapyta³:
co ja tu robiê? I podobno sam zapyta³, bez podpuszczania.
Odpowiedzia³a mu: a B˘g ciê wie.
Wtedy, po chwili milczenia, on zapyta³: to co ja mam robiæ?
OdpowiedŸ by³a jak wy¿ej.
Wtedy on przed ni¹ ukl¹k³ i powiedzia³: B˘g Mo¿e i wie, ale o Tobie m˘wi¹, ¿e przerastasz ³ebskoœci¹ wszystkich tych jogin˘w razem wziêtych. Wiêc na ty pewno wiesz; czemu nie chcesz mi powiedzieæ? Tu mam m˘j amerykañski r˘¿aniec o sto i oœmiu koralach..
a ona na to: tyle Ju¿ stan˘w sobie nanizali? D³ugo z tych Indii nie wyje¿d¿a³am.
Wtedy on Ju¿ nie wytrzyma³ i do niej: Chcê siê nawr˘ciæ! co mam
robiæ?
A co chcesz robiæ?
Nie wiem
Wtedy natychmiast pad³a cicha, lecz pewna odpowiedŸ:
Dobrze. Ju¿ jesteœ nawr˘cony.
I da³a mu r˘¿aniec, zwyk³y, tani plastikowy. nie m˘wi¹c, co ma
robiæ z tamtym. I go nawr˘ci³o.
I nie jest wykluczone, ¿e teraz on jest jednym z tw˘rc˘w tego,
co robi Judasz II.
I kto to wtedy m˘g³ byæ?
Oficjalnie powiadaj¹, ¿e lokalna ¿ywa œwiêta, Matka Teresa z
ba³kañskiego kot³a.
Z tym, ¿e przemawiaj¹ przeciw: naprawdê wyj¹tkowa okazana inteligencja, nawet, jak na noblistê z wiadomym wykszta³ceniem, lecz i to, ¿e na odchodnym powiedzia³a, czy powiedzia³ mu, ¿eby nie przestawa³, i r˘¿añca nie wyrzuca³, dop˘ki mu nie zgubi siê sam,
a wtedy Mo¿e siê zastanowiæ, czy dalej jest mu potrzebny, albo po prostu zrobi³ sobie nowy, do nastêpnego, i tyle.
Kto to m˘g³ byæ?
W³aœnie m˘wi¹, wtedy od dawna Ju¿ nie ¿y³ ani ojciec Grifiths, ani ojciec de Saux, i nie bardzo wiadomo, gdzie podziewa³ siê Butz, a tak¿e i K.. To znaczy, oni nawzajem zaœwiadczali, gdzie wtedy byli i co robili, ale nikt inny tego nie Mo¿e potwierdziæ.
Mo¿e nie Mo¿e, ale do takich Indii?
Mamy rekord z indyjskiego WOPu. Potwierdza jednoznacznie to, co i tak wiemy: ¿e noga ani Butza, ani K. nie posta³a w Indiach.
Jasna sprawa. Podobnie, jak z Jezusem. przepraszam, ¿e tak jednym tchem.
Co jeszcze wiadomo o reszcie jego ludzi?
Niewiele. Obecnie Judasz zaczyna organizowaæ zesp˘³ t³umaczy.
Sam w og˘le rzadko wyg³asza w obcych jêzykach, Chocia¿ stopniowo uczy siê w³oskiego, angielskiego, i jeszcze czort wie czego... Mo¿e w³aœnie czartowskiego? On, jak chce, to z ka¿dym znajdzie wsp˘lny jêzyk. niestety.
Jego t³umaczem z pocz¹tku by³ K.. Obecnie Ju¿ tylko sprawdza t³umaczy na ¿ywo podczas pracy. Jest jeszcze parê luŸno zwi¹zanych os˘b.. jest ich cholernie ma³o.
A kto kieruje papiesk¹ obstaw¹?
Zdaje siê, ¿e jest to kobieta, jezuitka z teren˘w by³ej
Jugos³awii. Ale nikt naprawdê nie wie, kto to jest.
Dobrze. Do tego te¿ jeszcze wr˘cimy.
K³opot z tym, ¿e on wreszcie zamierza zorganizowaæ pierwsz¹
wizytê. W Japonii. Dlaczego tam?
Byæ mo¿e... do tego te¿ wr˘cimy.
Nikt nic nie rozumie.. on jest czasami taki. taki, jak jego modlitwa.
wra¿enie podobno niesamowite. tak m˘wi¹.
Ci, kt˘rzy widzieli, jak trwa ze spuszczonym wzrokiem, powiadaj¹, ¿e to jest jakaœ... modlitwa do siebie samej.
tak m˘wi¹.
I do tego wr˘cimy, jak przyjdzie czas.
Zbiera mu siê powoli. My, w odr˘¿nieniu do niego, nie jesteœmy
sami.
I mamy czas.
Mamy?
Mamy.
Poczekamy, a¿ zrobi b³¹d.
Taki, jak Vaticanum II?
Chocia¿by.
Te wszystkie..
Tak. szkoda powtarzaæ. Z³y to arendarz, kt˘ry to, co w arendê wzi¹³, trwoni.
Przecie¿ wszystko by³o proste. OdpowiedŸ na wszystkie pytania, œwiêci chroni¹cy od nag³ej œmierci..
Nie wiem czemu, ale ich mi jest szczeg˘lnie ¿al. Œwiêtej Barbary, Œwiêtego Miko³aja, strzeg¹cych ludzi od wszelkiego wypadku.
Od z³ej przygody. Tych, co ich w 1968 roku wyr¿n¹³ Pawe³ VI.
Byli œwiêci, ludzie k³adli w nich ca³a sw¹ nadziejê, i...
Nawet sam Judasz zamierza³ ich przywr˘ciæ, ale..
W og˘le, czy to ma siê nazywaæ religia?
Nie szanowaæ w³asnych mistyk˘w, w³asnych cud˘w, w³asnych œwiêtych.
Pop³uczyny po Darwinie, Marksie i Paw³owie..
Jeden wielki b³¹d.
To o to chodzi³o?
Nie. Sob˘r Watykañski II b³êdem by³ dlatego, ¿e przedtem by³ ju¿ Sob˘r Watykañski I.
Papie¿ uzyska³ nieomylnoœæ i m˘g³ dekretowaæ dok³adnie to, co uwa¿a³ za w³aœciwe.
A on wtedy uruchomi³ tê ca³¹ machinê..
I potem ona ju¿ przesz³a ma w³asny rozrachunek.
A Judasz teraz jest sam. jak podr˘¿nik w œrodku buszu.
I postêpuje podobnie.
Czego chce, to dekretuje. Nie pyta, kogo nie musi.
Trzyma w garœci to, co jego. za reszt¹ nawet siê nie obejrzy.
I ma racjê.
Jeszcze.
Ale wczeœniej czy p˘Ÿniej zacznie robiæ b³êdy.
Wiemy na pewno.
I poczekamy.
----------------------------
Co zosta³o jeszcze na dzisiaj?
Hm.. dzieñ w³aœnie siê zaczyna.
S³usznie. wiêc co zosta³o?
Ci nieszczêœni seminarzyœci.
Ja im powiem, ¿e ciebie nie bêdzie.
Nie. odpocznê chwilê i do nich pojadê. Przywitam ich, zasunê tam jak¹œ gadkê...
Co by im powiedzieæ tym razem...
Byle nie za du¿o.
Za chwilê udzielone wam bêd¹ wy¿sze œwiêcenia. Za chwilê udacie siê na pracê bez nagrody.. Ju¿ was to nie minie.
Wiêc jeszcze chwilê cierpliwoœci. coœ wam powiem.
Za godzinê wyjdziecie z tego budynku z fachem w rêku, i zaczn¹ was nazywaæ urzêdnikami Pana B. Jest to zaw˘d z tradycjami.. je¿eli nie najstarszy, to jeden z najstarszych.
Starajcie siê byæ dobrymi urzêdnikami. Pamiêtajcie, ¿e na ka¿dego z was zawsze przypadnie pewna liczba wiernych, i dobro wiernego winno na zawsze pozostaæ wasz¹ najwiêksz¹ wartoœci¹.
Niekt˘rzy te¿ bêd¹ was nazywaæ personelem naziemnym. To te¿ nie jest ¿adna obraza. Jest na œwiecie wiele lotnisk, my jesteœmy jednym z wiêkszych i starszych. Jesteœmy po to, ¿eby nasze za³ogi nie pogubi³y siê w przestworzach.. no, i ¿yczymy im
z ca³ego serca wysokich lot˘w, tak samo zreszt¹ serdecznie, jak i za³ogom z innych lotnisk. wszak niebo jest dla ludzi.
B˘g stworzy³ œwiat, a potem cz³owieka. Niekt˘rzy koryfeusze r˘¿nych pr¹d˘w lubili powiadaæ, ¿e to by³ b³¹d. Jak by nie by³o, faktem pozostaje, ¿e, choæ oczywiœcie os¹dzanie Boga nie zalicza siê w poczet waszych podstawowych obowi¹zk˘w, to jednak ci
dwaj partnerzy zawsze mieli k³opoty z dogadaniem siê pomiêdzy sob¹. Nawet je¿eli ktoœ przyj¹³by tê tezê, ¿e oni nie s¹ od siebie r˘¿ni, to faktem pozostaje, ¿e ten ktoœ, staraj¹c siê z tym kimœ porozumieæ, ci¹gle zmaga siê z przeszkodami. To w³aœnie
nazywamy histori¹ zbawienia.
Czy taka by³a wola Bo¿a? Jedno jest w zasadzie pewne. Bez tego bylibyœmy niepotrzebni. spis zawod˘w skr˘ci³by siê o jedn¹ pozycjê.
Ludzie potrzebuj¹ religii. potrzebuj¹ religii prawdziwie uniwersalistycznej.. to na pewno te¿ s³yszeliœcie.
Potrzebuj¹ religii z ludzk¹ twarz¹. To wam powtarzam na wszelki wypadek..
Nikomu nie wolno o tym zapomnieæ. Nie my religiê stworzyliœmy, lecz zawsze bêdzie na niej odcisk naszych r¹k.. Wiêc wasza odpowiedzialnoœæ jest niebagatelna.
Do tych i wielu innych spraw dane wam jeszcze bêdzie powracaæ wielokrotnie. R˘¿nie te¿ mo¿ecie chwilami z tym siê czuæ. Ale to wasze uczucia, to r˘wnie¿ wasz zaw˘d.
Jeden z moich poprzednik˘w nazwa³ kiedyœ cz³owieka: alter Iesus. Wiêc, Chocia¿ zdecydowanie nie jesteœcie nikim specjalnym, to jesteœcie ludŸmi, co podobno brzmi dumnie - i nimi pozostañcie.
------------------------
Rzecz dzieje siê nieco p˘Ÿniej, czyli parê lat temu. Ozorkowiæ jest Ju¿ lekko siwy.
Ubrany jest zasadniczo dalej w kolorach "kultowych". Pewne szczeg˘³y pozwalaj¹ domniemywaæ, ¿e mo¿e byæ w ¿a³obie. Siedzi przy biurku, patrz¹c w ekran -telewizora, komputera?
Wra¿enie jest takie, ¿e widzimy to, co Ju¿ widzieliœmy, jedynie z innej perspektywy - wznosz¹cy siê bia³y dym, dobiegaj¹ce strza³y...
Ekran ciemnieje. Ozorkowiæ zrywa siê. Zakrêca gaz, wodê, bierze coœ poœredniego pomiêdzy ma³ym neseserem a du¿¹ torb¹, wrzuca weñ parê najniezbêdniejszych rzeczy, wyci¹ga klucze i idzie do drzwi.
==============================
I jak ten Ozorkoviæ..
Gadaliœmy. Fajny facet. razem Mo¿e uda siê zrobiæ wiêcej.
Ja te¿. i opowiada³, jak..
Ale to by³a spowiedŸ.
Oczywiœcie. rozumiem.
i, po sekundzie:
A ja i tak wiem.
I pewnie dodawa³, przez kogo.
A ty, co s¹dzisz o PiusieXII?
No c˘¿. To by³ œwiêty cz³owiek. Czcili go nawet, a Mo¿e przede
wszystkim niewierz¹cy. Tylu by³o ludzi, kt˘rzy Firmê mieli
gdzieœ, a jego uwielbiali..
A ty, jak zwykle, dok³adnie odwrotnie...
Zna³em takiego pierwszego sekretarza. te¿ zna³ jêzyki, te¿ lubi³
dzieci, te¿ sprawdzi³ siê w kopalnictwie.
Aby Firma ros³a w si³ê...
Widzisz. A ka¿dy dobiega koñca swoich dni. I dopiero jego
nastêpca widzi, co on mu naprawdê zastawi³. Pojawiaj¹ siê
ksi¹¿ki... jaki on by³ naprawdê. kiedy on Ju¿ jest w niebie..
powiedzmy.
A ¿ywi musz¹ piæ piwo, kt˘rego on nawarzy³.
Czy on by³ taki g³upi? przecie¿ dorobek by³...
Zamiast ekumenizmu zawoalowana, subtelna, ale jednak
kontrreformacja.
Z programowym wypiêciem na te wszystkie religie, z kt˘rych
wyznawcami nie mieliœmy przyjemnoœci wzajemnego podrzynania sobie
garde³.
Dzisiaj przecie¿ ka¿dy œrednio rozwiniêty cz³owiek rozumie, ¿e plan Bo¿y by³ taki, by Koœci˘³ siê rozcz³onkowa³, by poszczeg˘lni Jego wyznawcy ruszyli w³asnymi œcie¿kami, odkrywaj¹c na w³asn¹ rêkê ich kolejne zakrêty, na w³asn¹ rêkê ucz¹c siê i b³¹dz¹c.
A oni z ekumenizmu zrobili sobie kontrreformacjê w bia³ych rêkawiczkach.
Przepraszam, zaczynam siê denerwowaæ.
Na r˘wni z obron¹ ¿ycia lansowa³ na bij zabij obronê naturalnoœci; co to w og˘le jest i sk¹d siê wziê³o? Bo Ani Jezus, ani Jahwe o istnieniu
czegoœ takiego nie wiedzieli.
Widaæ on by³ lepiej ochrzczony.
przepraszam.
S³ysza³em, jak powiadali, ¿e naprawdê mia³ tylko jedno
powo³anie: wo³anie na puszczy. przemawia³ tak, ¿eby zrobiæ jak
najwiêksze wra¿enie i jak najmniej ludzi przekonaæ.
A tak¿e, ¿e tak naprawdê dobrze rozumie siê tylko z dzieæmi i
wieœniakami.
To akurat by³o coœ dla...
No. A najproœciej powiedzieæ, ¿e, jeœli chodzi o praktykê, on po prostu Ÿle rz¹dzi³.
A co siê tyczy nauczania, to wielu pr˘bowa³o wzi¹æ to w ajencjê, a by³o te¿ wielu, kt˘rzy ¿yli z tego, ze anga¿owali cala swa erudycje , by t³umaczyæ to wszystko z polskiego na nasze.
Tymczasem, je¿eli poczynimy to za³o¿enie, ¿e to w og˘le trzyma siê kupy, to tego w og˘le nie da siê rozumieæ.
PiusXIII by³ po prostu jednoosobowa sekt¹.
A nas ilu jest?
Zreszt¹ zawsze i tak to zn˘w o jednego wiêcej.
A ty co uwa¿a³eœ?
Czeka³em wiele lat, a¿ on przem˘wi ludzkim g³osem. a¿ przestanie
traktowaæ mnie jak jednego z milion˘w swoich wnuczk˘w..
Mo¿e nawet stanie siê cud i pewnego dnia przem˘wi do nas po
partnersku.
A on by³ taki œwiêty. i taki w gruncie rzeczy nieprzystêpny. Kto naprawdê w˘wczas wiedzia³, jaki on naprawdê by³? A podobno jako zwierzchnik ¿adnej dyskusji nie dopuszcza³, ani nikogo o zdanie nie pyta³, i podw³adnych traktowa³, jak traktowa³.
W pewnym momencie znowu wraca³em do domu, w³¹cza³em telewizor,
i w dzienniku telewizyjnym zn˘w widzia³em jego przedziwn¹ twarz.
I znowu siedzia³em przed ekranem, i ja uœmiecha³em siê do niego,
a on do mnie. Jak w zakoñczeniu pewnej ksi¹¿ki.
I mia³ coœ w sobie. Po prostu podoba³ siê ludziom; wszystkim, bez
wzglêdu na wiek i p³eæ. Mo¿e na tym polega³ jego fenomen.
Kt˘¿ œmia³by krytykowaæ kogoœ tak piêknego i œwiêtego. I nadawa³ na te nieszczêsn¹ cywilizacjê, z kt˘rej sam wczeœniej wyr˘s³, a z kt˘rej mia³ wyr˘œæ dzisiejszy wszechobecny pekuniocentryzm. Ze skutkiem w og˘le dla siebie typowym. To znaczy wysoce
bumerangowym.
Bo jedno jest pewne: ¿e wyros³a. co najmniej r˘wnie w g˘rê i wysoko.
Hydra, kt˘rej ani on, ani ja...
Szkoda m˘wiæ.
A przecie¿ to on po dojœciu do w³adzy jako pierwszy w historii machn¹³ pi˘rem i
kto chcia³ byæ zwolniony ze œlub˘w, mia³ do wyboru, ciê¿ko
zachorowaæ, jak za naszych czas˘w na komisji poborowej, albo wywalczyæ suspensê innym sposobem. no. pamiêtasz
przypadek Kazika..
Jeden podpis, prawie r˘wno w rocznicê zakoñczenia VaticanumII...
umowny koniec epoki posoborowej.
Œw. JanXXIII by³ gruby jak beczka, i pewien frenolog powiedzia³, ¿e ma czaszkê zab˘jcy. I na tym koñczy³y siê jego wady.
A PiusXIII mia³ tak¹ prezencjê, jak nikt przed nim, i...
Rozumiem, co masz na myœli.
I co o tym wszystkim s¹dziæ?
S³uchaj. to ju¿ by³o. I oby by³o ju¿ poza nami.
Po co s¹dziæ. po co os¹dzaæ.
Po nas te¿ bêd¹ potomni.
JanXXIII ju¿ jest po prostu najzwyklejszym œwiecie œwiêtym, i tyle.
A do PiusaXIII modlili siê za ¿ycia. Za ¿ycia nazywali jego imieniem.. co siê da³o. Wiêc mo¿e ju¿ odebra³ swoj¹ nagrodê. A mo¿e...
c˘¿ ja ci powiem.
Po prostu niechaj czas rozs¹dzi, co trzeba i kogo trzeba.
A my to zostawmy za sob¹.
papie¿ Butz dzisiaj znowu spêdza noc w archiwach. Do bia³ego
rana tonie w papierach, by wreszcie z jednym z nich w d³oni
zasn¹æ Ju¿ po wschodzie s³oñca. Nie wszystkim podoba siê taki
tryb ¿ycia papie¿a; powinien wstawaæ z kurami, a k³aœæ siê spaæ
z kotami. To drugie zreszt¹ robi w archiwach bardzo czêsto.
Dziœ wyj¹tkowo nie w archiwach. Materac papie¿a spoczywa na
pod³odze pomiêdzy p˘³kami Biblioteki Centrali.
Czuwaj¹cy jak zawsze na nocn¹ zmianê goryle maj¹ przynajmniej jak¹œ odmianê.
Kiedy rankiem K. przyjdzie do przyjaciela, by zrobiæ ma pras˘wkê z ca³ego TV-sat i Interne tu, widzi, ¿e p³aka³.
To mu siê co prawda czasami zdarza, ale nigdy w tym stopniu.
No, przynajmniej dot¹d.
Co siê sta³o?
Butz œciska w d³oni po¿˘³k³y sztych.
Ledwo mo¿na rozr˘¿niæ kontury. Szczerze m˘wi¹c, to w³aœciwie
wcale. Pod spodem ledwo czytelny podpis: Iesus Ridens.
I c˘¿?
Ja Ju¿ teraz naprawdê nic nie wiem.
I po sekundzie: Nareszcie. Nareszcie.
Przepraszamy was bardzo serdecznie, ale nasz mistrz znowu nie
bêdzie m˘g³ siê z wami zobaczyæ.
je¿eli macie bardzo wa¿ne pytania, z kt˘rymi przybyliœcie do nas z bardzo daleka, czy zreszt¹ po prostu wa¿ne pytania, na temat Waszego ¿ycia, czy to codziennego, czy duchowego, spr˘bujcie je zadawaæ, a my spr˘bujemy nie tyle na nie odpowiedzieæ, co
przypomnieæ sobie, co na ten temat m˘wi³ nasz mistrz.
Dzisiaj postaram siê uczyniæ to ja. Jestem jednym z m³odszych
mnich˘w; mieszkam tu dopiero kilka lat.
Poproszono mnie o to, poniewa¿ znam angielski i dlatego czasami w miarê moich skromnych mo¿liwoœci wystêpowa³em jako t³umacz.
Co mam robiæ, kiedy ktoœ prosi mnie o pomoc, a ja wiem, ¿e jemu ta pomoc tak naprawdê nie jest potrzebna, ¿e im chodzi tylko o to, ¿eby mnie wyzyskaæ, i, ¿eby im pom˘c, moim obowi¹zkiem jest im odm˘wiæ tego, o co prosz¹, Chocia¿ mog³abym to zrobiæ?
Zr˘b, nie zwlekaj¹c, milion pok³on˘w, albo, je¿eli tego dnia s³abiej siê czujesz, dziesiêæ milion˘w razy om mani padme hum. Tak zwykle odpowiada na takie pytania nasz mistrz.
On jest bardzo wyczulony, uwa¿a, ¿e tu chodzi o to, ¿e niekt˘rzy ludzie, kt˘rzy ceni¹ sobie siebie bardziej, ni¿ innych, nie maj¹ doœæ konsekwencji i si³y, wewnêtrznej czy innej, ¿eby odm˘wiæ potrzebuj¹cym, albo zrobiæ coœ podobnego, do tego celu
pr˘buj¹ zaprz¹c mistrza.
No, ale ja nie jestem ¿adnym mistrzem, wiêc Mo¿e powt˘rzê inn¹ jego radê, tak¹ bardziej uniwersaln¹. Dobry jest ka¿dy pretekst, ¿eby nad sob¹ pracowaæ. Trzeba to robiæ. Wiêkszoœæ problem˘w przy tej okazji zniknie, albo odejdzie poza kadr.
Ja sam doda³bym, ¿e Mo¿e ³atwiej temu komuœ po prostu pom˘c tak, jak on o to prosi? Do tego trzeba odwagi. To prawda.
Chocia¿, czy nie jest to pierwszy, naprawdê ani skomplikowany, ani spektakularny, ludzki odruch w takiej sytuacji?
Ale na pierwszym miejscu proszê postawiæ to, co powiedzia³ nasz mistrz.
Wielu ludzi m˘wi mi, ¿e duszê w sobie agresjê, ¿e nie potrafiê wyrzuciæ z siebie tego wszystkiego, co jest we mnie. Jak to rozwi¹zaæ?
Ka¿demu siê mog¹ czasami zdarzyæ pewne rzeczy.
Jednak¿e nie powinno siê ¿¹daæ od bliŸnich wiêkszej pob³a¿liwoœci, ni¿ samemu jest siê w stanie okazaæ.
Czy buddyzm wierzy w grzech pierworodny?
U nas nie m˘wi siê o pierworodnym grzechu, natomiast, owszem,
o z³ej karmie jak najbardziej. I nie chodzi tu o jak¹œ œlep¹ wiarê w przeznaczenie, lecz o przypomnienie o cnocie pokory.
Cz³owiek nosi w sobie co takiego, to prawda. Niekt˘rzy nazywaj¹ to poczuciem winy. Wielu psycholog˘w uczy, ¿e trzeba z tym walczyæ. Taka walka czêsto przybiera postaæ narzucania sobie irracjonalnego poczucia ca³kowitej czystoœci, albo te¿ nie mniej
dojrza³ego poczucia pozostawania poza wszelkimi zasadami moralnymi. Zaœ dojrza³¹ rzecz¹ jest to, co jest, dostrzec, zaakceptowaæ i razem z tym ewoluowaæ.
Co s¹dzisz o innych wznios³ych i piêknych naukach duchowych ca³ego œwiata?
C˘¿, wznios³e nauki, jak kaba³a, buddyzm tybetañski, i wiele, wiele innych, maj¹ i ten aspekt, ¿e do pewnego stopniu uwznioœlaj¹ cz³owieka, po prostu przez to, ¿e porywaj¹ poprzez si³ê obrazu, i czêsto zawi³ej symboliki, myœl w jakieœ, powiedzmy to tak, g˘rne rejony. Niew¹tpliwie mo¿e to byæ korzystne, nie przeczê.
A co w og˘le s¹dzisz o wartoœci rozlicznych doktryn tego typu?
Co do r˘¿nych doktryn, to wielu buddyst˘w œlubuje, ¿e je wszystkie zg³êbi¹. Inni koncentruj¹ siê na jednym, tym, co maj¹ w zasiêgu swojej reki, aby osi¹gn¹æ cel.
Mo¿e to oni maj¹ racjê?
Je¿eli ktoœ wierzy w ostateczne odpowiedzi.
Osobiœcie chcia³bym dodaæ, ¿e ka¿da nauka jest dla ludzi, natomiast mo¿e ciekawym probierzem jej wartoœci jest to, co dzieje siê z osob¹, kt˘ra ju¿ och³odnie.
Co ci ludzie robi¹, co z nich zostaje, gdzie id¹, i jak tam postêpuj¹.
Doktryna, kt˘ra najpierw za sob¹ porywa, a potem leczy z duchowych aspiracji na resztê ¿ycia, to nie jest doktryna warta polecenia.
Na to mo¿e wypada zwr˘ciæ uwagê.
Jak zniszczyæ ego? Czy niszczenie w³asnego ja, zalecane przez
tylu mistrz˘w, ma w og˘le sens?
To jest jednak, przepraszam za s³owo, bardzo zachodnie
myœlenie.
Ka¿dy posiada taki organ psychiczny, to, co Hindusi nazywaj¹ ahamkara, co oznacza: ja czujê, ¿e ja jestem i funkcjonujê.
Tutaj wielu z nas powoli doœwiadcza, ¿e to coœ bynajmniej nie zostaje wyrwane niczym gruczo³ jadowy ¿mii czy serce smokowi, lecz zaczyna odchodziæ w t³o. Miniaturyzuje siê, trochê tak, jak diody, wtapiaj¹ce siê w obwody drukowane choæby w s¹siedniej
fabryce za murem. Upraszcza siê, jak organ w trakcie ewolucji, przyk³adowo jak ogon u Darwina.
Niekt˘rzy mawiaj¹, ¿e ego to z³oœliwa i inteligentna hydra, z kt˘r¹ walka jest nieomal beznadziejna, i temu podobnie. mo¿na i tak m˘wiæ. Ja ze swej strony mogê powiedzieæ tyle, ¿e jarskie po¿ywienie, regularny tryb ¿ycia i rozs¹dna asceza dzia³aj¹
³agodnie, lecz niespodziewanie skutecznie i rzeczywiœcie po jakimœ czasie, u jednych d³u¿szym, u drugich kr˘tszym, cz³owiek Ju¿ nie jest ten sam. I to naprawdê bez ¿adnych wiwisekcji czy swoistego masochizmu.
Cz³owiek siê zmienia. Coraz mniej potrzebuje, coraz wiêcej z siebie daje, a swoje zadowolenie i cudzy po¿ytek potrafi osi¹gaæ w spos˘b coraz mnie dramatyczny.
To wszystko. i nie ma w tym ¿adnej potwornoœci.
Pod warunkiem, ¿e cz³owiekowi uda siê wejœæ w potok, w jego koryto.
Przestawienie siê na ten tryb ¿ycie Mo¿e dla niekt˘rych byæ trudne. dla mnie po prostu nie by³o. Jak by nie by³o, s¹ to metody, sprawdzane przez parêdziesi¹t wiek˘w. I nie jest. absolutnie konieczna jakaœ wyj¹tkowa determinacja, choæ niekt˘rym osobom
i ona bywa pomocna, jako ¿e ostatecznie wszyscy jesteœmy do siebie podobni, ale ka¿dy jest inny.
A w³aœnie. mo¿na zapytaæ. ju¿ nie Waszego mistrza, kt˘rego tak pragnê³am ujrzeæ, ale was samych. Jak tutaj siê ¿yje?
Tu jest dobrze. Mamy to, co potrzebne do ¿ycia; a do ¿ycia nam potrzeba bardzo niewiele.
Rano wstajemy, owszem, wczeœnie, lecz w tym klimacie nie jest to bardzo uci¹¿liwe. Jest czas na medytacje i œpiewy, ale przede wszystkim na r˘¿ne prace.
Nie jest to z ca³¹ pewnoœci¹ odpoczynek, ani dom z³otego wieku.
Po prostu, co dzieñ rano stajesz, choæ nie zawsze siê chce, i do wieczora dajesz siê zaskoczyæ temu, co przyjdzie.
I czy jest to dzieñ, jak co dzieñ, czy coœ, czego jeszcze w tym wcieleniu nie ogl¹da³em, zawsze jest to takie samo zaskoczenie.
Czy znasz opowieœæ o parasolu i sanda³ach?
A tak. Opowieœæ o mistrzu, do kt˘rego przyby³ starszy uczeñ, aby otrzymaæ przekaz nauczania i samemu zostaæ mistrzem.
Zostawi³ parasol i sanda³y na zewn¹trz domu mistrza i wszed³, k³aniaj¹c siê.
W˘wczas mistrz zapyta³ go: czy tw˘j parasol by³ na lewo od sanda³˘w, czy po prawej?
Uczeñ zrozumia³. Sk³oni³ siê i oddali³.
Tak to by³o?
Tak. I o co tu chodzi³o?
Mistrz chcia³ sprawdziæ, czy jest on got˘w na przyjêcie ostatniej, najwy¿szej nauki.
Jaka ona by³a?
Po pierwsze, natur¹ cz³owieka jest niedoskona³oœæ, i trzeba to zaakceptowaæ.
Po drugie, pierdu³ki nie s¹ ostateczn¹ natur¹ Wszechœwiata. Kto o tym nie wie, trwa w u³udzie.
No, i uczeñ okaza³ siê niegotowy.
Gdyby potem, nauczaj¹c, egzekwowa³ od swoich uczni˘w doskona³oœæ tak pojêt¹...
Pomyœlcie.
No i, po trzecie, jak mistrz gada, siê s³ucha, ale przywi¹zywaæ siê do cudzych s³˘w?
Czy m˘g³byœ skomentowaæ jeszcze jedn¹ opowieœæ -tê o herbacie?
Pewien mistrz by³ zaproszony w odwiedziny do pewnego naukowca.
W pewnej chwili mistrz nalewa³ uczonemu herbatê.
Uczony zobaczy³, ¿e fili¿anka Ju¿ wype³ni³a siê, zaœ mistrz
nalewa i nalewa.
Po chwili mistrz wyjaœni³ zdziwionemu: taki jest tw˘j umys³.
Pe³na fili¿anka, do kt˘rej Ju¿ nic nowego siê nie zmieœci.
Tak..
Do pe³nego i Salomon nie naleje.
Lecz znowu. ktoœ m˘g³by przyjœæ i powiedzieæ: przecie¿ herbata to herbata. ¿eby tak wlaæ tam siwuchy, to od razu sk³ad chemiczny zawartoœci by zewoluowa³.
Ka¿dy kij ma dwa koñce.
Tymczasem herbata to po prostu herbata i z owsa ry¿u nie zrobi¹ nawet w Pora¿u. To jest w³aœnie ludzka kondycja, ludzki dylemat.
Ale jedno jest pewne: nic siê samo nie zrobi.
Co s¹dzisz o postêpowaniu pewnego duchowego nauczyciela; nazywa³ siê Mohan Chandra, mia³ 96 rolsrojs˘w?
Jego nauki by³y bardzo szerokie i raczej p³ytkie. Sam nie ba³ siê ascezy i niezale¿nie od tego, czy i kogo umia³ prowadziæ ku oœwieceniu, by³ to niew¹tpliwie ktoœ wybitny. Zaœ iloœæ skandali, zwi¹zana z jego w³asn¹ osob¹, by³a znikoma.
A co s¹dzisz o postêpowaniu paru innych mistrz˘w, kt˘rzy...
Wiem. S³uchajcie, faktem jest, ¿e Ka¿dy œwiêty ma swoje wykrêty.
Co nie zmieni faktu, ¿e nie œwiêci garnki lepi¹.
A moich oœmiu ostatnich mistrz˘w powiedzia³o mi, ¿e jestem leniwa
i przywi¹zana. Co mam im powiedzieæ?
Ja w m³odoœci w takich razach powiada³em: idealni uczniowie s¹ w
Czystej Krainie. Ale tego im nie m˘w.
A dziewi¹temu ju¿ nie zadawaj wiêcej pytañ.
Mnie powiedziano, ¿e jestem dualistyczna. Jak mam zwalczyæ m˘j
dualizm?
Zawsze jest pewien podzia³ na dwoje.
Niekt˘rzy m˘wi¹, ¿e B˘g potrzebowa³ cz³owieka i go sobie
stworzy³, a potem i a¿ do dziœ stara siê z nim dojœæ do ³adu
(niekt˘rzy nazywaj¹ to histori¹ zbawienia). Niekt˘rzy historycy
wierzeñ m˘wi¹, ¿e zaczê³o siê odwrotnie, no a potem w zasadzie
jednak tak samo...
Inni m˘wi¹ o wewnêtrznej czy prawdziwej naturze, kt˘ra tak naprawdê i w ostatecznym rozrachunku nie jest r˘¿na od ciebie, a tak nienaprawdê i w nieostatecznym jednak p˘ki co jest.
Rzecz¹ tego œwiata jest dwoistoœæ: B˘g cz³owiek, ch³op baba, i temu podobnie. Tyle, ¿e zanim iluzja ust¹pi i razem stan¹ siê jednym, trzeba umieæ ze sob¹ wytrzymaæ i siê dogadaæ.
Je¿eli tego nie osi¹gniesz, to mo¿esz nigdy nie byæ oœwiecony.
A jeœli nawet i bêdziesz, to nie bêdziesz umia³ tego harmonijnie przekazaæ.
Twoi uczniowie bêd¹ ¿reæ siê o sukcesjê po tobie, zanim porz¹dnie
posiwiej¹ ci w³osy...
Oczywiœcie, Ka¿dy œwiêty z definicji ma swoje wykrêty, ale to nie po wykrêtach poznaje siê œwiêtego.
Dwoistoœæ rzeczy trzeba umieæ zaakceptowaæ harmonijnie i dojrzale.
No i najlepiej, ¿eby nie robiæ z tego dzielenia w³osa na czworo.
Co mistrz wasz m˘wi na temat seksu?
Cywilizacji zachodniej brak jest r˘wnowagi. Byæ mo¿e popadanie na przemian w przeciwleg³e skrajnoœci jest jakimœ sposobem na istnienie, trudno mi o tym przes¹dzaæ. Z drugiej jednak strony proszê siê zastanowiæ.
kiedyœ seks uwa¿any by³ za coœ niemal¿e z³ego i zbytecznego.
Obecnie niemal dok³adnie to samo m˘wi siê o celibacie. Kiedyœ traktowany jako najwy¿sza cnota, dziœ uwa¿any jest za zboczenie.
Natomiast, nasz mistrz zawsze powtarza³, ¿e celibat jest wyj¹tkow¹ i bardzo cenn¹ drog¹ samorealizacji. Dlatego tak¹ cenn¹ i wyj¹tkow¹, ¿e jest to droga dla nielicznych.
Tutaj ¿ycie rodzinne jest wartoœci¹ o wiele bardziej
celebrowan¹, ni¿ na Zachodzie. ¯ona ma swoje obowi¹zki.
S¹ te¿ tu dzielnice.. no, r˘¿nie siê je nazywa w r˘¿nych
jêzykach.
Ludzie sk¹din¹d porz¹dni i szanowani tam chodz¹ i my ich nie
potêpiamy.
A sami tego po prostu nie robimy. Nasze miejsce nie jest
lepsze ani gorsze. Jest gdzie indziej.
Czy bez tego mo¿na ¿yæ?
Oczywiœcie. Ca³kiem nieŸle; w spokoju i bez problem˘w.
A co s¹dzisz o tych, kt˘rzy m˘wi¹, ¿e tantryczne po³¹czenie cia³ mo¿e byæ drog¹ do duchowej samorealizacji? Czy jest to naprawdê coœ wiêcej, ni¿ tylko pretekst do aktywnoœci p³ciowej, kt˘rego niekt˘rzy potrzebuj¹ z powodu r˘¿nych swoich kompleks˘w?
Zapewne tak, nawet na pewno, lecz do tego trzeba byæ wiêkszym anachoret¹, ni¿ my wszyscy razem wziêci.
Co bêdzie potem?
Potem nie bêdzie teraz.
Ale..
Wiem. Jedni odejd¹ bez ¿alu i ulgi, a drudzy nie. i tyle.
Czy ty siê modlisz? S³ysza³am, ¿e uwaga na najwy¿szym stopniu jest modlitw¹?
Staram siê, jak ka¿dy, byæ uwa¿ny, tak, jak mogê, ale nie przysz³o mi jeszcze nigdy do g³owy, ¿eby modliæ siê do w³asnej uwagi.
S¹dzê, ¿e modlitwa ka¿dego stopnia jest modlitw¹ - i roztargniona, chciwa, znudzona, i taka sobie.
A o takiej doktrynie, kt˘ra obiecuje zbawienie za sam¹ modlitwê, albo sam¹ uwagê, p˘ki co nie s³ysza³em.
mo¿e kr˘tko s³ucha³em.
Czy mo¿esz opowiedzieæ nam jak¹œ przypowieœæ waszego mistrza?
Z przypowieœciami to jest tak...
Ten gatunek literacki by³ na kontynencie reprezentowany przez Ezopa i La Fontaine'a.
W ka¿dej bajce jest rezoner, osoba, kt˘ra wypowiada s¹d. A ¿ycie to nie ksi¹¿ka. niestety.
No wiêc bajka jest.
By³ sobie w Indiach pewien mo¿ny kr˘l. S³ynny by z tego, ¿e uwa¿a³ siê za mêdrca. Zaprasza do swojego kr˘lewskiego pa³acu, do sali tronowej kapi¹cej od z³ota, jogin˘w i wêdrownych mêdrc˘w i prowadzi³ z nimi d³ugie dysputy - o cnocie, drodze, przywi¹zaniu.
Pewnego dnia kr˘l siedzia³, zatopiony w dyskusji. Nagle ca³y pa³ac stan¹³ w ogniu.
Jogin natychmiast rzuci³ siê ku drzwiom. Podobno pr˘bowa³ poci¹gn¹æ za sob¹ kr˘la...
W ka¿dym razie, jedno jest pewne. Zanim rzuci³ siê do ucieczki, chwyci³ swoj¹ miseczkê ¿ebracz¹ - jedyn¹ rzecz, jak¹ na tym œwiecie posiada³. Chwyci³ - i chodu. W˘wczas kr˘l wybuchn¹³ œmiechem.
I ty mienisz siê joginem. Ja bez drgnienia rzêsy tracê ca³y pa³ac, a ty przywia³eœ siê do nêdznej miski.
Niekt˘re Ÿr˘d³a dodaj¹, ¿e doda³: ty palancie.
Jogin oczywiœcie wiedzia³, ¿e na pewno m˘g³by sk¹dœ, od kogoœ otrzymaæ now¹ miseczkê, chocia¿ przy tym musia³by zaci¹gn¹æ nowe zwi¹zki karmiczne, a przecie¿ cz³owiek ma na tej ziemi pewne cele...
Nawet zamierza³ kr˘lowi to jakoœ wy³o¿yæ, a mo¿e po prostu chwyci³ tê miseczkê i tyle, i ju¿ go nie by³o w sali.
W tym momencie interweniowa³ trzeci rezoner: dach, kt˘ry zawali³ siê, grzebi¹c komnatê wraz z zawartoœci¹. a tak¿e, uwalniaj¹c œwiat od pewnej iloœci palant˘w.
Dok³adnej ich iloœci nie mogê podaæ z braku danych.
To mia³ byæ koniec.
Czy nie ¿al ci, ¿e porzuci³eœ sw¹ rodzim¹ cywilizacjê? Co czujesz, gdy ktoœ ci powie: Szekspira mamy?
Ja znam tragedie antyczne i Szekspira. Bogowie, czarownice, diab³y, symbolizuj¹ negatywne energie. Energie manifestuj¹ siê w ludziach i ludzie robi¹ b³êdy.
Potem inni ludzie z tego korzystaj¹ i na przyk³ad przejmuj¹ w³adzê, i bardzo czêsto nie widz¹, ¿e oni s¹ nastêpni w kolejce, ¿eby tragedia siê czasem nie skoñczy³a i teatr czasem nie zbankrutowa³. Kiedy znajd¹ siê na tronie, jak Kreon czy Fortynbras,
potrafi¹ tylko zadufaæ siê w sobie. Potem oni robi¹ te same b³êdy, i tragedia toczy siê dalej.
Na mnie pewne wra¿enie zrobi³a wy³¹cznie jedna tragedia: HenrykV.
Tam w³aœnie mamy do czynienia z m³odym kr˘lem, bezmyœlnym, pewnym siebie i nieokrzesanym. Rozrabia z kompanami, potem nagle wygania ich z kraju. W koñcu doradcy podpuszczaj¹ go, by wybra³ siê na podb˘j zamorskiego kraju, kt˘ry nie jest jego ojczyzn¹.
Jest to kapitalna scena. Doradcy, zapytani, jakie prawa on ma do tronu Francji, odpowiadaj¹, ¿e co prawda w krajach salickich kobiety nie dziedzicz¹, lecz kraj ten do ziem salickich nie nale¿y. Z czego nie wynika, rzecz jasna, dok³adnie nic.
M³ody kr˘l uœmiecha siê m¹drze i rusza do walki.
Wyprawa powoli zaczyna przybieraæ obr˘t nie taki, jak wyprawa Napoleona na Moskwê. Kiedy pozosta³a armia zostaje przez broni¹cego swego kraju przeciwnika przyparta do muru, przeciwnik, zadufany chwilowo jeszcze bardziej, ni¿ m³ody
kr˘l, sam pope³nia jeszcze jeden b³¹d. Ma wypoczête, ciê¿kozbrojne wojska, i od razu rzuca je wszystkie do ataku, chc¹c od razu zgnieœæ przerzedzon¹, wycieñczon¹ trudami armiê. Dziêki temu przegrywa. Zwyciêstwo m³odego kt˘ra jest z grubsza pyrrusowe;
to nie on wygrywa, lecz
przegrywa przeciwnik. W˘wczas w³aœnie m³ody kr˘l rozkazuje œpiewaæ: non nobis, Domine. Przypomina mi to gest su³tana, kt˘ry bêd¹c u szczytu swojej w³adzy, w chwili, gdy wreszcie pokona³ Bizancjum, publicznie siê upokorzy³ - w œwi¹tyni Boga,
kt˘ry nie by³ jego Bogiem, na gruzach wielkiego cesarstwa, kt˘re by³o wielkie chyba tylko swoim konaniem, a kt˘re chwilê wczeœniej sam dobi³, w gmachu, kt˘ry nie by³ œwi¹tyni¹ jego Boga, chocia¿ p˘Ÿniej ni¹ siê sta³. Wiêc nie wiadomo, przed kim - ale
on to wtedy zrobi³. I jakoœ nie s³ysza³em, aby ktoœ kiedyœ Konstantynopol mu odbi³.
I m³ody kr˘l postêpuje podobnie, chocia¿ robi to ca³y czas na swoj¹ miarê. I jest to jedyny bohater tragedii tego okresu, kt˘ry naprawdê mo¿e z wzglêdnie czystym sumieniem powiedzieæ: to, co po mnie pozostanie, nie bêdzie przedmiotem tragedii. On jeden
mo¿e coœ zrozumia³ i mo¿e bêdzie dobrym w³adc¹.
Wiêc Szekspira mamy chyba wszyscy, a ile z niego mamy, tyle mamy i tak.
Przepraszam, dzisiaj jestem bardziej wymowny, ni¿ powinienem. Brak mi cnoty pokory.
To zreszt¹ i tak wszystko dualizm.
A ty sam. przecie¿ jesteœ z Europy. Czy nie myœlisz czasami o powrocie?
Nie bêdê wymigiwaæ siê sloganem, ¿e zawsze by³em stamt¹d, gdzie w˘wczas by³em.
Ja by³em stamt¹d. Ja siê stamt¹d nie wynios³em, lecz przenios³em. Nie mia³em od czego uciekaæ, ani te¿ do czego wracaæ, wiêc po co wracaæ?
Sprawa tak prosta, ¿e nawet nie pyta³em o to mistrza. Ma tyle naprawê wa¿nych spraw na g³owie...
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
To rzeczywiœcie ty?
To ja. Pozna³em ciê od razu, i nie pytam, co ty tu robisz.
Masz gdzie nocowaæ?
Mam, zreszt¹, w waszych warunkach...Teraz bêdziesz zamyka³ bramê?
Tutaj nie ma nic do zamykania ani nic do pilnowania. Pustka.
Mo¿esz zostaæ, jak d³ugo chcesz.
Odjadê za godzinê. Powiedz mi, jeœli mo¿esz, jedn¹ rzecz.
Œlubowa³eœ, tak, jak wy wszyscy, ¿e nie bêdziesz k³amaæ. Za ka¿dym razem, gdy przychodz¹ do was ludzie i zadaj¹ pytania, m˘wicie im, ¿e tak m˘wi wasz mistrz. A przecie¿ dosz³o ju¿ nawet i do Ameryki, ¿e mistrz nie ¿yje od kilku dobrych lat.
Przepraszam, ¿e pytam, czy ty w og˘le go widzia³eœ?
Widzia³em go parokrotnie, kiedy jeszcze nie mieszka³em tu na
sta³e. Ca³kiem niez³y mistrz, zapewniam ciê.
I to ty wymyœlasz wszystkie te odpowiedzi na wszystkie te pytania? I to ty naprawdê jesteœ guru tych wszystkich pielgrzym˘w znad Renu i jeszcze czystszych rzek?
Najczêœciej ja. Guru nie jestem i nigdy nie bêdê.
S³ysza³em, jak ktoœ m˘wi³, ¿e najlepszym guru jest ¿ycie?
I przy fa³szywym guru mo¿na osi¹gn¹æ oœwiecenie.
Przys³owie za przys³owie za przys³owie.
Niewiele interesowa³ ciê œwiat poza murami klasztoru, je¿eli to, co zastêpuje œciany w tym klimacie, mo¿na nazwaæ murami.
Tak. Œwiat œwiatem, ale na pewno sobie poradzi bez tego, bym ja o nim co dzieñ myœla³. Nawet pewnie lepiej. Niezale¿nie od tego, ¿e wszelka medytacja jest œwiatu potrzebna. Tak¿e i nasza.
Ale owszem, poniewa¿ dobry ludzie ofiarowali nam komputery, stare intelowskie trzysetki, do cel˘w publikacji, i za³atwili te¿ nam dostêp do Interne tu, wiemy, co dzieje siê na œwiecie. Tutaj zreszt¹ w og˘le mnisi s¹ bardzo szanowani. Nikt mnicha nie
obrabuje; zreszt¹, naprawdê nie mia³by z czego. Kiedy tu przyjecha³em, œmia³em siê z opowieœci, ¿e w¹¿ ani inne stworzenie Bo¿e nie uk¹siæ mnicha, lecz do dzisiaj nie s³ysza³em o takim wypadku; mo¿e nie mam ¿y³ki plotkarskiej.
Mamy nawet i opiekê zdrowotn¹ - nie tak¹ ministerialn¹, tak¹, jak¹ ma ka¿dy robotnik; zaofiarowa³a nam j¹ jedna z tutejszych korporacji. Nieodp³atnie, tylko za reklamê, no i zas³ugê, jak nazywa to religia buddyjska. Ten kraj bardzo szybko siê rozwija,
a komputer osobisty znaczy tutaj mniej wiêcej tyle, ile motocykl w typowym kraju arabskim. Ale oni maj¹ to poczucie, ¿e rzecz dzieje siê pod niebem, a jednym z podtrzymuj¹cych je filar˘w s¹ wie¿e pag˘d.
Przypomina mi siê tutaj moja bardzo dawna bytnoœæ we W³oszech.
Podziwia³em tam w˘wczas to, ¿e w kraju r˘wnie katolickim, i r˘wnie¿ o tradycjach wolnomyœlicielskich, ludzie nie wstydz¹ siê swego wyznania, i prawie wszyscy, opowiadaj¹c o inflacji, aferach ³ap˘wkarskich, i innych, jeszcze bardziej domowych sprawach,
czêsto koñcz¹: Communque, c' e` ancora il Polacco a Roma.
Bardzo, bardzo stare wspomnienie; ju¿ ca³kiem poza tematem.
Choæ mo¿e nie ca³kiem...
Wiêc owszem, przez Internet prenumerujemy bezp³atne przegl¹dy
prasy r˘¿nych kraj˘w.
I nie jest dla nas ¿adn¹ tajemnic¹, jak na tak zwanym szerokim œwiecie, czyli po prostu tam, gdzie nas nie ma, rzeczy stoj¹.
Oczywiœcie, je¿eli kt˘ryœ spoœr˘d nas uwa¿a, ¿e dziej¹ siê akurat na œwiecie rzeczy warte akurat jego zainteresowania.
Czyli jednak jest coœ, co ciebie tutaj, zza tych krat, kt˘rych
nie widaæ, pasjonuje.
Nnnie, tak nie mo¿na powiedzieæ. Natomiast..
Natomiast?
No, ja na przyk³ad nie mogê ukryæ, ¿e zawsze œledzi³em ca³¹ historiê Judasza II.
A¿ do koñca? Tak¿e i.. wtedy?
Tak¿e i wtedy. Tak¿e i potem.
Jak myœlisz; czy ten papie¿-kwiat kiedykolwiek w cokolwiek wierzy³?
Kiedyœ podobno by³a taka ksi¹¿ka. W pamiêci pozosta³ mi tytu³. nazywa³a siê: Geniusz Chrzeœcijañstwa.
Nie wiem, co w niej jest, poniewa¿ nie jej nie czyta³em nigdy, albo od wielu, wielu lat.
Wiêc teraz ci nie powiem, co w niej siê kryje.
Bo z geniuszami nie wie, oj nie wie siê?
Zawsze jest tak, ¿e cz³owiek czegoœ nie wie.
Ty te¿ zreszt¹ jesteœ tego przyk³adem.
A tê jedn¹ historiê œledzi³em. zawsze. I nigdy nie przesta³em.
Papie¿ pochyla g³owê, spogl¹daj¹c przez iluminator samolotu.
Podr˘¿ niestety zbli¿a siê ku koñcowi. C˘¿ zrobiæ.
To znaczy, wiadomo, co teraz trzeba zrobiæ, natomiast Judasz II jeszcze jako kardyna³, biskup i kanonik, a przedtem, rzecz jasna, hippis i student z Bo¿ej ³aski, bardzo rzadko podr˘¿owa³. samolotem.
Najpierw z przyczyn oczywisto-obiektywnych, potem czêœciowo pryncypialnych. To znaczy, twierdzi³ zawsze i to, ¿e ewangeliczne ub˘stwo winno byæ idea³em, przynajmniej w teorii. Sk¹din¹d, niez³omna polityka paru poprzednik˘w Judasza na paru urzêdach
doprowadzi³a w paru regionach do tego, ¿e ¿ycie miejscami idea³ ten przeros³o, przynajmniej co siê tyczy materialnego standardu ¿ycia kadry duszpasterskiej.
Jak by nie by³o, Butz zwykle podr˘¿owa³ autokarami, czasem na siedz¹co kolej¹, a czêsto wci¹¿ po prostu stopem, i przeja¿d¿ka samolotem sprawia mu spontaniczn¹ przyjemnoœæ, prawie jak dziecku, choæ ³¹czy siê z ni¹ œwiadomoœæ, ile ornat˘w mo¿na by za tê
sam¹ cenê uszyæ.
Oczywiœcie, ka¿dy, niezale¿nie od strefy urodzenia, lubi podr˘¿owaæ na koszt pañstwa, natomiast za ka¿d¹ tego typu dzia³alnoœæ p³aci podatnik, nawet, gdy nie czyni tego dobrowolnie.
Jak by rzeczy nie uj¹æ, Watykan jest ci¹gle pañstwem zad³u¿onym, i papie¿, gramol¹c siê z fotela, aby wyjœæ na spotkanie oczekuj¹cych, ma od czego odrywaæ siê myœlami.
U st˘p trapu czeka lœni¹ca niczym alpejski lodowiec p³yta lotniska, wyglancowana na dziesi¹t¹ stronê. papie¿ schodzi na bok, rozgarniaj¹c nieco zaskoczonych goryli. (Oczywiœcie, goryle papiescy mieli doœæ czasu, by do niekt˘rych dy¿urnych papieskich
punkt˘w programu siê przyzwyczaiæ). Na skraju betonu ca³uje r˘wno zgolon¹ trawê rundwayu. Na ma³¹ konsternacjê reaguje: przecie¿ nie bêdê ca³owa³ betonu.
Rzecz dzieje siê w Nagasaki. Mieœcie, znanym miedzy innymi z tego, ¿e w pewnym momencie historycznym zamieszkiwali je sami chrzeœcijanie. I potem, gdy po wiekach zn˘w mo¿na by³o wierzyæ w Chrystusa, nie ryzykuj¹c ¿yciem, okaza³o siê, ¿e w Nagasaki
przetrwa³y gminy chrzeœcijañskie. Judasza II napawa³o to zawsze podziwem. Wiadomo, ¿e przesiaduj¹c w bibliotece i archiwach zg³êbia³ historiê niekt˘rych, wybranych kultur, spo³eczeñstw i kraj˘w. Wiele te¿ czasu spêdzi³ w towarzystwie biskup˘w z tych
czêœci
œwiata; arcybiskup Nagasaki by³ jednym z jego osobistych przyjaci˘³. Nie wiadomo, czy ³¹czy³ ich jakikolwiek szczeg˘lny, wsp˘lny temat; mo¿e medytacja zen?
Papie¿olodzy twierdz¹, bardzo notabene odkrywczo nie od dziœ, ¿e papie¿ reprezentuje w pewnych szczeg˘lnych sferach pewien szczeg˘lny punkt widzenia.
Jak siê czujesz
Ju¿ koniec. Wiesz, jednak wizyty s¹ mêcz¹ce. A chocia¿ koszty pokry³y najwiêksze japoñskie koncerny, to jednak...
Trzeba wracaæ. Czeka na nas jeszcze coœ roboty.
Oni teraz czekaj¹, ¿e powiesz coœ na po¿egnanie. Zr˘b to, jeœli
mo¿esz.
Mowê przygotowa³eœ? No w³aœnie. I jeszcze mi rozkazujesz.
Czekaj.... jest stara mowa, kt˘r¹ sam kiedyœ napisa³eœ, na
wypadek, gdybyœ kiedyœ..
Tak, pamiêtam. Masz j¹.
To znaczy...
To znaczy nie masz. Nikt jej nie ma, bo ja sam j¹ spali³em.
To co teraz?
Pamiêtam. powiem to samo - jeszcze raz..
mo¿e wreszcie dziêki temu uda mi siê zostawiæ to za sob¹.
To chodŸmy.
Butz powraca.
/Tekst po¿egnania zosta³ przet³umaczony z japoñskiego i jako
taki mo¿e byæ nie do koñca wierny./
Nadszed³ czas rozstania.
Jestem ju¿ stary i chyba na tym œwiecie ju¿ siê nie zobaczymy.
Na pewno Waszym modlitwom zawdziêczaæ bêdê r˘wnie wiele, co dotychczas. Natomiast fizycznie nie bêdzie mnie poœr˘d Was. Co bêdzie, to jest oczywiœcie rzecz¹ Boga, ja natomiast chwilowo muszê wsi¹œæ w samolot i wracaæ do pracy.
Chcia³em tylko jeszcze przypomnieæ Wam, ¿e ju¿ nied³ugo czeka Was pewne radosne wydarzenie. Tego dnia w g˘rê wzbije siê bia³y dym i bêdziecie mieli papie¿a. Tego dnia macie siê wszyscy radowaæ. To bêdzie z pewnoœci¹ bardzo dobry
urzêdnik, o wiele sumienniejszy ode mnie, i proszê was, abyœcie, wymagaj¹c od niego, s³uchali go i szanowali. Najpewniej bêdzie z Was dumny co najmniej tak, jak ja z Was jestem dumny.
¯egnam wiêc Was. Proszê, pamiêtajcie o mnie. Pamiêtajcie, ¿e was kocham... dziêkujê za oklaski; to jeszcze nie wszystko.
Pamiêtajcie, ¿e w Was wierzê. Dziêkujê za tê chwilê ciszy.
Myœlê, ¿e o tym wiedzieliœcie, chocia¿ nigdy Wam o tym nie
wspomnia³em.
Jestem ju¿ stary i czasami zdarzaj¹ mi siê pomy³ki. Wierzê w Was - i przyjecha³em tutaj po to, ¿eby przed œmierci¹ Wam to powiedzieæ.
Przepraszam, ¿e dopiero teraz.
W samolocie K. odwraca siê do Judasza.
To by³o coœ.
Coœ? Nie by³o tekstu i musia³em sam, od nowa...
Tak. I by³o to coœ.
S¹dzisz? C˘¿ komu z mi³oœci siwego starca?
Jak uwa¿asz. Ale...
Ale co?
M˘wi³eœ o wierze. O tym, ¿e wierzysz.
I co?
Jak by nie by³o, to przecie¿ tw˘j zaw˘d.
Ale ty jesteœ cholera m¹dry.
Obaj wiemy, ¿e ja to zrobi³em dla siebie. Niestety.
Nareszcie zrobi³eœ coœ dla siebie..
Ten sto³ek nie jest po to, ¿eby na nim ludzie siadali siê samorealizowaæ, naprawdê. Nie ma ludzi niezast¹pionych. Z facetami z tak zwanym b³yskiem w oku te¿ nale¿y uwa¿aæ, chocia¿ z takimi bez b³ysku oczywiœcie tym bardziej.
A ja ju¿ powoli zaczynam dostrzegaæ, ¿e od tego dnia, kiedy wypali³em ostatni¹ trawkê, coœ siê zmieni³o. Ja powiedzia³em im teraz, ¿e w nich wierzê, ale w³aœciwie rzecz ju¿ nie w tym.
Rzecz w tym, ¿e oni, ka¿dy z nich, ilu ich jest, ju¿ nosz¹ w sobie swojego wewnêtrznego papie¿a. Oni mog¹ o tym nie wiedzieæ i ja o tym mogê nie wiedzieæ, ale oni ju¿ to maj¹, i..
I co?
I nie wiem, co.
Teraz znowu nie wiem. Ca³e szczêœcie.
mo¿e to ju¿ tw˘j drugi zaw˘d?
Judasz II budzi siê, jak co rana. jego tryb ¿ycia sta³ siê
regularniejszy.
Do soboru pozosta³o jeszcze p˘³tora miesi¹ca
To znaczy, do przewidywanej daty soboru.
K. ju¿ czeka.
S³uchaj, jest awantura. I... ognisko zbli¿a siê w nasz¹ stronê.
Na razie to siê posuwa bez przeszk˘d. Zreszt¹ prosto na nas.
mo¿e przejdzie bokiem.
Nie przejdzie.
Ja przecie¿ wiem, ¿e to siê ju¿ dawno kroi³o. I to nie jest po
prostu jakaœ zwyk³a lokalna historia.
Ani przyjaciele z jakiejœ dziarskiej rozg³oœni radiowej, kt˘rym kiedyœ zawiesiliœmy dziarskiego ksiêdza dyrektora.
Dzwoni³eœ na policjê i do ministerstw?
Telefony g³uche. nawet kom˘rkowe.
S¹ coraz bli¿ej. Przyszli.
Ani karabinierzy, ani NOCS, nikt naprawdê nie pr˘bowa³ ich zatrzymaæ. S¹ prawie pod oknami; s¹ uzbrojeni, jak kibice przeciêtnej szanuj¹cej siê dru¿yny calcio.
Pêkaj¹ pierwsze petardy.
Centrala jest obetonowana. Wszêdzie piêtrz¹ siê worki z piachem i tybrzanym mu³em.
Jest jeszcze i mur. P˘ki co, no pasaran.
Broni nie ma du¿o; jest trochê tego, co maj¹ goryle, i jeszcze
to, co odebrano gwardzistom przed samym wybuchem II wojny.
Na razie wystarczaj¹ hydranty. Zaraz przestan¹.
JudaszII i K. na chwilê zostaj¹ sami. Mo¿na zgadn¹æ, ¿e obstawa gor¹czkowo poszukuje we wszelkich mo¿liwych zakamarkach wszystkiego, co ma dziurê na koñcu i coœ, co przypomina cyngiel.
Ktoœ m˘g³by rzec, ¿e wa¿na jest zasada.
Widaæ, ¿e Judasz bardzo chce coœ powiedzieæ. Nawet pr˘buje.
S³uchaj...
K. patrzy na niego z wyraŸnie otwartymi uszami. nic, tylko m˘wiæ.
S³uchaj..
...
Chcia³em ciê przeprosiæ.
Czy ja kiedyœ w coœ wierzy³em, to, jak jest, wiesz najlepiej sam.
Ale mog³em wierzyæ przynajmniej tobie.
I tego jednego ¿a³ujê.
...
Przebacz.
Milczenie przed³u¿a siê, zgodnie z tradycj¹. a¿ nudno.
Errare necesse est. Pogadamy w nastêpnym wcieleniu.
Czas zobaczyæ, czy jest jeszcze coœ do strzelania. w³aœnie.
Przez lornetki widaæ, ¿e Via Concillazione nadje¿d¿a w˘z.
Trudno powiedzieæ, kto i sk¹d go wyci¹gn¹³, mo¿e by³ u¿ywany do konwojowania pieniêdzy, albo do rob˘t wyburzeniowych? W ka¿dym razie, wystarczy, ¿eby przebiæ mur. I same kule nic mu nie mog¹ zrobiæ. Przynajmniej z broni o takiej d³ugoœci
lufy, jak¹ nosi papieska obstawa.
Za wozem ci¹gnie rozedrgana ci¿ba. Intencje a¿ za oczywiste.
Jak to mo¿liwe, ¿e jeszcze nie pad³ ani jeden strza³?
Chocia¿ nie jest ³atwo odr˘¿niæ strza³y od petard.
I chyba teraz po raz pierwszy do niekt˘rych detonacji do³¹cza siê œwist kul.
Stopniowo zaczyna uk³adaæ siê w serie.
papie¿ niemo spogl¹da na K.. K. na Judasza II.
Judasz nie odpowiada.
Zosta³a jeszcze jedna, cudaczna broñ. Nazwa zaczyna siê na P;
PIAT czy panzersfaust, spod rdzy trudno to nawet odczytaæ.
Pozosta³a jeszcze z poprzedniej wojny.
Lufa od ty³u jest otwarta.
Podobno przy strzale do ty³u wyrzucany jest strumieñ gor¹cych
gaz˘w.
Powinno siê u¿yæ okular˘w chroni¹cych wzrok, lecz ich nikt nie
ma.
Tylko papie¿ ma przy he³mie zas³onê na twarz.
Poza tym to ju¿ nie broñ, to po prostu niewypa³. Naprawdê nie wiadomo, czym siê mo¿e skoñczyæ pr˘ba u¿ycia.
papie¿ nagle spostrzega, ¿e wszyscy na niego spogl¹daj¹.
Otwiera usta.. i dociera do niego, ¿e to nie chodzi o s³owa, dopiero, gdy jest ju¿ w po³owie zdania:
Ja nie jestem nikim szczeg˘lnym. chyba wiecie.
Ju¿ za p˘Ÿno... i za p˘Ÿno zrozumia³em, ¿e jest za p˘Ÿno.
Teraz w ich wzroku z prêdkoœci¹ œwiat³a pojawia siê odpowiedŸ:
Ty masz he³m.
Powoli, coraz wolniej, niczym œlepiec id¹cy zim¹ poprzez strumieñ, rêka Judasza II dotyka pordzewia³ej lufy i zaczyna nieuchronnie wêdrowaæ w stronê dŸwigni spustowej.
| Uwaga: |
| Autor |
| czeka |
| na |
| listy |
Kliknij! |